Piłkarze, którzy zagrali w meczu z Gruzją, wracają już do swoich klubów, by rozegrać spotkania 3. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, w której czeka nas kilka niezwykle interesujących pojedynków. Najciekawiej zapowiada się jednak ligowy klasyk z udziałem piłkarzy Legii oraz Górnika.
Zmagania w 3. kolejce rozpoczną drużyny Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław. Podopieczni Waldemara Fornalika jak na razie prezentuje się całkiem nieźle. „Niebiescy” w dwóch kolejkach zgromadzili cztery punkty, dzięki czemu zajmują wysoką pozycję w tabeli. Prawdziwym wyznacznikiem możliwości będzie jednak dla nich mecz ze Śląskiem. Warto zauważyć, że po raz ostatni Ruch pokonał „Wojskowych” prawie pięć lat temu! Było to 26 sierpnia 2006 roku. Wtedy „Niebiescy” na własnym boisku ograli rywala 3:0. Teraz zapewne będą chcieli powtórzyć tamten wynik. Będzie im o to niezwykle trudno, ponieważ drużyna prowadzona przez Oresta Lenczyka jest obecnie jednym z najlepiej operujących piłką zespołów w całej lidze. Dla Ruchu będzie to drugie spotkanie w ciągu czterech dni. Waldemar Fornalik nie obawia się jednak o to, czy jego podopieczni wytrzymają trudy pojedynku. – Myślę, że to nie skomplikuje nam życia. To taki rytm, jak w momencie, kiedy mecze odbywają się rytmem środa – sobota. Cztery dni to wystarczająco dużo czasu, by drużyna się zregenerowała i była w piątek w normalnej dyspozycji – twierdzi Fornalik.
Korona nigdy nie wygrała w Białymstoku (fot. Mateusz Pietrasiewicz)
Szansą dla Ruchu może być fakt, iż Śląsk ma przed sobą niezwykle ważne pucharowe spotkanie z Rapidem Bukareszt. Szkoleniowiec Ruchu uważa jednak, iż wrocławianie mają na tyle wyrównaną kadrę, że Orest Lenczyk nie musi obawiać się o przemęczenie swoich zawodników. – Przyznam, że nie jestem w stanie przewidzieć, w jakim składzie wyjdzie w piątek drużyna Śląska. To będzie dla tego zespołu próba generalna przed meczem w eliminacjach Ligi Europejskiej. Do tego meczu Śląsk ma jednak jeszcze tydzień, więc Orest Lenczyk nie musi martwić się o zmęczenie swoich zawodników – twierdzi trener Ruchu. Jeśli chodzi o formę Śląska, to po wpadce w pierwszym meczu, kiedy to „Wojskowi” zremisowali na własnym obiekcie z Górnikiem Zabrze, nadszedł mecz z ŁKS-em, gładko wygrany 4:0. Zapowiada się więc niezwykle interesujące widowisko, które może być okraszone wieloma wspaniałymi akcjami i bramkami.
W piątek czeka nas jeszcze jeden niezwykle istotny dla kibiców obu drużyn mecz. O godzinie 20:00 Legia podejmie przy Łazienkowskiej zespół Górnika Zabrze. Dawniej był to klasyk naszej ligi. Z czasem jednak ranga tego spotkania w skali kraju spadła, ale dla fanów obu zespołów pojedynek ten nadal jest bardzo ważny. Gospodarze do meczu przystąpią bez kontuzjowanego Hubnika. Prawdopodobnie Czech i tak nie wybiegłby w podstawowym składzie, ponieważ w obecnym sezonie Maciej Skorża stawia raczej na doświadczonego Serba Ljuboję. Pod znakiem zapytania stoi także występ Michała Kucharczyka. Do pełni sił powraca za to Dickson Choto, który może wzmocnić defensywę stołecznej drużyny. Ciężko ocenić formę legionistów, ponieważ mają oni za sobą dopiero dwumecz z Gaziantepsporem oraz mecz ligowy z Cracovią. Szczególnie mecz z „Pasami” pokazał, że Legia coraz bardziej się rozpędza i w tym sezonie powinna być poważnym kandydatem w walce o tytuł mistrza Polski.
Rywal warszawian, Górnik Zabrze, przed sezonem stracił trzech czołowych zawodników. Po odejściu Bonina, Jeża i Sikorskiego wydawało się, że zabrzanie bronić się będą przed spadkiem. Remisy ze Śląskiem i Widzewem oraz gra w tych meczach pozwalają kibicom Górnika myśleć o spokojnym utrzymaniu w lidze. Meczu z Legią nie może doczekać się Idan Shirky, dla którego ten pojedynek będzie okazją do spotkania się z Moshe Ohayonem, który jest jego bliskim przyjacielem. – Moshe to bardzo dobry pomocnik, który ma świetne, otwierające drogę do bramki podania. Dobrze wykonuje stałe fragmenty gry, no i sam też potrafi strzelać bramki. Prywatnie to bardzo dobry człowiek i mój wielki przyjaciel, ale mam nadzieję, że tym razem lepszy będzie Górnik – mówi Shirky. Miejmy nadzieję, że piłkarze obu drużyn podołają zadaniu i ligowy klasyk nas nie zawiedzie.
Jose Mari Bakero i jego podopieczni po raz drugi w tym sezonie zagrają w Bełchatowie (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Już o godzinie 13:30 w Białymstoku rozpocznie się pierwsze sobotnie spotkanie. Rywalem miejscowej Jagiellonii będzie Korona Kielce. Goście nigdy w historii spotkań z „Jagą” nie odnieśli zwycięstwa na jej boisku. Również tym razem ciężko będzie Koronie przełamać tę niechlubną passę. Problemy finansowe, z jakimi boryka się klub z Kielc, z całą pewnością nie wpływają pozytywnie na atmosferę w drużynie. Jak na razie Leszek Ojrzyński jest w stanie motywować swoich podopiecznych do walki. Korona na wyjeździe pokonała Cracovię i zremisowała na własnym obiekcie z Ruchem. Gra drużyny wygląda nieźle, ale czy wystarczy to na Jagiellonię? W zespole z Białegostoku nadal błyszczy bowiem Tomasz Frankowski. To właśnie „Franek” pięknym trafieniem piętką zapewnił „Jadze” zwycięstwo w meczu z Lechią Gdańsk. Trener napastników naszej kadry z całą pewnością będzie tylko czyhał na błąd defensorów Korony, o który, jak pokazał mecz z Ruchem, trudno nie będzie. W sobotnim meczu prawdopodobnie zagra jeszcze Grzegorz Sandomierski. Reprezentacyjnym bramkarzem zainteresowany jest Celtic Glasgow i wielce prawdopodobne, że wkrótce młody golkiper przeniesie się do Szkocji. Niewykluczone, iż spotkanie z Koroną będzie jego pożegnalnym meczem z białostocką publicznością.
Polonia jak do tej pory gra jedynie na swoim stadionie. Nie inaczej będzie i tym razem. Kolejnym zespołem, który zawita przy Konwiktorskiej, będzie ŁKS. Po dwóch wysokich porażkach nastroje w drużynie beniaminka nie są najlepsze. Piłkarze sami przyznają, że muszą coś zmienić, ponieważ taka gra na poziomie ekstraklasy nie wystarczy do osiągania dobrych wyników. Z kolei w Warszawie nie wyobrażają sobie innego wyniku niż wygrana Polonii. Po transferach, jakich „Czarne Koszule” dokonały w letnim okienku transferowym, cel postawiony przez Józefa Wojciechowskiego jest jasny, mistrzostwo Polski. Jednak by zdobyć tytuł, nie można tracić punktów z beniaminkiem, z czego doskonale zdaje sobie sprawę trener Jacek Zieliński. Zresztą gra „Czarnych Koszul” i wyniki osiągane przez zespół pozwalają kibicom tej drużyny ze spokojem czekać na mecz z ŁKS-em. Również nasz ekspert na tę kolejkę, Marek Bajor, przewiduje pewne zwycięstwo Polonii. – To, co widzieliśmy w pierwszych kolejkach w wykonaniu ŁKS-u, można nazwać katastrofą. Dwie wysokie porażki chluby łodzianom nie przynoszą. Z kolei Polonia gra niezłą, poukładaną piłkę i na pewno to „Czarne Koszule” będą faworytem tego meczu. Nie sądzę, żeby ŁKS mógł się przełamać przy Konwiktorskiej.
Mistrzowie Polski jak na razie w lidze zawodzą. Dwa wyjazdowe remisy nie są szczytem marzeń kibiców i zawodników „Białej Gwiazdy”. Robert Maaskant w wywiadach często jednak podkreśla, że w tym momencie jego priorytetem jest Liga Mistrzów, czemu nie można się dziwić. Po tylu latach nieobecności polskich klubów w tych elitarnych rozgrywkach wszyscy pragniemy móc w końcu oglądać jakiś zespół z naszej ligi rywalizujący z Manchesterem, Realem czy Barceloną. Kolejnym rywalem Wisły będzie jednak Zagłębie. Wprawdzie w Krakowie wszyscy myślą już o APOEL-u, ale nie oznacza to, że na „Miedziowych” patrzy się z przymrużeniem oka. Maaskant ma jednak na tyle wyrównany skład, że w sobotnim spotkaniu szansę dostanie kilku dublerów. Zdaniem Marka Bajora nie oznacza to jednak, iż siła „Białej Gwiazdy” będzie mniejsza. – Nie dziwi mnie fakt, że mając na uwadze Ligę Mistrzów, trener Maaskant szachuje składem. Wiadomo, że musi nieco bardziej oszczędzać swoje największe gwiazdy, by te były w pełni gotowe na mecz z APOEL-em. Nie sądzę jednak, by zawodnicy, którzy je zastąpią, byli piłkarzami osłabiającymi zespół. Wisła ma na tyle wyrównaną kadrę, że może z powodzeniem walczyć na kilku frontach – twierdzi Bajor.
Wiślacy myślą już o APOEL-u (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Po fatalnym występie w Bełchatowie i porażce 0:6 Podbeskidzie będzie starało się zatrzeć złe wrażenie w meczu z Widzewem. W debiucie ekstraklasowym przeciwko Jagiellonii podopiecznym Roberta Kasperczyka udało się zremisować 2:2. Teraz zapewne bielszczanie będą chcieli powalczyć o pełną pulę. Tym bardziej że ich rywalem będzie łódzki Widzew, który ma za sobą dwa remisy osiągane w pojedynkach z Wisłą oraz Górnikiem Zabrze. Łodzianie wielkiej piłki jak na razie nie pokazują, więc ciężko spodziewać się, by byli w stanie powtórzyć bardzo dobry zeszły sezon. W oficjalnych meczach Robert Kasperczyk nie zaznał porażki w meczu z Widzewem. Ani razu nie udało mu się również wygrać. Przed obecnym sezonem obie drużyny spotkały się jednak w meczu sparingowym, w którym górą byli łodzianie, zwyciężając 1:0 po golu Princewilla Okachi. Jak jednak powszechnie wiadomo, liga rządzi się swoimi prawami i wynik sparingu nie musi oznaczać, że Widzew jedzie do Bielska-Białej pewny zwycięstwa.
Kolejnym niedzielnym meczem będzie pojedynek w Gdańsku, gdzie Lechia podejmie Cracovię. Oba zespoły dotychczas zawodzą. Podopieczni Tomasza Kafarskiego w zeszłym sezonie byli prawdziwą rewelacją rozgrywek, do końca walcząc o europejskie puchary. Rundę jesienną „Biało- zieloni” rozpoczęli jednak od dwóch porażek. Obydwa spotkania Lechia rozegrała na wyjeździe i dopiero w trzeciej kolejce T-Mobile Ekstraklasy będzie miała okazję zaprezentować się przed własną publicznością, która może pomóc jej w osiągnięciu korzystnego rezultatu. O ten bowiem wcale nie musi być trudno. Rywalem gdańszczan będzie Cracovia, która mimo kilku wzmocnień nie może wskoczyć na właściwe tory. W spotkaniu z Legią w kilku sytuacjach „Pasom” najzwyczajniej zabrakło szczęścia, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że podobnie jak w zeszłym sezonie, w tym również zespół Jurija Szatałowa bronić będzie się przed spadkiem.
W ostatnim meczu trzeciej kolejki Lech po raz drugi w tym sezonie zawita do Bełchatowa. Tym razem podopieczni Jose Bakero zmierzą się z pełnoprawnym gospodarzem obiektu, a więc drużyną PGE GKS-u Bełchatów. Po meczu z ŁKS-em wydawało się, że „Kolejorz” w tym sezonie będzie dzielił i rządził w T-Mobile Ekstraklasie. Poznaniacy zostali jednak szybko sprowadzeni na ziemię przez Zagłębie. Bełchatowianie w pierwszej kolejce przegrali na wyjeździe z Ruchem, by już tydzień później ograć u siebie Podbeskidzie 6:0. Beniaminkowie nie będą więc miło wspominać wypadów do górniczego miasta. Czy i tym razem, grając między sobą, obie drużyny zaserwują nam strzelecki festiwal? Miejmy nadzieję, że nie zawiodą oczekiwań i zaprezentują dobry futbol, jak przystało na zespoły mające walczyć o puchary. Marek Bajor uważa, że minimalnym faworytem tego meczu będzie wprawdzie Lech, ale jeśli miałby stawiać pieniądze, to typowałby remis. – Ciężko powiedzieć, jak w tym momencie wyglądają obie drużyny. Według mnie minimalnym faworytem jest Lech, którego forma jest chyba nieco bardziej stabilna. Mimo wszystko typuję jednak remis – przyznał Bajor.
Mecze T-Mobile Ekstraklasy można oglądać na kanałach Polsatu Sport, Polsatu Futbol, Polsatu Sport Extra oraz Polsatu Sport HD.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Piłkarze, którzy zagrali w meczu z Gruzją, wracają już do swoich klubów, by rozegrać spotkania 3. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, w której czeka nas kilka niezwykle interesujących pojedynków. Najciekawiej zapowiada się jednak ligowy klasyk z udziałem piłkarzy Legii oraz Górnika.
Zmagania w 3. kolejce rozpoczną drużyny Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław. Podopieczni Waldemara Fornalika jak na razie prezentuje się całkiem nieźle. „Niebiescy” w dwóch kolejkach zgromadzili cztery punkty, dzięki czemu zajmują wysoką pozycję w tabeli. Prawdziwym wyznacznikiem możliwości będzie jednak dla nich mecz ze Śląskiem. Warto zauważyć, że po raz ostatni Ruch pokonał „Wojskowych” prawie pięć lat temu! Było to 26 sierpnia 2006 roku. Wtedy „Niebiescy” na własnym boisku ograli rywala 3:0. Teraz zapewne będą chcieli powtórzyć tamten wynik. Będzie im o to niezwykle trudno, ponieważ drużyna prowadzona przez Oresta Lenczyka jest obecnie jednym z najlepiej operujących piłką zespołów w całej lidze. Dla Ruchu będzie to drugie spotkanie w ciągu czterech dni. Waldemar Fornalik nie obawia się jednak o to, czy jego podopieczni wytrzymają trudy pojedynku. – Myślę, że to nie skomplikuje nam życia. To taki rytm, jak w momencie, kiedy mecze odbywają się rytmem środa – sobota. Cztery dni to wystarczająco dużo czasu, by drużyna się zregenerowała i była w piątek w normalnej dyspozycji – twierdzi Fornalik.
Korona nigdy nie wygrała w Białymstoku (fot. Mateusz Pietrasiewicz)
Szansą dla Ruchu może być fakt, iż Śląsk ma przed sobą niezwykle ważne pucharowe spotkanie z Rapidem Bukareszt. Szkoleniowiec Ruchu uważa jednak, iż wrocławianie mają na tyle wyrównaną kadrę, że Orest Lenczyk nie musi obawiać się o przemęczenie swoich zawodników. – Przyznam, że nie jestem w stanie przewidzieć, w jakim składzie wyjdzie w piątek drużyna Śląska. To będzie dla tego zespołu próba generalna przed meczem w eliminacjach Ligi Europejskiej. Do tego meczu Śląsk ma jednak jeszcze tydzień, więc Orest Lenczyk nie musi martwić się o zmęczenie swoich zawodników – twierdzi trener Ruchu. Jeśli chodzi o formę Śląska, to po wpadce w pierwszym meczu, kiedy to „Wojskowi” zremisowali na własnym obiekcie z Górnikiem Zabrze, nadszedł mecz z ŁKS-em, gładko wygrany 4:0. Zapowiada się więc niezwykle interesujące widowisko, które może być okraszone wieloma wspaniałymi akcjami i bramkami.
W piątek czeka nas jeszcze jeden niezwykle istotny dla kibiców obu drużyn mecz. O godzinie 20:00 Legia podejmie przy Łazienkowskiej zespół Górnika Zabrze. Dawniej był to klasyk naszej ligi. Z czasem jednak ranga tego spotkania w skali kraju spadła, ale dla fanów obu zespołów pojedynek ten nadal jest bardzo ważny. Gospodarze do meczu przystąpią bez kontuzjowanego Hubnika. Prawdopodobnie Czech i tak nie wybiegłby w podstawowym składzie, ponieważ w obecnym sezonie Maciej Skorża stawia raczej na doświadczonego Serba Ljuboję. Pod znakiem zapytania stoi także występ Michała Kucharczyka. Do pełni sił powraca za to Dickson Choto, który może wzmocnić defensywę stołecznej drużyny. Ciężko ocenić formę legionistów, ponieważ mają oni za sobą dopiero dwumecz z Gaziantepsporem oraz mecz ligowy z Cracovią. Szczególnie mecz z „Pasami” pokazał, że Legia coraz bardziej się rozpędza i w tym sezonie powinna być poważnym kandydatem w walce o tytuł mistrza Polski.
Rywal warszawian, Górnik Zabrze, przed sezonem stracił trzech czołowych zawodników. Po odejściu Bonina, Jeża i Sikorskiego wydawało się, że zabrzanie bronić się będą przed spadkiem. Remisy ze Śląskiem i Widzewem oraz gra w tych meczach pozwalają kibicom Górnika myśleć o spokojnym utrzymaniu w lidze. Meczu z Legią nie może doczekać się Idan Shirky, dla którego ten pojedynek będzie okazją do spotkania się z Moshe Ohayonem, który jest jego bliskim przyjacielem. – Moshe to bardzo dobry pomocnik, który ma świetne, otwierające drogę do bramki podania. Dobrze wykonuje stałe fragmenty gry, no i sam też potrafi strzelać bramki. Prywatnie to bardzo dobry człowiek i mój wielki przyjaciel, ale mam nadzieję, że tym razem lepszy będzie Górnik – mówi Shirky. Miejmy nadzieję, że piłkarze obu drużyn podołają zadaniu i ligowy klasyk nas nie zawiedzie.
Jose Mari Bakero i jego podopieczni po raz drugi w tym sezonie zagrają w Bełchatowie (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Już o godzinie 13:30 w Białymstoku rozpocznie się pierwsze sobotnie spotkanie. Rywalem miejscowej Jagiellonii będzie Korona Kielce. Goście nigdy w historii spotkań z „Jagą” nie odnieśli zwycięstwa na jej boisku. Również tym razem ciężko będzie Koronie przełamać tę niechlubną passę. Problemy finansowe, z jakimi boryka się klub z Kielc, z całą pewnością nie wpływają pozytywnie na atmosferę w drużynie. Jak na razie Leszek Ojrzyński jest w stanie motywować swoich podopiecznych do walki. Korona na wyjeździe pokonała Cracovię i zremisowała na własnym obiekcie z Ruchem. Gra drużyny wygląda nieźle, ale czy wystarczy to na Jagiellonię? W zespole z Białegostoku nadal błyszczy bowiem Tomasz Frankowski. To właśnie „Franek” pięknym trafieniem piętką zapewnił „Jadze” zwycięstwo w meczu z Lechią Gdańsk. Trener napastników naszej kadry z całą pewnością będzie tylko czyhał na błąd defensorów Korony, o który, jak pokazał mecz z Ruchem, trudno nie będzie. W sobotnim meczu prawdopodobnie zagra jeszcze Grzegorz Sandomierski. Reprezentacyjnym bramkarzem zainteresowany jest Celtic Glasgow i wielce prawdopodobne, że wkrótce młody golkiper przeniesie się do Szkocji. Niewykluczone, iż spotkanie z Koroną będzie jego pożegnalnym meczem z białostocką publicznością.
Polonia jak do tej pory gra jedynie na swoim stadionie. Nie inaczej będzie i tym razem. Kolejnym zespołem, który zawita przy Konwiktorskiej, będzie ŁKS. Po dwóch wysokich porażkach nastroje w drużynie beniaminka nie są najlepsze. Piłkarze sami przyznają, że muszą coś zmienić, ponieważ taka gra na poziomie ekstraklasy nie wystarczy do osiągania dobrych wyników. Z kolei w Warszawie nie wyobrażają sobie innego wyniku niż wygrana Polonii. Po transferach, jakich „Czarne Koszule” dokonały w letnim okienku transferowym, cel postawiony przez Józefa Wojciechowskiego jest jasny, mistrzostwo Polski. Jednak by zdobyć tytuł, nie można tracić punktów z beniaminkiem, z czego doskonale zdaje sobie sprawę trener Jacek Zieliński. Zresztą gra „Czarnych Koszul” i wyniki osiągane przez zespół pozwalają kibicom tej drużyny ze spokojem czekać na mecz z ŁKS-em. Również nasz ekspert na tę kolejkę, Marek Bajor, przewiduje pewne zwycięstwo Polonii. – To, co widzieliśmy w pierwszych kolejkach w wykonaniu ŁKS-u, można nazwać katastrofą. Dwie wysokie porażki chluby łodzianom nie przynoszą. Z kolei Polonia gra niezłą, poukładaną piłkę i na pewno to „Czarne Koszule” będą faworytem tego meczu. Nie sądzę, żeby ŁKS mógł się przełamać przy Konwiktorskiej.
Mistrzowie Polski jak na razie w lidze zawodzą. Dwa wyjazdowe remisy nie są szczytem marzeń kibiców i zawodników „Białej Gwiazdy”. Robert Maaskant w wywiadach często jednak podkreśla, że w tym momencie jego priorytetem jest Liga Mistrzów, czemu nie można się dziwić. Po tylu latach nieobecności polskich klubów w tych elitarnych rozgrywkach wszyscy pragniemy móc w końcu oglądać jakiś zespół z naszej ligi rywalizujący z Manchesterem, Realem czy Barceloną. Kolejnym rywalem Wisły będzie jednak Zagłębie. Wprawdzie w Krakowie wszyscy myślą już o APOEL-u, ale nie oznacza to, że na „Miedziowych” patrzy się z przymrużeniem oka. Maaskant ma jednak na tyle wyrównany skład, że w sobotnim spotkaniu szansę dostanie kilku dublerów. Zdaniem Marka Bajora nie oznacza to jednak, iż siła „Białej Gwiazdy” będzie mniejsza. – Nie dziwi mnie fakt, że mając na uwadze Ligę Mistrzów, trener Maaskant szachuje składem. Wiadomo, że musi nieco bardziej oszczędzać swoje największe gwiazdy, by te były w pełni gotowe na mecz z APOEL-em. Nie sądzę jednak, by zawodnicy, którzy je zastąpią, byli piłkarzami osłabiającymi zespół. Wisła ma na tyle wyrównaną kadrę, że może z powodzeniem walczyć na kilku frontach – twierdzi Bajor.
Wiślacy myślą już o APOEL-u (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Po fatalnym występie w Bełchatowie i porażce 0:6 Podbeskidzie będzie starało się zatrzeć złe wrażenie w meczu z Widzewem. W debiucie ekstraklasowym przeciwko Jagiellonii podopiecznym Roberta Kasperczyka udało się zremisować 2:2. Teraz zapewne bielszczanie będą chcieli powalczyć o pełną pulę. Tym bardziej że ich rywalem będzie łódzki Widzew, który ma za sobą dwa remisy osiągane w pojedynkach z Wisłą oraz Górnikiem Zabrze. Łodzianie wielkiej piłki jak na razie nie pokazują, więc ciężko spodziewać się, by byli w stanie powtórzyć bardzo dobry zeszły sezon. W oficjalnych meczach Robert Kasperczyk nie zaznał porażki w meczu z Widzewem. Ani razu nie udało mu się również wygrać. Przed obecnym sezonem obie drużyny spotkały się jednak w meczu sparingowym, w którym górą byli łodzianie, zwyciężając 1:0 po golu Princewilla Okachi. Jak jednak powszechnie wiadomo, liga rządzi się swoimi prawami i wynik sparingu nie musi oznaczać, że Widzew jedzie do Bielska-Białej pewny zwycięstwa.
Kolejnym niedzielnym meczem będzie pojedynek w Gdańsku, gdzie Lechia podejmie Cracovię. Oba zespoły dotychczas zawodzą. Podopieczni Tomasza Kafarskiego w zeszłym sezonie byli prawdziwą rewelacją rozgrywek, do końca walcząc o europejskie puchary. Rundę jesienną „Biało- zieloni” rozpoczęli jednak od dwóch porażek. Obydwa spotkania Lechia rozegrała na wyjeździe i dopiero w trzeciej kolejce T-Mobile Ekstraklasy będzie miała okazję zaprezentować się przed własną publicznością, która może pomóc jej w osiągnięciu korzystnego rezultatu. O ten bowiem wcale nie musi być trudno. Rywalem gdańszczan będzie Cracovia, która mimo kilku wzmocnień nie może wskoczyć na właściwe tory. W spotkaniu z Legią w kilku sytuacjach „Pasom” najzwyczajniej zabrakło szczęścia, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że podobnie jak w zeszłym sezonie, w tym również zespół Jurija Szatałowa bronić będzie się przed spadkiem.
W ostatnim meczu trzeciej kolejki Lech po raz drugi w tym sezonie zawita do Bełchatowa. Tym razem podopieczni Jose Bakero zmierzą się z pełnoprawnym gospodarzem obiektu, a więc drużyną PGE GKS-u Bełchatów. Po meczu z ŁKS-em wydawało się, że „Kolejorz” w tym sezonie będzie dzielił i rządził w T-Mobile Ekstraklasie. Poznaniacy zostali jednak szybko sprowadzeni na ziemię przez Zagłębie. Bełchatowianie w pierwszej kolejce przegrali na wyjeździe z Ruchem, by już tydzień później ograć u siebie Podbeskidzie 6:0. Beniaminkowie nie będą więc miło wspominać wypadów do górniczego miasta. Czy i tym razem, grając między sobą, obie drużyny zaserwują nam strzelecki festiwal? Miejmy nadzieję, że nie zawiodą oczekiwań i zaprezentują dobry futbol, jak przystało na zespoły mające walczyć o puchary. Marek Bajor uważa, że minimalnym faworytem tego meczu będzie wprawdzie Lech, ale jeśli miałby stawiać pieniądze, to typowałby remis. – Ciężko powiedzieć, jak w tym momencie wyglądają obie drużyny. Według mnie minimalnym faworytem jest Lech, którego forma jest chyba nieco bardziej stabilna. Mimo wszystko typuję jednak remis – przyznał Bajor.
Mecze T-Mobile Ekstraklasy można oglądać na kanałach Polsatu Sport, Polsatu Futbol, Polsatu Sport Extra oraz Polsatu Sport HD.