W większości lig europejskich sezon powoli się rozkręca. Tymczasem rozgrywki zasadnicze w Rosji mają się ku końcowi. W najbliższy weekend będzie miała miejsce już 26. kolejka, a pełna jest ona prestiżowych spotkań. To zdecydowanie najciekawsze będzie miało miejsce na Łużnikach. Na największym rosyjskim stadionie Spartak podejmie Zenit Sankt Petersburg.
Za faworytów do końcowego triumfu w tym starciu raczej należy uznać piłkarzy Luciano Spallettiego. Mistrzowie Rosji, poza pewnymi wpadkami, spisują się bez zarzutu. W ostatnim czasie zanotowali zaledwie dwa wyniki, z których nie mogę być dumni. Są to porażka 2:4 z Lokomotiwem Moskwa oraz w Lidze Mistrzów przeciwko APOEL-owi Nikozja. Nie licząc tego, czempioni pewnie wygrywają swoje spotkania. Potrafili rozgromić, strzelając po pięć goli, Krylja Sowietow i Krasnodar, doprowadzić do zwycięstwa z Rubinem Kazań, uprzednio przegrywając 0:2, a ostatnio rozprawili się z samym FC Porto. Spartak w ostatnim czasie zdaje się wychodzić z kryzysu. Trzeba jednak przyznać, że jego przeciwnicy najwyższych lotów nie byli. Wygrali trzy ostatnie mecze, a pokonanymi w tych potyczkach okazali się: Amkar Perm, Krylja Sowietow Samara i FK Krasnodar. Biorąc pod uwagę zestawienie personalne, zdecydowanie rosną szanse petersburżan. Ci posiadają w swoim składzie piłkarzy mogących się pochwalić znacznie szerszym wachlarzem piłkarskich możliwości. Ari i Welliton są świetnymi piłkarzami, aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że więcej można spodziewać się po duecie Danko Lazović – Aleksandr Kierżakow. Danny, Wiktor Fajzulin czy Igor Denisow przewyższają swoich odpowiedników w Spartaku: Dmitrija Kombarowa, Demy’ego de Zeeuwa czy Rafaela Cariokę. A Andrijowi Dzikaniowi wiele brakuje do klasy Wiaczesława Małafiejewa. Również osoba trenera nie jest tu bez znaczenia. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Luciano Spalletti jest zdecydowanie lepszym i bardziej doświadczonym szkoleniowcem niż Walery Karpin, co daje Zenitowi większe możliwości taktyczne na wygranie tej potyczki. A czy tak się stanie? Przekonamy się w niedzielę.

Łatwego zadania nie ma także wicemistrz i wicelider tabeli. CSKA Moskwa, bo o nim mowa, również na wyjeździe zmierzy się z jedną z rewelacji obecnych rozgrywek, Kubaniem Krasnodar. Gdyby oceniać szanse obu ekip jedynie pod względem tego, kto reprezentuje ich barwy, ekipa niedzielnych gospodarzy nie miałaby żadnych szans. Próżno tam szukać gwiazd, poza Siergiejem Dawidowem i Laciną Traore. Dla odmiany CSKA jest nimi nafaszerowany. Jednym tchem wymienimy nazwiska Seydou Doumbii, Vagnera Love, Ałana Dzagojewa, Zorana Tosicia, Keisuke Hondy i wielu, wielu innych. Jednak „Wosjkowym” zadanie bardzo utrudni praca, jaką dotychczas w Kubaniu wykonał Dan Petrescu. Znakomitemu niegdyś piłkarzowi, mimo nie najlepszej kadry i nie najwyższego budżetu, udało się zbudować naprawdę świetny i dobrze się rozumiejący zespół, który potrafi jak równy z równym grać z najlepszymi miejscowego futbolu. Na korzyść krasnodarczyków przemawia także prezentowana przez nich w ostatnim czasie forma. W ośmiu ostatnich meczach, poza porażką z Lokomotiwem i remisem ze Spartakiem, odniosło sześć zwycięstw, w tym między innymi nad Dynamem i Anży. Kubań nie jest chłopcem do bicia, lecz silną ekipą liczącą się w walce o europejskie puchary i to będzie chciał udowodnić CSKA. Ten dla odmiany wydaje się pogrążony w głębokim kryzysie. W ostatnim czasie ustawicznie traci punkty, zaliczając zwycięstwa jedynie ze słabymi Wołgą czy Tomem. Jeżeli podopiecznym Leonida Słuckiego będzie nadal szło tak kiepsko, mogą zwiększyć swoją stratę do Zenitu.










