Z niecierpliwością odrywaliśmy kartki w kalendarzu, ale wreszcie nadszedł ten czas. Po zimowej przerwie wraca najlepsza liga na świecie. W związku z nową rundą część klubów postanowiła zachęcić kolejnych kibiców do przyjścia na stadiony. Dla wielu marketing wciąż pozostaje tylko ciekawostką, jednak inni radzą sobie z nim całkiem nieźle. Przed startem rundy sprawdzimy, kto został Indianą Jonesem, gdzie można się zakochać, a która drużyna zamierza „iść po swoje”.
Mimo dużego zainteresowania kibiców piłką nożną niektóre kluby ekstraklasy wciąż traktują marketing sportowy po macoszemu. Niby robią prezentacje drużyn w galeriach handlowych, sprzedają gadżety z logo klubu czy proponują atrakcje w trakcie dnia meczowego, ale jednak nadal nie są w stanie zachęcić nowych kibiców do przyjścia na stadiony. Tak kreowała się frekwencja w poprzednim sezonie:
Część klubów radzi sobie świetnie, część nieźle, a część… no cóż, nie radzi sobie wcale. Pierwszy, Lech Poznań ma jednych z najwierniejszych kibiców w Polsce. Kibice mistrza Polski zawsze licznie pojawiają się zarówno na trybunie przy Bułgarskiej, jak i na wyjazdach. Nic więc dziwnego, że bije on inne ekstraklasowe firmy na głowę. Jednak wydaje się, że to głównie wyniki sportowe zachęciły poznaniaków do przyjścia na mecz. Podobnie jak w przypadku 6. w rankingu (a 3. w ligowej tabeli) Jagiellonii Białystok. W innej sytuacji była Lechia Gdańsk. Drugie miejsce pod względem w klasyfikacji mogą zawdzięczać przemyślanym akcjom promocyjnym i choć lechici zajęli 5. miejsce w lidze, to do grupy mistrzowskiej dostali się z ostatniego. Reszta stawki zdecydowanie pozostaje w tyle. Jak to wygląda w nowym sezonie?
Najważniejszy jest pomysł
Kluby często zapominają, że najlepsza reklama to taka, która pozostaje w pamięci na długo. Starają się wymyślać coraz to bardziej udziwnione kampanie reklamowe, które w gruncie rzeczy, po pewnym czasie, odchodzą w niepamięć. A najważniejsze są prostota i oryginalny pomysł. Wtedy nawet niedociągnięcia realizacyjne (np. słabe wykonanie) są nieważne. Ale jak przyciągnąć kibiców na konkretny stadion (w okresie, kiedy większość klubów prześciga się z pomysłami) i jednocześnie nadal pozostać oryginalnym? Można zapytać działu marketingu Cracovii Kraków.
Popularne „Pasy” w tym sezonie radzą sobie świetnie na boisku. Obecnie zajmują wysokie, trzecie, miejsce i nadal liczą się w walce o mistrzostwo Polski. Oprócz dobrej gry do wymarzonego sukcesu potrzebne jest coś jeszcze. Ten właśnie „klucz”, który jest obiektem poszukiwań Mateusza Cetnarskiego i spółki. Spot promujący sprzedaż karnetów na rundę wiosenną nie jest może majstersztykiem. Animacje są kwadratowe, dość marnej jakości. Jednak reklama jest przede wszystkim zabawna i zapada w pamięci. Bo jak tutaj zapomnieć Grzegorza Sandomierskiego w stroju tybetańskiego mnicha albo „Cetnara” w roli Indiany Jonesa? Podpowiadamy trudno. Połączenie starego z nowym (ostatniego żyjącego mistrza Polski z Cracovią pana Mieczysława Kolasy i czołowych zawodników drużyny trenera Zielińskiego) wyszło świetnie.












