Liga rosyjska wkroczyła w decydującą fazę. W walce o mistrzostwo kraju liczą się już tylko trzy drużyny. Na razie niezagrożonym liderem Premier Ligi wydaje się Zenit Sankt Petersburg. Czy słusznie obwoływany jest powrót tytułu do północnej stolicy?
Po 22. kolejkach sytuacja Zenitu Sankt Petersburg w tabeli Premier Ligi jest niemalże bajeczna. Liderują z przewagą czterech punktów nad wciąż jeszcze aktualnym mistrzem kraju Rubinem Kazań. Smaczku sytuacji dodaje rozegranie przez klub z północnej stolicy, co sprawia, że strata zespołu z Tatarstanu do pierwszego miejsca może wynieść nawet dziesięć oczek. Wydawać by się mogło, że już nic nie zagraża ekipie z Pietrowskiego w zdobyciu pierwszego do trzech lat mistrzostwa. Sytuacja nie jest jednak aż tak różowa.

Teoretycznie Zenit ma po swojej stronie wszystkie niezbędne atuty, by wygrać ligę. Na Pietrowskim mogą pochwalić personalnie zdecydowanie najsilniejszą kadrą w całej Rosji. Świat już zdążył usłyszeć, chociażby o Dannym, Igorze Denisowie, Danko Lazoviciu czy Aleksandrze Kierżakowie. Ten ostatni w poprzednich meczach skutecznie zaprzecza opiniom, że najlepsze lata ma już za sobą, strzelając hat-tricki i wygrywając ważne mecze. Nie jeden europejski trener chciałby pewnie dysponować podobną drużyną. Nie bez znaczenia jest również osoba doświadczonego trenera. Luciano Spallettiemu nie raz udowodnił, że jest profesjonalistą i zna swój fach, dzięki czemu zbudował w północnej stolicy naprawdę ciekawą paczkę. Nie bez znaczenia są też porobione transfery. Klub po odpadnięciu z Ligi Mistrzów zdążył też udowodnić, że porażka z Auxerre była raczej wypadkiem przy pracy. Pytanie, czy ktoś jest w stanie zagrozić Zenitowi?
Jedynym poważnym kandydatem do obalenia teamu z Pietrowskiego jest CSKA. „Wojskowi” również dysponują bardzo silną kadrą. Może personalnie nie przedstawia się tak imponująco, ale przewagą moskwian jest gra w tym składzie z niewielką ilością zmian od dłuższego czasu. Poza tym Rosjanie, w przeciwieństwie do liderów, zrobili bardzo rozsądne transfery. Po powrocie z wypożyczenia w świetnej formie jest Vagner Love, a z miejsca gwiazdami stali Seydou Doumbia i Zoran Tosić. Serb wygryzł nawet z pierwszego składu Ałana Dzagojewa. Dla odmiany Siergiej Siemak, Aleksandr Bucharow i Aleksandar Luković grywają rzadziej od piłkarzy kupionych przez piątą drużynę ubiegłego sezonu. Nie wiadomo jednak, na co stać trenera Leonida Słuckiego. Niemal 40-letni szkoleniowiec nie zebrał jeszcze odpowiedniego doświadczenia, w swojej karierze ważne mecze raczej przegrywał.











