W miniony weekend rozpoczęła się runda rewanżowa rozgrywek Premier Ligi. Niestety, pożary trawiące Rosję spowodowały, że kibice będą musieli poczekać na debiuty Bruno Alvesa, Aleksandara Lukovicia, Nicolasa Pareji, Siergieja Siemaka i Aleksandra Bucharowa w nowych klubach. Tymczasem były klub tych dwóch ostatnich zawodników, Rubin Kazań, z trudem uporał się z Tomem Tomsk.
Rubin Kazań jest jednym z największych fenomenów europejskiej piłki w tej dekadzie. Niemalże anonimowy poza granicami swojego kraju zespół, dwukrotnie z rzędu sięgnął po mistrzostwo Rosji, a w rozgrywkach Ligi Mistrzów potrafił ograć na wyjeździe słynną Barcelonę. Popularni „Tatarzy” – dysponując mniejszym budżetem niż Zenit Sankt Petersburg i moskiewskie ekipy: Spartak, CSKA, Lokomotiw – udowodnili, że pieniądze na boisku nie grają. Dobra postawa niektórych zawodników sprawiła, że zaczęły się po nich zgłaszać zamożniejsze kluby, a szefowie Rubinu chcąc nie chcąc musieli pogodzić się ze stratami.
Już w grudniu ubiegłego roku Kazań opuścił Alejandro Dominguez. Argentyńczykowi wygasł kontrakt z dotychczasowym pracodawcą i zdecydował się spróbować swych sił w Valencii. O tym, że najlepszy gracz ligi rosyjskiej w sezonie 2009 zmieni klub, wszyscy fachowcy dobrze wiedzieli. Błyskotliwy Latynos już w chwili, gdy podpisywał roczną umowę z Rubinem nie ukrywał, że wraca do swojego byłego klubu na rok, a po tym czasie zamierza wyjechać z Rosji. Tak też się stało, ale bez pomocy Domingueza zespół Kurbana Bierdyjewa prawdopodobnie nie obroniłby tytułu mistrzowskiego. Rozstanie z argentyńskim piłkarzem okazało się początkiem demontażu pogromców Barcelony.
Lipiec 2010 roku przyniósł rewolucję w zespole „Tatarów”, do Zenitu Sankt Petersburg zostali sprzedani bowiem Aleksandr Bucharow i Siergiej Siemak. Przed tygodniem w podsumowaniu pierwszej połowy sezonu napisałem, że sytuacja w Rubinie bardzo przypomina tę, którą przed rokiem spotkała Zenit. Po tym, jak barwy klubowe zmienił Siemak, mamy do czynienia z wiernym odwzorowaniem wyprzedaży w Sankt Petersburgu. W ciągu ośmiu miesięcy z klubem żegnają się: najlepszy piłkarz, najskuteczniejszy napastnik oraz mózg środka pola, pełniący na dodatek funkcję kapitana. Wystarczy zamienić Andrieja Arszawina na Alejandro Domingueza, Pawła Pogrebniaka na Aleksandra Bucharowa oraz Anatolija Tymoszczuka na Siergieja Siemaka. Należy tylko pamiętać, że w sezonie 2009/2010 ekipa obecnego lidera Premier Ligi nie grała w Lidze Mistrzów, a i z rozgrywkami Ligi Europejskiej pożegnała się błyskawicznie.
Marnie wygląda obecna sytuacja kadrowa Rubinu. Co prawda nowymi kolegami klubowymi Rafała Murawskiego zostali Obafemi Martins i Oleg Kuzmin, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Chodzą słuchy, że kolejnym wzmocnieniem „Tatarów” będzie Aleksiej Miedwiediew. Napastnik, który w tym sezonie pokazał się z dobrej strony jako zawodnik Sibira Nowosybirsk, na rywalizację z Amkarem Perm czy Kryljami Sowietow Samara wystarczy. Obawiam się jednak, że na pucharowe starcia z najlepszymi klubami Starego Kontynentu to za mało.
Na konferencji prasowej, która odbyła się po niedzielnym meczu Rubin – Tom, szkoleniowiec gospodarzy, Kurban Bierdyjew, nie wykluczył, że to nie koniec osłabień jego drużyny. Owszem, po takich graczy jak Cristian Ansaldi i Christian Noboa już kilka miesięcy temu ustawiły się silne zachodnioeuropejskie kluby z Manchesterem City na czele, ale pozbywanie się swoich asów byłoby samobójstwem mistrza. Działacze Rubinu popełnili ten sam błąd, co ich koledzy po fachu z Lecha Poznań i Wisły Kraków. Mianowicie pozbyli się swoich najlepszy graczy, nie mając przygotowanych następców. Jak to się skończyło w wykonaniu naszych pucharowiczów wszyscy widzieli. „Tatarów” czekają trudne trzy miesiące, a bez wzmocnień Bierdyjew i jego zawodnicy wiele nie ugrają.










