Kolumbia – Anglia: „Synowie Albionu” grają dalej


Anglicy zdejmują klątwę serii rzutów karnych i meldują się w ćwierćfinale

3 lipca 2018 Kolumbia – Anglia: „Synowie Albionu” grają dalej

Niesamowite emocje. Dramat jednych i szczęście drugich. Po intensywnym spotkaniu pełnym zwrotów akcji reprezentacji Anglii, wygrywając z Kolumbią w serii rzutów karnych, awansowała do ćwierćfinału mistrzostw świata.


Udostępnij na Udostępnij na

Spotkanie pomiędzy Kolumbią i Anglią zapowiadało się jako jeden z najciekawszych meczów 1/8 finału rosyjskiego mundialu. Z powodu teoretycznie łatwiejszej strony pucharowej drabinki zwycięzca miałby potencjalnie bardzo dużą szansę nawet na grę w finale mistrzostw świata. Jednak obaj selekcjonerzy na konferencji przedmeczowej nie wybiegali tak daleko w przyszłość.

Dekada biedy Anglików i uraz Jamesa

– Od dziesięciu lat nie wygraliśmy meczu fazy pucharowej (na dużym turnieju). Dla tego zespołu to świetna okazja, by awansować dalej i dołączyć do bardziej doświadczonych drużyn. Chłopcy mają szansę napisać własną historię. Nie ma sensu myśleć, co będzie po meczu. Skoncentrujemy się na naszej grze i dobrym występie – powiedział Gareth Southgate.

Szanse na awans reprezentacji Anglii teoretycznie miały zwiększyć problemy kadrowe rywali. Kontuzja Jamesa Rodrigueza, jaką Kolumbijczyk odniósł w starciu z Senegalem, postawiła pod znakiem zapytania występ pomocnika w meczu przeciwko „Synom Albionu”.

– Po przeprowadzonych badaniach mieliśmy dobre wieści. Po wykonaniu rezonansu magnetycznego wiedzieliśmy, że (James Rodriguez) nie odniósł poważnych obrażeń. Wciąż mamy czas, aby zobaczyć, jak się czuje. Mamy nadzieję, że będzie mógł zagrać w meczu (przeciwko Anglii) – wyjaśnił sytuację zawodnika selekcjoner Kolumbijczyków, Jose Pekerman.

Ostatecznie uraz Jamesa Rodrigueza okazał się na tyle groźny, że wykluczył gracza z Ameryki Południowej z występu od pierwszej minuty przeciwko Anglii. Gwiazda reprezentacji Kolumbii nie znalazła się nawet na ławce rezerwowych.

Bez swojego lidera zespół z Ameryki Południowej oddał kontrolę nad spotkaniem przeciwnikowi, koncentrując się na wyprowadzaniu kontrataków. To zdecydowanie odpowiadało Anglikom. Aktywny był krytykowany dotąd za swoją postawę na turnieju Raheem Sterling. Dobrej okazji do wpisania się na listę strzelców nie wykorzystał Harry Kane, gdyż strzał głową Anglika z kilku metrów minął bramkę Davida Ospiny.

Przewaga „Synów Albionu” rosła, jednak nie przekładała się na kreowanie dogodnych sytuacji bramkowych. W odpowiedzi Kolumbijczycy próbowali zaskoczyć Jordana Pickforda uderzeniami z dystansu, ale strzały graczy z Ameryki Południowej mijały angielską bramkę o dobre kilkanaście metrów.

Między zawodnikami obu zespołów nie brakowało spięć oraz przewinień. Tuż przed końcem pierwszej połowy faulowany na około 20 metrze od bramki rywali był Harry Kane. Zanim jednak Anglicy wykonali stały fragment gry, w polu karnym Kolumbijczyków miała miejsce przepychanka po lekkim uderzeniu Wilmara Barriosa w głowę Jordana Hendersona. Kolumbijczyk w tej sytuacji został ukarany żółtą kartką przez arbitra głównego, Marka Geigera. Po zapanowaniu nad sytuacją groźnie uderzał z rzutu wolnego Kieran Trippier, lecz piłka o kilka centymetrów minęła bramkę Davida Ospiny.

Kane znów strzela 

Drugą połowę lepiej zaczęli Anglicy. Seria stałych fragmentów gry w końcu przyniosła efekt. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w polu karnym sfaulowany został Harry Kane, a arbiter Mark Geiger zdecydowanie wskazał na jedenasty metr. Chwilę później sam poszkodowany wykorzystał rzut karny, uderzeniem w środek bramki pokonując golkipera Kolumbijczyków. Dzięki zdobytej bramce Harry Kane stał się pierwszym od 1939 roku graczem, który w sześciu kolejnych występach w barwach Anglii wpisał się na listę strzelców.

Zdobyta bramka dodała animuszu Anglikom. Zawodnicy Garetha Southgate’a dążyli do podwyższenia rezultatu, a w polu karnym Kolumbijczyków kotłowało się raz za razem. Nie przyniosło to jednak żadnego rezultatu.

Dramat i szczęście Anglików

Gdy ustał napór „Synów Albionu” inicjatywę przejęli Kolumbijczycy. Licznymi dośrodkowania ze skrzydeł zawodnicy z Ameryki Południowej szukali Radamela Falcao, jednak podopieczny Jose Pekermana był dokładnie pilnowany przez defensorów rywali. Jeśli natomiast Kolumbijczycy dochodzili do dogodnych okazji bramkowych, to zawodziła skuteczność. Gdy Anglicy odliczali już sekundy dzielące „Synów Albionu” od awansu, dośrodkowanie z rzutu rożnego na bramkę zamienił Yerry Mina, doprowadzając do dogrywki.

Bramka stracona w ostatnich sekundach ewidentnie podminowała Anglików. Zespół Garetha Southgate’a nie forsował już tempa, lecz przede wszystkim skupił się na grze w destrukcji. Z podobnymi założeniami dogrywkę zaczęli Kolumbijczycy. To zamieniło spotkanie w partię szachów.

Dopiero druga część przywróciła emocje. „Synowie Albionu” ewidentnie chcieli uniknąć rzutów karnych. Nie bez powodu. Anglicy często z wielkimi turniejami żegnali się po przegranej serii jedenastek. Dlatego zespół Garetha Southgate’a wrzucił wyższy bieg. Anglicy marnowali jednak kolejne sytuacje bramkowe, a na ofensywne zmiany selekcjonera „Synów Albionu” Jose Pekerman reagował defensywnymi roszadami. Starania Anglików na niewiele się jednak zdały i po zakończeniu dogrywki arbiter Mark Geiger zarządził serię rzutów karnych.

W ostatniej serii jedenastkę strzeloną przez Carlosa Baccę obronił Jordan Pickford, co dało przewagę Anglikom. Decydujący rzut karny wykorzystał Erik Dier i wprowadził „Synów Albionu” do ćwierćfinału. W następnej rundzie podopieczni Garetha Southgate’a zmierzą się ze Szwecją.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski