Die Bundesliga ist wieder da! – zdają się wykrzykiwać fani niemieckiej Bundesligi! Miłośnicy piwa, kiełbasy i dobrego futbolu w wydaniu zachodnich sąsiadów mieli taki swój prywatny Wielki Post, bo na powrót ekstraklasy czekali 40 dni. Po długim odpoczynku można jednak poszaleć. Fani świetnego futbolu i efektownych zwycięstw w ostatni weekend nie mogli się zawieść. A i było do tego na czym oko zawiesić.
Wejście smoka*
Jak już wracać, to tylko z grubej rury. Piątkowe spotkanie miało być właściwie jedynie zwykłą formalnością. Bayern Monachium miał spokojnie i wciąż bez porażki dążyć po mistrzowską paterę. Mecz z Wolfsburgiem był doskonałą okazją do pokazania, że obecnie druga siła Bundesligi nie ma nic do gadania – nawet z Kevinem de Bruyne w znakomitej formie. Jakież było zdziwienie, gdy Bas Dost już w czwartej minucie otworzył wynik spotkania. Przechwyt po niecelnym passie, cztery podania i precyzyjne uderzenie – tak w dużym skrócie można opisać pierwszą bramkową akcję „Wilków” z Wolfsburga. Można powiedzieć, że to tak naprawdę była kontra znakomita. Volkswagen Arena oszalało ze szczęścia! A to był dopiero początek pogromu.
Bayern w tym sezonie Bundesligi aż dwukrotnie tracił bramkę jako pierwszy (użycie „aż” nie jest przypadkowe – „Bawarczycy” tracili gole tylko cztery razy). Najpierw w meczu z Borussią Dortmund za sprawą Marco Reusa, a potem Elkina Soto. Podopieczni Pepa Guardioli potrafili jednak szybko z powrotem wrócić do swojego rytmu gry i przejąć kontrolę nad spotkaniem. Czasu na to było niesamowicie dużo. Oba tamte mecze wygrali. Oba 2:1. Oba po bramkach w końcówce. Tym razem zabrakło jednak tak naprawdę wszystkiego.
Serwis polskich fanów mistrza Niemiec skwitował to krótko: fatalny Bayern upokorzony. Na papierze, a konkretnie diagramie zatytułowanym „Posiadanie piłki” wszystko wyglądało znakomicie. 67-33 – „Gwiazdy Południa” wymieniały kolejne podania, a Bas Dost strzelił następną bramkę. Tym razem przepięknym wolejem. Gdyby nie inny zawodnik, to trafienie z pewnością z miejsca zostałoby okrzyknięte golem kolejki.
https://vine.co/v/Ot5pVeVzFPu
„Wilki” bez żadnych problemów dostawały się tam, gdzie chciały. Szerokie luki między kolejnymi formacjami i błędy indywidualne sprawiły, że przedostanie się pod bramkę najlepszego bramkarza świata nie stanowiło żadnych problemów. Świetnie pokazuje to chociażby akcja przy trzecim trafieniu. Nie mam pojęcia, o czym myśleli defensorzy FCB (może już byli myślami przy kolejnej rundzie Ligi Mistrzów?), ale faktem jest to, że zapędzili się wszyscy na połowę przeciwnika, co skrzętnie wykorzystał de Bruyne. Kompletna bezmyślność – żaden z obrońców nie był w stanie dogonić młodego Belga, który swoje trafienie zadedykował Juniorowi Malandzie. I niech znakomitym komentarzem będzie poza, jaką swoim ciałem ułożył Pep Guardiola. Hiszpan krzyczał tylko do swoich zawodników „How?!”.
http://igol.pl/wp-content/uploads/2015/02/Guardiola.jpg
Bayern strzelał na bramkę strzeżoną przez Diego Benaglio aż szesnaście razy. Podopieczni byłego szkoleniowca Barcelony wykonali ponad 600 podań (dwa razy więcej niż VfL Wolfsburg). Niech jednak o fatalnej dyspozycji całego zespołu świadczą noty, które otrzymali od „Kickera”. Serwis wystawił ocenę lepszą od „czwórki” tylko Manuelowi Neuerowi i Arjenowi Robbenowi. „Schweini” i Alaba wyciągnęli się na 4,5. Reszta zawodników z wyjściowego składu to „piątki”, czyli blisko kompletnej tragedii… A to przecież aż siedmiu graczy, w tym cała formacja defensywna.









