Jagiellonia Białystok wygrała przed własną publicznością z PGE GKS-em Bełchatów po bramce Tomasza Frankowskiego. Na konferencji pomeczowej szkoleniowcy obu ekip stwierdzili, że długimi fragmentami mecz mógł się podobać.
Kamil Kiereś (PGE GKS Bełchatów):
Trudno ten mecz jednoznacznie ocenić. Jeżeli chodzi o przebieg spotkania, to na pewno weszliśmy w ten mecz słabo. Nie potrafiliśmy pokazać takiej gry jak w ostatnich dwóch spotkaniach. W dalszej części pierwszej połowy byliśmy już w grze. Tworzyliśmy sytuacje, utrzymywaliśmy się przy piłce, nawet były takie okresy gry, że mieliśmy lekką przewagę. Mieliśmy swoje sytuacje, może nie stuprocentowe, ale gdyby dopisało szczęście, bramka pewnie by padła. Jagiellonia też miała swoje sytuacje, w tym kilka stuprocentowych, i trochę szczęścia nam dopisało w pierwszej połowie. Bramka po przerwie trochę ten mecz ustawiła. My niestety, tracąc bramkę, nie potrafimy zareagować. Po stracie gola ciężko nam było uchwycić rytm gry, dobrej gry, tak aby się jeszcze odbudować. Po dwóch dobrych meczach z Lechią i Śląskiem przyszła porażka dzisiaj, ale wiem, że ta drużyna na pewno się nie podda i będzie walczyła, aby się wydostać z dołka. Przed nami długa i daleka droga, na której będą jeszcze takie wyboje jak ten dzisiaj. Grając na wyjeździe, nie schowaliśmy się za podwójna gardą i pokazaliśmy, że chcemy grać w piłkę.
Czesław Michniewicz (Jagiellonia Białystok):
Byliśmy dzisiaj świadkami dobrego spotkania, chociaż pora może była nie najlepsza, ale długimi momentami mecz mógł się podobać, gdyż oba zespoły stwarzały sobie sytuacje. Zgadzam się z trenerem gości, że Bełchatów się nie schował i nie liczył tylko na przypadkową akcję. Zawodnicy GKS-u próbowali prowadzić grę, momentami dłużej utrzymywali się przy piłce i swobodnie rozgrywali piłkę. My się tego spodziewaliśmy, bo obserwowaliśmy dosyć szczegółowo ich ostatnie dwa mecze. Wiedzieliśmy, gdzie jest ich największa siła, czego musimy się wystrzegać i to się udało. Unikaliśmy strat w środku pola, dzięki czemu Paweł Buzała czy Dawid Nowak nie mieli okazji pokazania swojej szybkości na tle naszych obrońców i to był klucz do zwycięstwa. Żałuję bardzo, że w pierwszej połowie Janek Pawłowski nie zdobył kolejnej bramki, bo byłby to dla niego wspaniały moment – dwie bramki w dwóch meczach. Bardzo ładna akcja całego zespołu, zakończona świetnym podaniem Rafała Grzyba, zabrakło jednak być może trochę doświadczenia, a być może bardziej dopieszczonego podania. Będziemy jednak w dalszym ciągu stawiać na tego zawodnika. Cieszę się również, że Ćetković pokazał to, co pokazał przed tygodniem w Krakowie, że jest świetnym piłkarzem, doskonale sobie radzi w trudnych momentach, w pojedynkę potrafi rozpędzić akcję, dużo piłek wygrywa w środku pola z przeciwnikiem na plecach, do tego mało ich traci. To był bezwzględnie bohater naszego meczu, ale cały zespół zasłużył na słowa uznania. Najtrudniej jest wygrać 1:0, jak jesteś minimalnie lepszy, a może nawet i nie. Po raz pierwszy w tym sezonie nie straciliśmy bramki. Ponadto prowadzimy chyba w klasyfikacji fair play, pokazując, że potrafimy z gracją odebrać piłkę. Z tego również się cieszę.










