W ostatnich dwóch latach wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem postawy Rubinu Kazań. Nikomu nieznana drużyna, po zajęciu dziesiątego miejsca w Premier Lidze dwukrotnie ją wygrała. Jednak jego gra w ostatnim czasie zupełnie nie przypomina tej, przez pryzmat której pamiętamy team ze stolicy Tatarstanu. Warto się więc zastanowić, co się dzieje z kazańczykami.
Za co przede wszystkim pamiętamy Rubin? Za siłę, waleczność, piękno gry i skuteczność. Dzięki dwóm tym elementom, podopieczni Kurbana Bierdyjewa w ostatnich dwóch latach praktycznie zdominowali rozgrywki piłkarskie w Rosji. W sezonie 2007, w którym ich mistrzostwo zostało określone jako przypadkowe, w zdziwienie wprawili kibiców i znawców futbolu tym, że pogromcę znaleźli dopiero w ósmej kolejce. W pozostałych siedmiu odnieśli komplet zwycięstw. Dzięki sile i woli walki, najlepiej poradzili sobie z letnim kryzysem i wyrobili sobie przewagę, która pozwoliła im na zapewnienie sobie tytułu już na trzy kolejki przed końcem ligi. Jego obrona nie przyszła łatwo. Rywalizacja przecież miała miejsce na dwóch frontach. Jednak na obu gracze z Tatarstanu poradzili sobie znakomicie. Poza tym, że czempionat pozostał w Kazaniu, z bardzo dobrej strony Rafał Murawski i spółka pokazali się w Europie. Efektownie prezentowali się przeciwko Interowi i Barcelonie, a tę drugą nawet udało im się pokonać na jej obiekcie. Nikomu nie trzeba przypominać kapitalnej bramki Aleksandra Rjazancewa zdobytej w tym starciu.
Za poprzednie dwa lata należą się Rubinowi solidne pochwały. Kibice spodziewali się, że ich pupile na stałe zagoszczą w czołówce nie tylko krajowej, ale też zaczną liczyć się w Europie. Dowodem na to miała być szybka i ofensywna gra, dzięki której czempioni zdobywaliby kolejne punkty. Rzeczywistość okazuje się zgoła brutalna. Mistrzowie Rosji, co prawda zajmują trzecie miejsce w Premier Lidze, lecz ich gra pozostawia wiele do życzenia. Warto więc przed przerwą na mistrzostwa świata zastanowić się nad tym i doszukać się przyczyn takiego stanu rzeczy.
Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. To reguła, którą, jak zwykle zresztą, potwierdzają liczne wyjątki. Dotyczy to również ekipy z Centralnego. To, co się dzieje z kazańczykami, pokazuje, jak brzemienne w skutkach może być praktycznie uzależnienie całej gry od jednego zawodnika. Zawodnika, którego w zespole już nie ma. Alejandro Dominguez, w Rosji osiągnął już wszystko. Grając w Rubinie stał się cenionym graczem na rosyjskich boiskach, z Zenitem Sankt Petersburg zdobył mistrzostwo kraju i Puchar UEFA, a po powrocie do Tatarstanu ponownie założył na szyję złoty medal. Mało tego, stworzył z Aleksandrem Bucharowem znakomity duet napastników, który w sumie zdobył 32 gole. Sam został uznany piłkarzem sezonu w Rosji. Argentyńczyka w największym kraju świata już nie ma. Razem z nim do Valencii odeszła również dobra forma kazańczyków. Zespół kiepsko radzi sobie ze średniakami, nie mówiąc o rywalach z górnej półki. A dowód na jego słabość mieliśmy chociażby w ostatniej potyczce przeciw CSKA.
Gdyby chodziło tylko o jednego piłkarza, nie byłoby jeszcze źle. Kontuzje i krótka ławka też robią swoje. Jednak od drugiej kolejki jasne jest, że nieobecność zaledwie dwóch graczy to dla kazańczyków zbyt duże osłabienie. W 10. minucie potyczki z Terekiem, kontuzji doznał rozgrywający Gokdeniz Karadeniz. Po wypadnięciu ze składu Turka pomoc Rubinu praktycznie leży. Nikt nie jest na tyle odważny, by wziąć na swoje barki odpowiedzialność za poczynania drużyny w ofensywie. Ałan Kasajew i Christian Noboa starają się, jak mogą. Okazuje się, że czempioni bez Domingueza, Karadeniza czy kapitana Siergieja Siemaka mają bardzo mało do powiedzenia.










