W spotkaniu zamykającym dziesiątą kolejkę Serie A stanęły między sobą w szranki zespoły aspirujące o coś więcej niż tylko środek tabeli ligi włoskiej. Na stadionie Renzo Barbera miejscowe Palermo pokonało skromnym 1:0 gości z Genoi. Nawet na ławce rezerwowych nie pojawił się Polak, Kamil Glik.
Zarówno Palermo, jak i Genoa mierzą w miejsca gwarantujące grę w europejskich pucharach. Drużyna, która poniekąd bardziej na tą zaszczytną pozycję zasługuje, miała być ujawniona w niedzielny wieczór na stadionie Renzo Barbera. Przed spotkaniem nie lada wyczynem było wytypowanie faworyta. Obie ekipy były sąsiadami w tabeli ligowej, co więcej drużyny te charakteryzowały się identycznym, wręcz takim samym bilansem punktowym.
Spotkanie rozpoczęło się od spokojnie narzuconego tempa gry przez oba zespoły. Pierwsza warta odnotowania sytuacja miała miejsce w 5. minucie, kiedy to ostatecznie niecelny strzał na bramkę swoich rywali oddał Josip Ilicić. Kolejna groźna sytuacja miała miejsce zaledwie dwie minuty później, bo odpowiedź zainicjowali piłkarze gości. Na strzał z dystansu zdecydował się Giandomenico Mesto, lecz został on zablokowany przez obrońców czujnie strzegących dostępu do swojej bramki.
Około 15. minuty spotkania do podobnej decyzji dojrzał wspomniany już Ilcić. Sprowadzony w okresie letnim do sycylijskiego klubu zawodnik oddał mocny strzał z dystansu, który zakotwiczył poza obrębem bramki bronionej przez Eduardo Carvalho. Dokładnie w 25. minucie z kolei doskonałą okazję do zdobycia gola miał Mauricio Pinilla. Strzelec trzech bramek dla Palermo w obecnym sezonie, niestety dla trenera Delio Rossiego, tym razem zaliczył strzał w słupek. Po odbiciu głową piłkarzowi zabrakło ledwie kilku centymetrów, by gospodarze mogli radować się z prowadzenia.
Co się nie udało w drugim kwadransie gry, udało się pod koniec pierwszej połowy. Na trzy minuty przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę doszło do nieoczekiwanego przebiegu wydarzeń. Gdy kibice godzili się z zejściem swoich ulubieńców na przerwę, Ci zrobili im nie lada niespodziankę. A dokładniej zrobił to Mauricio Pinilla. Po wyśmienitym zagraniu Javiera Pastore, zawodnikowi z Chile nie pozostało nic jak dopełnić formalności i zdobyć gola, dającego prowadzenie Sycylijczykom.
Druga odsłona spotkania miała ślimacze tempo. Gracze obu drużyn nie imponowali już tak ofensywną grą, jak miało to miejsce podczas pierwszych 45 minut. Na strzały raz po raz pozwalali sobie Pastore czy Ilicić, lecz obaj panowie udowadniali tym samym, że nie mają dobrze ustawionych celowników. W 62. minucie spotkania indywidualną akcją popisał się ponownie Pastore, ale został powstrzymany przez Dario Dainelliego. I wynik nadal brzmiał 1:0 dla „Rosanero”.
Trzy minuty po okazji bramkowej dla gospodarzy postanowił zainterweniować trener Genoi, Gian Piero Gasperini. Trener mający na swoim koncie tylko 23 % zwycięskich meczów na obiekcie rywali, także tym razem nie miał szczęścia. Dlatego, iż nadzieja umiera ostatnia na plac gry zostali wprowadzeni dwaj gracze, mogący poprawić poczynania drużyny w ofensywie.










