Zgodnie z informacjami, które wyciekły w trakcie ostatniego ligowego meczu FSV Mainz, Thomas Tuchel zrezygnował z posady pierwszego trenera. W Niemczech rozgorzała wielka dyskusja.
Przez niektórych ten 40-latek uważany jest za najlepszego trenera Bundesligi. Według wielu powinien w Dortmundzie zastąpić Jürgena Kloppa, kiedy ten zdecydowałby się zakończyć swój projekt. Inni przymierzali go do Schalke, z którym jak się okazało negocjował zimą tak jak i z Bayerem. Wtedy jednak nie zmienił miejsca pracy, a teraz nic tego nie zapowiadało. Mainz wywalczyło sobie awans do Ligi Europy, ale zagra w niej już bez swojego trenera.
Nie ma co mydlić oczu: Tuchel był ogromną wartością dodaną zespołu z Moguncji. Mając do dyspozycji piłkarzy co najwyżej przeciętnych, udało mu się stworzyć zespół, który podejmował walkę z najlepszymi. Do tego świetnie potrafi podporządkować piłkarzy swoim poleceniom, a także wyciągać z nich maksimum. Ten właśnie powód przywołał przy ogłoszeniu odejścia: według niego z tego zespołu nie wyciągnąłby więcej. Niemiecki „Bild” postanowił wytoczyć Tuchelowi wojnę i w każdym artykule wyraźnie podkreśla, że jest hipokrytą. Mają tu na myśli fakt, że oczekiwał od swoich piłkarzy poświęcenia i pozostania w klubie, a sam odszedł, nikogo o tym nie uprzedzając.
Co ciekawe, 40-latek najprawdopodobniej zrobi sobie roczną przerwę od trenowania. Choć oczywiście już teraz co bardziej niecierpliwi dziennikarze przypisują go do różnych klubów, z Schalke i Tottenhamem na czele. Nie ulega jednak wątpliwości, że Tuchel na brak ofert narzekać nie będzie. Wcale nie jest także powiedziane, że będzie kontynuował karierę w Niemczech.
Mainz z kolei czeka teraz prawdopodobnie walka o utrzymanie. Tym bardziej, jeśli uda im się awansować do fazy grupowej Ligi Europy. Przykład Freiburga pokazuje, że biedne kluby z wąskimi kadrami nie są w stanie grać co trzy dni na tej samej intensywności.
***
Na większe podsumowania sezonu przyjdzie jeszcze czas (bądźcie z nami, będzie co czytać), ale najdziwniejszy tudzież najbardziej pechowy strzał sezonu już znamy. Ivanowi Perisicowi jednym uderzeniem udało się trafić w oba słupki i poprzeczkę. Nie wierzycie? Zobaczcie sami:









