Zagadka. Dobrze zbudowany Belg, z postury przypominający antycznego herosa, filar obrony Manchesteru City. Nie było trudno, prawda? Vincent Kompany – człowiek instytucja w defensywie „The Citizens”. Nie ma Kompany’ego, zaczynają się problemy. Statystyki nie kłamią, City bez swojego kapitana kuleje na obie nogi.
15 kolejek Premier League – 16 straconych goli. Tak wygląda bilans wicemistrzów Anglii w obecnym sezonie. Niby nieźle, ale przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Od 15 września, a więc od pierwszego meczu Ligi Mistrzów, który „Obywatele” rozgrywali przeciwko Juventusowi, minęły blisko 3 miesiące. W tym czasie City rozegrało 18 spotkań. Były porażki, były zwycięstwa, były nawet remisy – to normalne. Bolączką i problemem, który spędza sen z powiek Manuela Pellegriniego, jest defensywa. Na przestrzeni 18 meczów Manchester jedynie dwa razy(!) zachował czyste konto, a mówimy przecież o wicemistrzu Anglii. To woła o pomstę do nieba.
Dlaczego defensywa City przypomina szwajcarski ser? Doskonale tłumaczą to słowa legendarnego trenera Przemysława Cecherza, które pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć, dokonując jednocześnie drobnej, kosmetycznej parafrazy: „Bo jest słaba, bo jest ku***” słaba. Albo tendencyjna.”
Weźmy na tapet ostatni mecz ligowy ze Stoke, który Manchester przegrał 2:0. O tym, że jest to wstyd, hańba, kompromitacja oraz że najlepiej byłoby, gdyby piłkarze City nie wracali do domów, powiedziano już wszystko. Warto się jednak zastanowić, dlaczego sytuacja potoczyła się tak, a nie inaczej.
Stara piłkarska prawda głosi, że gra się na zero z tyłu, a z przodu zawsze coś wpadnie. Nietrudno wyobrazić sobie Manuela Pellegriniego, który wchodzi do szatni City z taką sentencją na ustach. Mając w ofensywie takich piłkarzy jak De Bruyne, Sterling, Aguero, czy nawet Bony, do którego jeszcze w tym tekście wrócę, nie musi się, zazwyczaj, martwić o zdobycz bramkową. Jednak im dalej w las, tym gorzej.
Sagna-Demichelis-Otamendi-Kolarow – ostatnimi czasy linia defensywy Manchesteru City. Czterech facetów, którzy widzieli spory kawałek wielkiej piłki. Dziś przypominają lożę szyderców. Analizując ich grę, przyglądając się temu, jak ustawiają się w obronie, jak „współpracują”, w myślach słyszę charakterystyczną muzykę znaną z serialu Benny Hill. To, jak wyglądała gra obronna w meczu ze Stoke, to prawdziwy piłkarski kryminał, niegodny zespołu z takimi ambicjami jak Manchester City. Nie będę się jednak wymądrzał, bo wkrótce zostanę oskarżony o to, że zjadłem wszelkie rozumy. Oddam więc głos komuś, kto o piłce wie całkiem sporo. Kurtyna w górę, przed państwem Jamie Carragher.
https://www.youtube.com/watch?v=rhEf4k3IHkY
Były piłkarz Liverpoolu, obecnie ekspert telewizji Sky, twarz programu , nie pozostawia suchej nitki na defensywie City. Szczególnie mocno nastaje na Sagnę, ale trudno się z nim nie zgodzić. Obrona „The Citizens” to niemalże ruina, zawaliła się jak domek z kart, zaraz po tym, jak wyciągnięto z niej jeden szalenie ważny element, wracając do karcianej terminologii, króla, asa i dżokera w jednym – Vincenta Kompany’ego.











