Co łączy Hiszpanię i Rosję? Teoretycznie nic. Oba kraje leżą w zupełnie innych częściach Europy, panuje w nich zupełnie inny klimat, zupełnie inaczej gra się tam w piłkę. Jednak futbol w Rosji i Hiszpanii zaczyna mieć co nieco wspólnego. Wiąże się to z obydwiema ligami, a konkretnie z układem panujących tam sił.

Ligę hiszpańską jeszcze na początku ubiegłego dziesięciolecia można było zaliczyć do zdecydowanie najciekawszych w Europie. Co chwilę się tam coś działo, a multum silnych i równych przeciwników dodawało smaczku rywalizacji. Warto zauważyć, że w latach 1999-2005 co roku zmieniał się tam mistrz. Tytuł trafiał kolejno do Barcelony, Deportivo, Realu, Valencii, Realu, Valencii i Barcelony. Co się stało potem? Można wręcz rzec, że Primera Division zaczęła swoich fanów nieco nudzić. Dlaczego?
Odpowiedź na to pytanie jest zasadniczo prosta. Cóż ciekawego można znaleźć w lidze, w której zażarta i wyniszczająca rywalizacja toczy się zaledwie o trzecie miejsce w lidze. Tak, tylko o trzecie. W Primera Division obecnie przed każdym sezonem nie pytamy, kto zdobędzie mistrzostwo, ale czy padnie łupem Realu, czy Barcelony. Dlaczego tak się dzieje? Powód tego wszystkiego jest również prozaiczny. Taka forma i sukcesy obu drużyn są efektem inwestowania w nie sporych pieniędzy. Trzeba również zwrócić uwagę na to, że oba te kluby inwestują w jak najmądrzejszy sposób, zatrudniając najlepszych trenerów, dokonując zakupów najlepszych piłkarzy, wzmacniając odpowiednie pozycje. Powoduje to, że inni potentaci, jak Valencia, Sevilla i Villarreal nieważne, jak inteligentnie wydają pieniądze, stoją na straconej pozycji ze względu na ich mniejszą ilość.

Jak się spojrzy na dzisiejszą sytuację w piłce rosyjskiej, zaczyna ona przypominać tę panującą na Półwyspie Iberyjskim. Nie można odnieść wrażenia, że Premier Liga nie jest zdominowana przez dwie najbogatsze ekipy największego kraju świata – Zenit Sankt Petersburg i CSKA Moskwa. Sytuacja ta uwidoczniła się już w poprzednim sezonie, kiedy petersburżanie wraz z „Wojskowymi” zdecydowanie odjechali reszcie stawki. Co prawda, gonił ich wtedy jeszcze Rubin Kazań, lecz podopiecznym Kurbana Bierdyjewa zabrakło sił i umiejętności na rywalizację do końca. Obecny sezon, choć jeszcze nie dotarł do połowy rozgrywek, daje nam podobny obraz. Wyjątkiem jest to, że tym razem na czele są zawodnicy Leonida Słuckiego. Aktualny mistrz i wicemistrz kraju pozostawili w tyle resztę stawki i wydaje się, że to właśnie między nimi rozegra się walka o mistrzostwo. Nie ma w tym cienia przesady. Oba zespoły dysponują zdecydowanie najsilniejszymi składami. Ogromna jest w tym także zasługa trenerów. Ich praca nad przygotowaniami taktycznym i kondycyjnym sprawiła, że Zenit i CSKA nie mają sobie równych.











