O fenomenie Bayernu Monachium, świetnej postawie Arjena Robbena i innych wielkich wygranych obecnego sezonu w Bundeslidze będziemy w najbliższym czasie wspominać wielokrotnie na łamach naszego portalu, dziś jednak skupię się na dwóch dość skrajnych postaciach. Mowa o Kevinie Kuranyim oraz Dietmarze Hoppie.
Zamiast Ligi Mistrzów zimna Moskwa
Obecny sezon Bundesligi bardzo dobrze będą pamiętać piłkarze Schalke Gelsenkirchen. Zespół Feliksa Magatha zajął na koniec rozgrywek wysokie drugie miejsce i dzięki temu ma zagwarantowaną grę w przyszłej edycji Ligi Mistrzów.
Jednym z bohaterów Veltins Arena był oczywiście Kevin Kuranyi, który co roku zdobywa ponad 10 bramek w sezonie, a łącznie w Bundeslidze reprezentant Niemiec ma na swoim koncie 111 trafień. Statystyki imponujące, wszystko powinno układać się po myśli Kuranyiego. A jednak…
27-letni napastnik przez swój trudny charakter prawdopodobnie nie zagra już w ekipie „Nationalelf” (chyba że zwolniony zostanie Joachim Löw), a na dodatek ominie go gra w przyszłym sezonie w Champions League. Kuranyi nie przedłużył kontraktu z „Königsblauen” i niespodziewanie wybrał ofertę Dynama Moskwa. Trudno zrozumieć decyzję tego zawodnika, bo argument za transferem do Rosji jest tylko jeden (money, money), a przeciw lista jest długa:
– gra w Lidze Mistrzów,
– nowy, długoterminowy kontrakt w Niemczech,
– status gwiazdy i pewne miejsce w wyjściowym składzie Schalke,
– zbyt duże ryzyko wyjazdu do specyficznej ligi,
– blisko półmetek w rozgrywkach Premier Ligi.
Bundesliga traci ważnego zawodnika, choć nie na długo, bo przygoda Kuranyiego z ligą rosyjską potrwa najwyżej do grudnia.
– Transfer Kevina Kuranyiego do Dynama Moskwa jest zarówno wielką niewiadomą, jak i sporą niespodzianką.Trafi on do Dynama w trudnym okresie. Zespół, który został wzmocniony znanymi nazwiskami, miał walczyć o mistrzostwo, a tymczasem okupuje dolne rejony tabeli. Kuranyiemu może być w Moskwie bardzo trudno z tego względu, gdyż drużyna jest w słabej formie i potrzebuje kogoś, kto ją pociągnie do góry. A to zadanie, znając specyfikę ligi rosyjskiej, jest naprawdę trudne – wyjaśnia redaktor działu Premier Ligi iGol.pl, Łukasz Koszewski.
Brawo panie Hopp
Ten tydzień miał jednak pozytywnego bohatera, a został nim prezes TSG Hoffenheim – Dietmar Hopp. W poprzednim sezonie popularni „Wieśniacy” byli chwaleni z każdej strony, po rundzie jesiennej zajmowali pozycję lidera i nawet mówiło się o zdobyciu mistrzowskiego tytułu. Ostatecznie drużyna Ralfa Rangnicka jako beniaminek uplasowała się na siódmym miejscu w Bundeslidze. W sezonie 2009/2010 ekipie z Hoffenheim już tak dobrze nie szło, zawodzili ci, na których wszyscy najbardziej liczyli (Salihović, Ibisević, Obasi, Hildebrand). Pomiędzy 25. a 31. kolejką TSG nie wygrało żadnego spotkania i pojawiły się głosy o rychłym zwolnieniu Rangnicka.
Dietmer Hopp pokazał wielką klasę, bo nie tylko pozwolił dokończyć rozgrywki niemieckiemu szkoleniowcowi (ostatecznie 11. miejsce w tabeli), ale na dodatek… przedłużył z nim kontrakt do 2012 roku.










