ŁKS awansował do PKO Ekstraklasa. Swoją postawę zawdzięcza przede wszystkim Kazimierzowi Moskalowi. Trener, który od zawsze stawia na ofensywę, postara się zapewnić Łodzi najlepszą polską ligę nie tylko na jeden sezon. Czy jest gwarantem spokojnego utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej?
Kazimierz Moskal był wychowankiem Gościbii Sułkowice. Jako młody, 15-letni piłkarz trafił do Wisły Kraków. To z tym klubem był najmocniej związany przez całą swoją karierę, zarówno zawodniczą, jak i trenerską. W „Białej Gwieździe” spędził łącznie 12 lat jako gracz. Tuż po zakończeniu kariery, w 2004 roku, Moskal objął stanowisko kierownika drużyny u boku nowego selekcjonera Wisły Kraków, Wernera Liczki, który zastąpił zdymisjonowanego Henryka Kasperczaka. W kolejnych latach szkolił swoje umiejętności trenerskie. Był asystentem kolejnych selekcjonerów „Białej Gwiazdy”: Jerzego Engela, Dana Petrescu, Dragomira Okuki, Adama Nawałki, Macieja Skorży (trenując przy tym IV-ligowe rezerwy i zespół juniorów) oraz Roberta Maaskanta. Między poszczególnymi szkoleniowcami, a także po zwolnieniu Holendra obejmował stanowisko pierwszego selekcjonera. Można więc powiedzieć, że był człowiekiem od zadań specjalnych. Przez ośmioletni okres pracy w Wiśle nabrał sporo wiedzy, wizji trenerskich oraz niesamowitego doświadczenia, które procentują i będą procentować w dalszej pracy.
Trenerskie wzloty i upadki
W 2012 roku Moskal opuścił szeregi Wisły. Szukał trenerskiego spełnienia poza granicami Krakowa. Trafił do Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Młody, ambitny i na dorobku – tak pisały o nim lokalne gazety. Czy słusznie? Wszakże „Kazik” zdołał już poprowadzić samodzielnie ekstraklasową drużynę. Mało tego zdołał z Wisłą awansować do 1/16 finału Ligi Europy. Była to jednak pierwsza poważna praca trenerska poza swoim ukochanym klubem, w którym z pewnością czuł się jak w domu.
W Niecieczy cel był jasny – awans do ekstraklasy. Na ostatnie trzy kolejki przed końcem wszystko wskazywało na to, że Moskalowi ta sztuka się uda. Niestety końcówka sezonu spowodowała spadek Niecieczy na trzecie miejsce w tabeli. Brak ekstraklasy w maleńkiej, małopolskiej miejscowości skutkował zwolnieniem trenera. Wszyscy z pewnością zastanawiali się, czy decyzja zarządu o nieprzedłużaniu umowy była słuszna. Do dziś trudno jednoznacznie na nią odpowiedzieć. Mimo wszystko popularny „Kazik” nie miał się czego wstydzić.
Walka o ekstraklasę – podejście numer dwa
Kolejnym przystankiem Moskala był zespół z Katowic. W 2013 roku został trenerem GKS-u. Klub interesował wyłącznie awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Żadne półśrodki nie wchodziły w grę. Szkoleniowiec chciał tchnąć w „GieKSę” nową jakość. Stawiał, jak zawsze, na futbol ofensywny. Jesień wskazywała na to, że plan może wypalić. Niestety w rundzie wiosennej GKS zawodził. Po przegranym meczu z Arką Gdynia, po którym klub definitywnie pożegnał się z szansami na awans, Moskal podał się do dymisji. Zarząd rezygnacji jednak nie przyjął. Zaoferował za to nowy kontrakt. Przygoda z Katowicami nie trwała jednak długo. Już w rundzie jesiennej kolejnego sezonu „Kazik” został zwolniony. Z pewnością trener bliżej elity był w Niecieczy.
