Sezon 2009 miał wielkiego bohatera w postaci Spartaka Moskwa. „Miaso” po raz pierwszy od kilku lat byli bliscy mistrzostwa. W tym miało być lepiej, lecz obecną postawę stołecznego zespołu lepiej jednak jest przemilczeć.
„Czerwono-biali” od zawsze zaliczali się do najlepszych drużyn w Rosji, jak i w byłym Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Są również najbardziej utytułowanym klubem największego kraju świata. W latach 1992-2001 aż dziewięć razy okazywali się najlepsi w rywalizacji ligowej. Jednak od tego momentu coś się zacięło. Największe rozczarowanie przeżyli w roku 2006, kiedy mistrzostwo odebrał im CSKA Moskwa tylko i wyłącznie dzięki korzystniejszej ilości zwycięstw.
Inaczej miało być już przed rokiem. W Moskwie wierzono, że blask Spartakowi przyniesie przyjście Michaela Laudrupa. Do stolicy Rosji przyjechał on w glorii chwały po niezwykle udanym występie Getafe w Pucharze UEFA. Hiszpanie dopiero po dogrywce w bardzo pechowy sposób odpadli po wyeliminowaniu ich przez słynny Bayern Monachium. W kiepskich dla „Miaso” rozgrywkach 2008 nie udało mu się poprawić i tak kiepskiej gry swoich podopiecznych. Jednak sympatycy jego ekipy i szefostwo klubu nie potrafiło mu wybaczyć katastrofalnej postawy piłkarze z początku sezonu 2009. Laudrup jako trener nie spisywał się do tego stopnia, że podziękowano mu już po pięciu ligowych kolejkach.
Nastąpiły wtedy poszukiwania następcy Duńczyka. Tymczasowo powierzono drużynę odpowiadającemu za transfery Waleremu Karpinowi. Po kilku meczach poszukiwania ustały, gdyż zespół wreszcie zaczął prezentować się tak, jak tego oczekiwano. Regularnie do siatki rywala trafiał Welliton, drugą linią znakomicie dyrygował Alex, w bramce pokaz swoich umiejętności dawał Sosłan Dżanajew, a swoje trzy grosze dodawali również przebojowi Żano Ananidze i Paweł Jakowlew. Radosna i efektowna gra nie wystarczyła jednak do pokonania Rubinu Kazań.
Przed sezonem wicemistrzowie Rosji liczyli, że tym razem na pewno uda im się pokonać ekipę Kurbana Bierdyjewa. Tymczasem sytuacja w tabeli pokazuje, że rywalizacja z najlepszymi sprawia Spartakowi sporo problemów. Pomimo dobrych transferów, „Miaso” przegrali z lokalnym rywalem ze stolicy, który również znacznie się wzmocnił. Niby był to wypadek przy pracy, a prawdziwą odpowiedź na pytanie, w jakiej formie znajdują się „Czerwono-biali”, miało dać starcie z Zenitem. No i w zasadzie moskwianie przekonali się o poziomie swojej formy. W tej na pewno znajduje się Dżanajew, który swoimi znakomitymi interwencjami wielokrotnie ratował swoją drużynę przed utratą bramki i tym samym przed blamażem. Gdyby nie szczęście na początku i trafienie króla strzelców poprzednich rozgrywek oraz rażąca nieskuteczność zawodników Luciano Spallettiego, do domu gracze Karpina wróciliby z bagażem kilku goli.
Minęły zaledwie dwie kolejki sezonu 2010 i Spartakowi ponownie nie idzie. Z jednej strony może to oznaczać powtórkę sprzed roku, kiedy piłkarze ze stolicy zaczęli rozgrywki fatalnie, a potem było już tylko lepiej. Prowadzący ich szkoleniowiec w końcu już raz pokazał, że na trenerce się zna. Jednak czy na pewno to wszystko zasługa znakomitego niegdyś rosyjskiego pomocnika?










