Obecny sezon Bundesligi jest dla SC Freiburg trzecim z rzędu. „Czerwono-czarni” co rok są stawiani w gronie głównych kandydatów do spadku. Dwa razy się udało. Czyżby do trzech razy sztuka…?
Drużyna z Freiburga trafiła do niemieckiej ekstraklasy w sezonie 2009/2010. Podopieczni Robina Dutta nie mieli sobie równych w 2. Bundeslidze i wierzyli, że poradzą sobie także w najwyższej klasie rozgrywkowej. W zespole próżno było szukać gwiazd. Był za to zespół, który ambitnie walczył o utrzymanie. Jeszcze po 30 kolejkach Freiburg zajmował miejsce w strefie spadkowej. Jednak imponująca końcówka sezonu i trzy zwycięstwa w czterech ostatnich meczach dały „Breisgau-Brasilianer” upragnioną pozycję w bezpiecznej strefie oraz byt w Bundeslidze, przynajmniej na kolejny rok…
Przed startem następnych rozgrywek klub z południa solidnie się wzmocnił. Do drużyny dołączyli tacy piłkarze jak Cedric Makiadi, Anton Putsila czy Papiss Cisse. Zwłaszcza ten ostatni okazał się strzałem w dziesiątkę. Senegalczyk z miejsca wyrósł na lidera drużyny i od pierwszych minut spędzonych na boiskach Bundesligi pokazywał, że jest nietuzinkowym graczem. Cisse przez cały sezon utrzymał równą, wysoką formę, zdobywając 22 gole w 32 spotkaniach. W parze z dobrą dyspozycją napastnika szła dobra gra drużyny. Po zakończeniu rozgrywek śmiało można było mówić, że w Badenii i Wirtembergii mamy do czynienia z ligowym średniakiem. Freiburg zajął 10. miejsce i miał zaledwie trzy punkty straty do 6. lokaty.
Obecna kampania to jednak powrót do szarej rzeczywistości. Z klubu odszedł architekt zeszłorocznego sukcesu – Robin Dutt, który znalazł zatrudnienie w Bayerze Leverkusen. Wraz z nim „Aptekarzem” stał się też Toprak, a do 1899 Hoffenheim przeszedł Daniel Williams. Głośno było też o odejściu gwiazdy zespołu – Cisse. Senegalczyk zmienił barwy dopiero w przerwie zimowej, wyjechał do Anglii, do Newcastle. Cisse prędzej czy później i tak by odszedł, w końcu wyróżniał się nie tylko we Freiburgu ale i w całej Bundeslidze. Mimo wszystko „Breisgau-Brasilianer” nie mieli żadnych argumentów, by zatrzymać go na kolejne pół roku. Po rundzie wiosennej Freiburg był czerwoną latarnią ligi z dorobkiem zaledwie 13 punktów i bagażem 39 bramek w 17 spotkaniach. Perspektywy? Żadne.
Ale na wiosnę coś się zmieniło… Następcą Dutta był Marcus Sorg, wcześniej pracujący z rezerwami Freiburga. Wyniki były bardziej niż niezadowalające i w grudniu, po pół roku, obowiązki pierwszego szkoleniowca przejął dotychczasowy asystent – Christian Streich. Trener w spokoju przepracował z zawodnikami zimę i trzeba przyznać, że niespodziewanie w drużynie coś się ruszyło, nastąpił jakiś przełom. Pierwszy mecz rundy rewanżowej przyniósł ważne zwycięstwo 1:0 z Augsburgiem, bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. Tydzień później Freiburg dostał co prawda baty od Mainz, ale już kolejne spotkanie to remis 2:2 z silnym Werderem. Później była minimalna porażka 2:3 z Wolfsburgiem i sensacyjny remis 0:0 z Bayernem Monachium.
Nagle szanse na utrzymanie znacznie wzrosły. Obecne wyniki z rundy rewanżowej nie są przypadkowe. Zawodnicy w każdym meczu dają z siebie wszystko i gryzą trawę. Widać zaangażowanie oraz chęć pozostania w Bundeslidze. Mimo że odszedł Cisse, drużyna strzela i, co ważniejsze, zdobywa punkty. Co takiego zrobił Streich? Nie wiem. Ale to na pewno jego zasługa. Gra Freiburga uległa poprawie i… no właśnie, i co? Czy to wystarczy do utrzymania? Czy Freiburg powtórzy sukces Borussii M’Gladbach?
jasne ! zagrają w barażach o utrzymanie w
Bundeslidze, a za rok będą walczyć o mistrza jak
GladBach ,, życzę in tego . fan Werderu