Jeszcze niedawno zespół pewnie awansujący na Mistrzostwa Świata i sprawiający na nich dużo problemów potężnym światowym reprezentacjom, dziś drużyna borykająca się z problemem przepychu zawodnikami o niezłej europejskiej renomie, ale w kolektywie do siebie niepasujących i niepotrafiących wzajemnie do siebie trafiać. W teorii Serbowie trafili na bardzo bogate w jednostki pokolenie piłkarzy, tyle że nijak ma się to do wyników i boiskowej prezencji. Na dwie kolejki przed końcem eliminacji do Mistrzostw Europy matematycznie sytuacja w grupie nie wygląda źle, jednak droga do bezpośredniego awansu będzie wyjątkowo nieprzyjemna i wyboista.
Od czasu oficjalnego rozdzielenia Serbii i Czarnogóry w 2006 roku, Serbowie sporadycznie pojawiali się na wielkich turniejach, a jeśli już do tego dochodziło, to zawsze prezentowali się przeciętnie. Brak awansu na żadne z ostatnich trzech turniejów Starego Kontynentu i symboliczne 3 punkty uzbierane na Mistrzostwach Świata w Republice Południowej Afryki w 2010 roku. Fakt, zdobyte w potyczce z późniejszymi brązowymi medalistami – Niemcami, co nieco zwiększa rangę zwycięstwa, jednakże w kwestii całokształtu marne to pocieszenie. Generalnie rzecz biorąc, mizerne to były lata dla Serbów pod względem futbolowym.
Powrót na salony
Odrodzenie po latach klęsk nadeszło na czas rywalizacji o bilet do Rosji na Mistrzostwa Świata. Drużyna wówczas początkowo prowadzona przez Slavoljuba Muslina, przyozdobiona przez niego w dojrzałość i pewność siebie, a potem przez Mladena Krstajicia, rozprawiła się z niewdzięcznymi eliminacyjnymi rywalami z grupy D (Irlandia, Walia czy Austria) i zaledwie z jedną porażką na koncie awansowała z pierwszego miejsca na turniej finałowy. Mając w swojej kadrze takie osobiści futbolu jak Aleksandar Kolarov, Sergej Milinković-Savić czy Nemanja Matić, Serbowie jechali do Rosji z szansami na odegranie znaczącej roli na turnieju. Podobnie jak szanse, bardzo duże były także nadzieje osób sympatyzujących z drużyną ,,Orłów”, bo jak pokazały eliminacje – nie były one bezpodstawne.
Dobre złego początki
Zgodnie z planem Serbowie weszli w turniej z przytupem zgarniając trzy punkty za mecz z Kostaryką. Tyle że na tym punktowanie na mistrzostwach się skończyło. Dwie porażki kolejno ze Szwajcarią i Brazylią przekreśliły szanse ekipy Krstajicia na ugranie czegoś więcej na rosyjskich boiskach, a kibice kolejny raz musieli obejść się smakiem. Światełkiem w tunelu miał być niewątpliwie niezły styl gry przed Mistrzostwami Świata i podczas nich oraz bogata kadra zawodników, z których wielu stanowiło o sile dużych klubowych marek.











