Sezon piłkarski w Rosji jest w pełni. W ostatni weekend rozegrana została dopiero 14. kolejka zmagań. Do wyłonienia mistrza największego kraju świata zostało jeszcze sporo czasu. Jednak już teraz możemy z pewnością stwierdzić, kto tytułu nie zdobędzie.
Chwilowy zryw
Początek rozgrywek zapowiadał bardzo ciekawą końcówkę. Wszystko za sprawą Sprataka Nalczik. Podopieczni Jurija Krasnożana w pierwszej części sezonu pokazali się z bardzo dobrej strony. Co prawda rozgrywki zaczęły się dla piłkarzy z Kabardo-Bałkarii niemrawie, bo od bezbramkowego remisu z Anży Machaczkała, lecz potem było coraz lepiej. Zwycięstwa z Ałanią, Sibirem, Rostowem i Dynamem oraz remisy z bardzo silnymi Spartakiem i Rubinem sprawiły, że w lidze rosyjskiej zanosiło się na istną rewolucję. Do ósmej kolejki to właśnie zawodnicy z Nalcziku znajdowali się na szczycie tabeli Premier Ligi. Obecnie jednak okupują dopiero czwarte miejsce. Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, że to było do przewidzenia. Jurij Krasnożan, z całym szacunkiem dla jego umiejętności trenerskich, nie prezentuje tak ciekawego warsztatu w tym fachu, co chociażby Kurban Bierdyjew czy Luciano Spalletti. Poza tym rosyjski trener nie dysponuje tak mocnym składem, jak prowadzące w tabeli Zenit, Rubin i CSKA, a jego podopieczni po prostu nie wytrzymali narzuconego przez siebie tempa. Spartak Nalczik mistrzem Rosji w tym roku nie będzie, lecz prawdopodobnie zajmie miejsce w górnej części tabeli, co należy uznać za ich sukces.
Lekceważąc innych…
O ile niewygranie ligi przez ekipę z Kabardo-Bałkarii jego kibice mogą zrozumieć, o tyle kolejny rok bez triumfu w lidze będzie bardzo bolesny dla jego imiennika ze stolicy. Chrapka na mistrzostwo była w zeszłym sezonie, kiedy zespół przejęty przez niedoświadczonego w trenerce Walrego Karpina, prezentując piękny, ofensywny styl, okazał się gorszy tylko od Rubinu Kazań. W Moskwie odebrano to za dobrą kartę i uznano, że zespół jest na tyle mocny, że nawet go nie trzeba wzmacniać. Drużyna miała klasowych napastnika w postaci Wellitona, kreatora gry Aleksa, pewnego bramkarza Sosłana Dżanajewa oraz przebojem przebijających się do pierwszego składu Pawła Jakowlewa i Żano Ananidze. Przed sezonem przyszli tylko Marek Suchy, Cristian Maidana i Ari. Efekt? Już w pierwszej kolejce lepsze okazało się Dynamo. Potem nie było lepiej. Co prawda „Miaso” zremisowali z Zenitem czy wygrali z Lokomotiwem, jednak remisy z Tomem, Saturnem czy ostatnio z Kryljami nie są powodem do dumy. Wystarczyło, by zabrakło Wellitona, a cała ofensywa przestała dobrze funkcjonować. Przez swoją butę w okresie przygotowawczym Spartak stracił wiele cennych punktów. Obecna strata jest już na tyle wysoka, że po raz kolejny marzenia o mistrzostwie można odłożyć na półkę.
Alijew, a potem długo, długo nic…
W ten sposób można skomentować to, co się dzieje w Lokomotiwie Moskwa. „Parowóz”, podobnie jak poprzednicy, w tym sezonie notował zarówno te lepsze, jak i te gorsze mecze. Ich wzorem mistrzostwo w sezonie 2010 również może spisać na straty. Można szukać wielu przyczyn takiego stanu rzeczy, ale główną jest słabe przygotowanie do obecnego sezonu. W zeszłym roku po powrocie Jurija Siomina i nagłym przypływie dobrych wyników, wcześniej wieloletni opiekun „Loko” okrzyknięty został cudotwórcą. Te rozgrywki dają nauczkę, że przesadna wiara w możliwości jednego człowieka nie daje szansy na sukces. Dotyczy to zarówno pracy przed rozpoczęciem sezonu, jak i w trakcie jego trwania. Słaba praca w lutym i marcu oraz kiepski pomysł na uzależnienie całej gry od jednego piłkarza nie przynoszą kokosów. W Lokomotiwie próżno szukać dobrze prezentującego się gracza, poza Ołeksandrem Alijewem. Notabene, ukraiński pomocnik jest autorem jedenastu spośród dwudziestu uzyskanych przez swój klub goli. To tylko człowiek i też kiedyś się zmęczy. Co wtedy? Sam Alijew mistrzostwa nie zdobędzie, a jego koledzy z drużyny jakoś nie kwapią się do pomocy.










