Drugim meczem 26. kolejki T-Mobile Ekstraklasy jest konfrontacja Lecha Poznań z Widzewem Łódź. Czy podopieczni trenera Mariusza Rumaka po raz kolejny zdobędą trzy punkty na własnym stadionie? Oto jest pytanie!
Popularny „Kolejorz” kontynuuje swoją świetną serię meczów bez porażki i jeśli w piątkowy wieczór pokona widzewiaków, to wskoczy na pozycję lidera T-Mobile Ekstraklasy na co najmniej 22 godziny. Warto wrócić jednak do sytuacji, która wydarzyła się jeszcze w rundzie jesiennej ligi polskiej, kiedy to piłkarze Lecha Poznań od pojedynku z Piastem Gliwice nie potrafili wygrać meczu na własnym stadionie. Ów okres trwał aż do 5 kwietnia bieżącego roku – w międzyczasie poznaniacy przegrali cztery mecze i jeden zremisowali – wtedy podopieczni Mariusza Rumaka przełamali się w spotkaniu z Lechią Gdańsk. W poprzednim ligowym starciu „Kolejorz” zmierzył się z będącą w dużym, „kulawikowym” kryzysie Wisłą Kraków – zresztą… nie oszukujmy się, większość polskich zespołów wygląda, jakby była w kryzysie. Fakt faktem, lechici zagrali przecięty mecz, lecz zdobyli najważniejsze i jakże cenne trzy punkty, które przybliżyły ich do zdobycia tytułu mistrza Polski. Subiektywnie mówiąc – Lech to obecnie jedyna polska ekipa, która zasłużyła na wygraną w rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy. Drugi pretendent, Legia Warszawa, w ostatnim spotkaniu pucharowym ze Śląskiem Wrocław pokazała się z supersłabej strony i zagrała kompletny piach. Tylko milimetry uchroniły zespół Jana Urbana przed stratą drugiej bramki i prawdopodobnie również przed stratą Pucharu Polski.

Co możemy powiedzieć o Widzewie Łódź? Utrzymanie w lidze w zasadzie ma, młody talent w postaci Mariusza Stępińskiego ma, trenera i sztab szkoleniowy ma, wyniki jako tako ma. Jedyne, czego łodzianie nie mają, to wygranych na stadionach rywali, czyli tego, czego będą potrzebowali w piątkowym spotkaniu. Forma wyjazdowa ekipy Radosława Mroczkowskiego wygląda tragicznie, ale rozmawiamy przecież o lidze polskiej. Dwa, dwa, zaledwie dwa wygrane mecze na 13 wszystkich konfrontacji w delegacji. Słaby wynik? Fatalne osiągniecie? Nie, mamy utrzymanie.
W bezpośrednim spotkaniu w rundzie jesiennej TME lepsi okazali się piłkarze trenera Rumaka, którzy pokonali „Czerwoną Armię” 1:0 po golu Rafała Murawskiego. Dla gości piątkowego meczu motywującym faktem może być to, że Widzew wygrywał już na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Ostatniego takowe wydarzenie miało jednak miejsce w 2006 roku, kiedy to łodzianie pokonali „Kolejorza” 3:2.

Pod znakiem zapytania stoi występ Bartosza Ślusarskiego oraz Luisa Henriqueza, który w meczu z Wisłą Kraków nadciągnął mięsień płaszczkowaty. – Luis z każdym dniem wygląda coraz lepiej, ale na razie trudno powiedzieć, czy do piątku wystarczy mu czasu – przyznaje trener Lecha Poznań Mariusz Rumak. W ekipie „Kolejorza” zabranie również kontuzjowanego Manuela Arboledy, a do składu być może powrócą Patryk Wolski oraz Karol Linetty. Trener Radosław Mroczkowski nie będzie mógł skorzystać z usług zaledwie jednego piłkarza – Michała Jonczyka.
Przewidywane składy:
Lech Poznań: Kotorowski – Ceesay, Wołąkiewicz, Kamiński, Djurdjević – Murawski, Trałka – Tonev, Hamalainen, Lovrencsics – Teodorczyk
Widzew Łódź: Mielcarz – Płotka, Abbes, Phibel, Broź – Dudek, Ben Dhifallah, Kaczmarek, Pawłowski, Alex Bruno – Stępiński
Rozjemcą piątkowych zmagać Lecha z Widzewem będzie sędzia Tomasz Musiał. 32-letni arbiter gwizdał w tym sezonie w 22 spotkaniach T-Mobile Ekstraklasy – pokazał 67 żółtych kartek, jedną czerwoną oraz podyktował cztery rzuty karne. Warto dodać, że sędziował zaledwie jeden pojedynek z udziałem podopiecznych Mariusza Rumaka, mianowicie zremisowany mecz z Górnikiem Zabrze w 3. kolejce polskiej ekstraklasy. Jeśli chodzi o spotkania Widzewa Łódź, to były dwa takowe – 1:3 z Polonią Warszawa i 1:1 z Pogonią Szczecin.