Chyba każdy choć raz, oglądając którąś już porażkę swojej drużyny w danym sezonie, miał na myśli jedno jedyne możliwe rozwiązanie, by poprawić wyniki – zwolnienie trenera. Zastanówcie się tylko, czy to zawsze konieczne. A także, co przyniesie kolejny dzień po tym, jak delikwent opróżni już szuflady w swoim biurze i odjedzie z klubu swoim nietanim autem, z niezłą odprawą.
Najpierw sami spróbujcie sobie wyobrazić taką robotę. To fakt, są miliony osób na całym świecie, które o tym marzą, nie ma według nich niczego, co przebijało by trenowanie Hazarda, Messiego czy Ronaldo i dobieranie składu co weekend na mecz Premier League, Premiera Divison czy innej renomowanej ligi w Europie. Tylko to jest jednostronne spojrzenie. Mój osobisty podziw w stosunku od środowiska piłkarskiego niemal od zawsze kierował się w stronę trenerów, a piłkarzy. Czemu? Bo trzeba być człowiekiem ponadprzeciętnie inteligentnym, by dowodzić grupą młodych facetów, którzy zarabiają o wiele więcej niż szary obywatel danego kraju, albo mieć wielką charyzmę i przysłowiowe jaja. Musisz wiedzieć, kogo możesz wykorzystać do głębszej komunikacji z drużyną, komu możesz powierzyć więcej założeń taktycznych, a komu mniej.
Ta ostatnia kwestia jest dobrze opisana w książce Martina Perarnau pt. „Herr Guardiola”. Mowa tam mianowicie o trzech delikwentach – Bastianie Schweinsteingerze, Philipie Lahmie i Francku Ribery’m. Guardiola pierwszych dwóch używa jako swoich mózgów na boisku. Po treningach, na wspólnych obiadach, czy podczas podróży autokarem potrafi z nimi rozmawiać przez godzinę na temat jednej akcji mającej miejsce podczas odbytej sesji lub o sensowności konkretnych ćwiczeń. Ribery z kolei, o ile jest bardzo dobrze wyszkolonym piłkarzem, to jest o wiele bardziej prymitywny taktycznie. Dla Pepa, o wiele większym wyzwaniem było sprostanie Francuzowi, gdyż musiał dobrze mierzyć, ile informacji mu dostarcza, czy go nie przeciąża tym, co słyszy od trenera. Bo były piłkarz Marsylii najchętniej stałby tylko przy linii bocznej, dryblował do środka i kończył akcję strzałem.
Oczywiście mowa tu o trenerach z najwyższej półki, o tych którzy już teraz trenują lub którym prawdopodobnie będzie dane trenowanie renomowanych zespołów. Jeśli nie wierzycie, to pooglądajcie konferencję prasowe i temu podobne sytuację, gdy możemy usłyszeć głos danego szkoleniowca. To są wszyscy niesamowicie inteligentni ludzi, czy to Mourinho, czy LVG, Ancelotti, Wenger, Guardiola itd. Umieją przewidzieć, kiedy należy bronić swoich piłkarzy, a kiedy jednego czy dwóch skrytykować przed mediami. Dodatkowo, jesteś w pewnym sensie odpowiedzialny zarówno za PR klubu, jak i za kreowanie własnego wizerunku, co sprawia, że rytuał konferencji prasowych zamienił się w tak zwany na Wyspach „mind game”, polegający na grze słowami, przed i po tym jak mecz zostanie rozegrany na boisku. Mistrzem w tej dziedzinie jest bez wątpienie Jose Mourinho.











