Przyglądając się sytuacji w polskim futbolu nieco z boku, być może nie mogę obiektywnie jej ocenić. Mogę jednak wskazać aspekty, które budują jej wizerunek w oczach przeciętnego Kowalskiego. Nie muszę chyba przypominać, że Euro zbliża się wielkimi krokami. Jest to więc czas, kiedy o ten wizerunek powinniśmy zadbać podwójnie.
Media są subiektywne i zawsze pokazują tylko najgłośniejsze sytuacje, a te u nas dziwnym trafem najczęściej oznaczają afery w PZPN, sromotne porażki polskich piłkarzy i niechlubne zachowania naszych kibiców.

Można więc obraz polskiej piłki uogólnić do trzech ogniw – z jednej strony mamy działaczy PZPN, z drugiej piłkarzy i trenerów, a z trzeciej kibiców, będących przecież ważną częścią piłkarskiego świata. Przedstawiciele tych trzech grup wzajemnie obwiniają się za obecną sytuację. Nierzadko zarzuty, które przedstawiają, są słuszne, bo – dla przykładu – nie bez powodu kibice protestują przeciwko zarządowi PZPN. Ale czy nie powinno być tak, że każdy od siebie zacząć musi naprawianie piłkarskiego świata? Każda z trzech stron tego sporu – co tu kryć – ma sobie wiele do zarzucenia.
O piłkarzach pisać nie zamierzam, ocenę ich formy pozostawiam kolegom z redakcji. Mogę tylko powiedzieć, że są w zasadzie w najgorszej sytuacji, bo nie mają na kogo narzekać i kogo winić za swoje porażki, od nich przecież w głównej mierze zależy wynik meczu. W wielkim sporze są więc grupą, która najmniej uskarża się na innych.
Z kolei Polski Związek Piłki Nożnej cechuje ogromna niezależność. Mówiąc wprost – może po prostu wszystko. Nie podlega żadnej organizacji rządowej, nic do powiedzenia nie ma nawet Ministerstwo Sportu! Grzegorz Lato i inni członkowie najważniejszej piłkarskiej organizacji w Polsce bazują na tym, że każda ingerencja rządu w sprawy związku wiąże się z dezaprobatą najwyższych władz piłkarskich w Europie i na świecie. Sepp Blater i Michel Platini ostrzegali już PZPN, kiedy do związku ówczesny minister sportu, Mirosław Drzewiecki, wprowadził kuratora. Obaj panowie zagrozili, że ukarzą polskie kluby zakazem gry w europejskich pucharach, jeśli rząd nie przestanie ingerować w sprawy związku. Szkoda jest narażać się UEFA i niepotrzebnie nadwyrężać cierpliwość Platiniego, skoro chcemy zorganizować Euro. PZPN zdaje się w ogóle dbać o swój dobry wizerunek. Aktualnie prowadzi wojnę z kibicami, którzy domagają się zwolnienia prezesa Grzegorza Laty i rewolucyjnych zmian w składzie organizacji. Fani zbojkotowali ostatni mecz reprezentacji w Chorzowie. Ale PZPN nie liczy się zupełnie z ich zdaniem, śmieje im się w twarz i bagatelizuje ich protesty, zapominając, że przecież piłka jest dla kibiców i że to oni napędzają ten wielki futbolowy biznes.











