Klaas-Jan Huntelaar był jednym z bohaterów minionej kolejki. Holender, gdy tylko jest zdrowy, udowadnia swój kunszt snajperski.
Problem w tym, że równie często co do siatki, „Hunter” trafia do szpitala. Gdyby nie liczne kontuzje byłego napastnika Milanu czy Realu wymienialibyśmy jednym tchem obok Zlatana Ibrahimovicia, Luisa Suareza i Diego Costy. Zawodnik posiada nieco inne walory od wymienionych piłkarzy, ale nie ulega wątpliwości, że w formie jest jednym z najlepszych napastników na świecie.
Udowadnia to w ostatnich meczach. Od czasu powrotu do zespołu (po kolejnym urazie) wystąpił w dziewięciu meczach i strzelił w nich osiem bramek. Z siedmioma golami jest najskuteczniejszym piłkarzem Bundesligi w 2014 roku, a to wszystko w co najwyżej solidnym Schalke. Fakt, że spora część z tych trafień była trudna niczym wytypowanie mistrza Niemiec w tym sezonie. Huntelaar ma jednak niebywałą łatwość znajdowania się w takich sytuacjach. Właśnie to jest jego największą zaletą. Nie całkiem niezła technika, dobre uderzenie z obu nóg czy solidna gra głową, ale instynkt łowcy. Kilkanaście tysięcy lat temu to właśnie „Hunter” przynosiłby z polowania największą zdobycz ze wszystkich. Gdyby wcześniej się nie połamał.
Kontuzje są prawdziwym przekleństwem Holendra. Tylko w bieżących rozgrywkach stracił niemal pół sezonu na leczenie zerwanych więzadeł w kolanie. W zeszłym roku uraz oka (mógł nawet oślepnąć) oraz inny uraz kolana zaprzepaściły jego szanse na angaż w Chelsea. Pod koniec sezonu 2010/11 jeszcze jedna kilkunastotygodniowa pauza spowodowana kontuzją kolana. Gdy jednak był zdrowy oraz miał miejsce w pierwszym składzie, ładował jedną bramkę za drugą. W Gelsenkirchen muszą na niego chuchać i dmuchać, bo zastępcy o podobnej kla(a)sie nie mają.
***
„Liga będzie ciekawsza” mógłby powiedzieć Jürgen Klopp, cytując Macieja Skorżę. Borussia M’Gladbach, która nie wygrała od dziewięciu spotkań, przełamała się w meczu ze swoją imienniczką z Dortmundu i wcale nie było w tym przypadku. Podopieczni Luciena Favre’a byli ekipą lepiej zorganizowaną, intensywniej oraz skuteczniej atakującą. Mnie zachwycił przede wszystkim Patrick Herrmann, który nareszcie zagrał na miarę swoich umiejętności i powinien zakończyć mecz z przynajmniej jednym golem na koncie. M’Gladbach w końcu przypominało zespół z jesieni.
Tym samym sytuacja w tabeli stała się jeszcze ciekawsza. Jeśli dodamy do tego remis Wolfsburga i zwycięstwo Mainz… Nikt, oprócz Bayernu (i może BVB) nie może być pewnym gry w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy, bo o pięć miejsc walczy osiem zespołów. Równie ciekawie w drugiej połowie tabeli, gdzie dziesiąty i ostatni zespół dzieli różnica dziewięciu punktów. Z niecierpliwością wyczekujemy ostatnich kolejek sezonu.
A zapomniany już nieco tytuł „kretyna kolejki” otrzymuje Havard Nordtveit. Norweg w minutę wykluczył się z gry, najpierw bezsensownie kopiąc piłkę po gwizdku, a chwilę później ostro faulując Duckscha w niegroźnej sytuacji.
***
Minimalizm w piłce wcale nie jest zły. Wie o tym zapewne Jose Mourinho, wiedzą także piłkarze Freiburga. W Frankfurcie oddali siedem strzałów, co zaowocowało czterema golami. Świetna skuteczność, biorąc pod uwagę, że rywale pokonali ich bramkarza tylko raz, mimo że próbowali aż 26 razy.









