Zarówno Bayern, jak i BVB mocno męczyły się w miniony weekend ze swoimi rywalami. Ostatecznie oba zespoły wygrały, udowadniając swoją klasę.
Przez pewien czas wydawało się, że Wolfsburg znalazł sposób na Bayern. Pomogła nieobecność na boisku Thiago i Mandżukicia oraz słabsza dyspozycja Ribery’ego. Nie umniejsza to jednak faktu, że „Wilki” grały bardzo mądrze. Dieter Hecking ustawił swój zespół bardzo wysoko, co uniemożliwiało obrońcom rywali spokojne wyprowadzenie piłki. Do tego agresywnie grała druga linia, a rozegranie utrudniali jeszcze wszędobylscy Arnold i de Bruyne. W dodatku Wolfsburg nie ograniczał się jedynie do defensywy, ale wyprowadzał także groźne ataki, choć akurat bramka padła po stałym fragmencie gry. W tym momencie wydawało się, że Bayern może przegrać pierwszy mecz w tym sezonie w Bundeslidze, a przynajmniej będzie miał wiele problemów z wywalczeniem pozytywnego rezultatu.

Po przerwie wyszła jednak wielkość Bayernu. Na boisko weszli Thiago oraz Mandżukić i odmienili obraz gry. Monachijczycy zaczęli grać szybciej, a coraz bardziej zmęczeni piłkarze Wolfsburga przestali nadążać z przesuwaniem się. Futbol jest okrutny, bo przez godzinę „Wilki” rozgrywały naprawdę bardzo dobre spotkanie i zdecydowanie na taki wymiar kary nie zasłużyły.
Jednocześnie Bayern bije kolejne rekordy. Ma na koncie szesnaście zwycięstw z rzędu, 72 gole po 24 meczach.
Na ostateczny wynik nie zasłużyli również piłkarze Freiburga, którzy dzielnie postawili się nieco osłabionej Borussii Dortmund. Wybiegali ten mecz, stwarzali sobie sytuacje i nie dopuszczali do zagrożenia pod swoją bramką. Kto wie, co by się działo, gdyby z boiska wyleciał Sokratis, a Kehl nie oddał strzału życia. Tak czy inaczej, faworyci pokazali, dlaczego są tak mocni. Cechuje ich ogromna cierpliwość: spokojnie dążyli do swojego celu, dali się wyszaleć rywalowi i w odpowiednim momencie przypuścili atak. Brzmi banalnie prosto, ale wszyscy wiemy, że tak nie jest.
***
Szerokim echem odbiło się zachowanie Aarona Hunta. Kapitan Werderu przyznał się sędziemu, że „nurkował” w polu karnym i rzutu karnego, który został podyktowany, być nie powinno. Mój redakcyjny kolega, Mateusz Sobiecki, zadał jednak bardzo ważne pytanie: czy Hunt zdobyłby się na podobną reakcję, gdyby Werder przegrywał, albo nawet remisował? Dobrze wiemy, że bremeńczycy potrzebują punktów jak tlenu. Z drugiej strony, niektórzy piłkarze (vide Klose) są zdolni do zachowań fair play nie oglądając się na wynik.
***
Kolejny słaby mecz zanotował Bayer Leverkusen, a jednocześnie po raz kolejny w tym sezonie świetnie zaprezentował się Bernd Leno. Oprócz pięciu strzałów na bramkę obronił jeszcze rzut karny. W sumie dla niego to niemal norma – w swojej karierze w samej tylko Bundeslidze obronił osiem karnych na 17. To najwyższy procent w historii, jeśli chodzi o bramkarzy, którzy mieli okazję do bronienia strzałów z jedenastu metrów częściej, niż dziesięć razy. Był to także jego piąty wybroniony karny w tym sezonie. Rekordzistą pozostaje Thomas Zander, były bramkarz TSV Monachium, który w sezonie 1979/1980 obronił sześć „jedenastek”.









