Jeszcze na początku miesiąca liga rosyjska miała jednego zdecydowanego faworyta do tytułu mistrzowskiego. Wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie CSKA Moskwa do powrotu na tron po pięciu i pół roku przerwy. Jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że wyprzedzenie na finiszu reszty ekip nie będzie takie łatwe.
W piłce nożnej, mimo uwielbienia kibiców do ofensywnego stylu gry, zdecydowanie ważniejszy jest wynik. Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że futbol nie jest jazdą figurową na lodzie, punktów nie dostaje się za piękne bramki, tylko za to, żeby było ich dużo. Ekipie ze stolicy do niedawna udawało się łączyć obie te cechy. Nie tylko efektowna, ale też efektywna gra doprowadziła do tego, że jej przodownictwo w Premier Lidze stało się zdecydowane. Od 30 kwietnia, kiedy „Wojskowi” ulegli w derbach Spartakowi, podopieczni Leonida Słuckiego odnieśli dziewięć zwycięstw i zaliczyli trzy remisy. W głównej mierze była to zasługa Seydou Doumbii. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej w cuglach odrobił straty do Danko Lazovicia i zajął jego miejsce na czele klasyfikacji najskuteczniejszych.

Można było powiedzieć, że to tylko efekt przygotowania do pierwszej fazy sezonu, lecz początek drugiej rundy tego nie zwiastował. CSKA z hukiem wszedł w część rewanżową, pokonując w zaległym spotkaniu Wołgę Niżny Nowogród. Jednak wtedy zespół ze stolicy zaczął sprawiać wrażenie, jakby coś w nim pękło. Po pokonaniu beniaminka gracze Leonida Słuckiego w starciu z Krasnodarem zaprezentowali się z zupełnie innej strony. W ogóle nie przypominali ekipy, która w tak wielkim stylu obejmowała prowadzenie w Premier Lidze. Można wręcz powiedzieć, że moskwianie zagrali tak, jakby uważali, że zwycięstwo należy im się z definicji. Taką nonszalancję w postawie wicemistrzów kraju wykorzystał Krasnodar, który wywalczył cenny remis.
Co powinno być dla CSKA najlepszą motywacją do meczu z Zenitem? Najlepiej to, że jest to jego główny konkurent w walce o mistrzostwo, aktualny czempion. Nie bez znaczenia są buńczuczne wypowiedzi zawodników Zenitu. Danko Lazović czy Danny w końcu nie ukrywają manifestacji stwierdzenia, że tytuł znowu będzie należeć do nich. Gdyby udało się wygrać CSKA, jego przewaga wzrosłaby do ośmiu punktów, a szanse petersburżan zdecydowanie by zmalały. Jednak spotkanie z mistrzami kraju pokazało, że w zespole „Wojskowych” coś się zepsuło. Dowód? Zenit niemal zdominował mecz, tworzył sobie groźniejsze sytuacje, z których dwie wykorzystał. Wydawało się, że najsilniejszy atak w lidze z defensywą czempionów raczej sobie poradził. Nie dość, że się tak nie stało, to obrona moskwian zachowała się dosłownie po frajersku, dając sobie wbić dwa gole w ciągu zaledwie 60 sekund. Zenit wygrał, choć dawano mu zdecydowanie mniej szans i nie doceniano go ze względu na mniej ciekawy styl czy wygrywanie minimalną różnicą.










