Każdy nowy sezon niesie ze sobą pewne niewiadome. Jedną z największych jest forma drużyn, które w poprzednich rozgrywkach prezentowały się w niższej lidze. Warto więc po pięciu kolejkach obecnego sezonu przyjrzeć się formie beniaminków.
W Rosji, podobnie jak w Polsce, w najwyższej klasie rozgrywkowej prezentuje się 16 drużyn. Co roku dwie z najmniejszym dorobkiem punktowym releguje się do Pierwszego Dywizjonu. Jednak w obecnym sezonie sytuacja jest wyjątkowa. Ze względu na rezygnację z udziału w lidze FK Moskwa, poza mistrzem i wicemistrzem przedsionka Premier Ligi, czyli Anży Machaczkała i Sibirem Nowosybirsk, do elity zaproszono również trzecią w tabeli Ałanię Władykaukaz. Minęło już pięć kolejek nowych rozgrywek, można pokusić się o pierwsze podsumowania postawy beniaminków.
Zespół z Machaczkały przystępował do sezonu z dużymi nadziejami. Wiele obiecywano sobie po zawodnikach, a szczególnie po prowadzącym drużynę Omarim Tetradze. Byłego reprezentanta Rosji bardzo ceniono za to, że po kilku chudych latach przywrócił blask Anży i wprowadził go do Premier Ligi. Mistrzowie Pierwszego Dywizjonu wcale nie zaczęli sezonu aż tak źle. Na inaugurację podzielili się punktami z niespodziewanym liderem rozgrywek, Spartakiem Nalczik. Wtedy drużyna przeżyła szok. Wystarczył bezbramkowy remis z wydawało się nie najsilniejszym zespołem wśród elity, a w klubie zawrzało. Do dymisji podał się trener Tetradze. Będący w szoku team nie podniósł się do drugiej serii spotkań i uległ 0:1 Amkarowi.
Po „planowanej” porażce z ćwierćfinalistą Ligi Mistrzów, CSKA Moskwa, w zespole coś jednak drgnęło. Piłkarze wiedzieli, że nie idzie im dobrze i potrzebowali meczu, w którym mogliby się przełamać. Okazją do tego wydawała się czwarta seria spotkań i potyczka z Ałanią Władykaukaz. Byli mistrzowie Rosji również potrzebowali zwycięstwa, by bardziej uwierzyć w swoje możliwości. Los chciał, że to zawodnicy następcy Tetradze, Arsiena Akajewa okazali się zwycięzcami. Ta wygrana wyraźnie zawodnikom z Kaukazu dodała skrzydeł. Dzięki temu podbudowani podeszli do czekającego ich w ostatni weekend starcia z Sibirem Nowosybirsk. Zespół, w którym występuje Wojciech Kowalewski, został wręcz zdemolowany przez gości. W chwili obecnej Anży zajmuje dobre ósme miejsce i sprawia wrażenie niezłego ligowego średniaka.
O teamie z gór Kaukazu nie można powiedzieć już tyle dobrego. Ałania Władykaukaz do Premier Ligi dostała się nieco kuchennymi drzwiami. Jej obecność wśród elity jest efektem wycofania się z rozgrywek FK Moskwa z powodów finansowych. Byli mistrzowie Rosji dostali ogromną szansę, ale na razie chyba z niej nie korzystają. W obecnym sezonie spisują się bardzo źle. Jak dotychczas udało im się zdobyć zaledwie dwa punkty po remisach z mało znaczącymi w lidze Amkarem i Saturnem. Jeszcze gorzej prezentuje się jedyny w rosyjskiej ekstraklasie przedstawiciel Syberii. Sibir, dzięki Saturnowi, zgromadził na swoim koncie jeden punkt. Gracze Igora Kriuszczenki, wychodząc na boisko, zdają się nie wiedzieć, co mają na nim robić. Można powiedzieć, że znajdują się w tabeli na właściwym miejscu.
Forma beniaminków przed nowym sezonem zawsze jest niewiadomą. Na ogół jednak potrafią wykrzesać z siebie dość sił, by utrzymać się w elicie. Zawodnicy Anży zdają się potwierdzać swoją postawą to, co pokazali przed rokiem w Pierwszym Dywizjonie. Nie ulega wątpliwości, że ich obecność w Premier Lidze nie jest dziełem przypadku. Natomiast Ałania i Sybir okazują się totalnym niewypałem. Jako beniaminkowie zgodnie zajmują w tabeli pierwsze i drugie miejsce, ale od końca. Jeżeli trenerzy Władimir Szewczuk i Igor Kriuszczenko czegoś nie zrobią, mogą pożegnać się z posadami. Ich praca odpowiednio we Władykaukazie i w Nowosybirsku przynosi więcej szkód niż pożytku. Wiadomo, że dwa zespoły muszą odpaść. Jeżeli ci dwaj trenerzy się nie postarają, po raz pierwszy w historii na koniec sezonu czerwona strefa może być zajęta przez beniaminków.










