Wisła Kraków już wkrótce wraca do treningów. Wraz z zawodnikami do ośrodka w Myślenicach przyjedzie Kazimierz Kmiecik – trener, a niegdyś legendarny snajper. Jego dorobek strzelecki jest inspiracją dla podopiecznych. W tym Pawła Brożka, którego niejako namaścił na swojego następcę i pomaga mu pobić własny rekord.
153 ligowe gole w 304 rozegranych meczach. Wynik, którego nie udało się pobić cenionemu Tomaszowi Frankowskiemu, legendarnego Henryka Reymana przeskoczył o blisko 40 trafień. Inny świetny napastnik Wisły, Maciej Żurawski, musiałby zagrać przy Reymonta jeszcze dwa sezony i utrzymać swoją najlepszą formę, aby zbliżyć się do tego rezultatu. Teraz najbliżej jest, wcześniej wspomniany, Paweł Brożek ze swoimi 136 golami. Mimo niedużego dystansu przed 37-letnim zawodnikiem trudne zadanie.
Po obu stronach Błoń
Co dzisiaj niespotykane, historia Kazimierza Kmiecika zaczęła się w barwach odwiecznego rywala – Cracovii. Przez ponad dwa lata w drużynach juniorskich „Pasów” stawiał on pierwsze kroki w profesjonalnym futbolu. Został odkryty tak jak niemal wszystkie talenty w tamtym czasie, rozgrywając turniej „dzikich”, zebranych ad hoc drużyn. Jego talent zaczął wypływać na szersze wody wraz z powołaniami do juniorskich reprezentacji.
Kilkadziesiąt lat temu pomiędzy „Białą Gwiazdą” a „Pasami” nie unosił się taki cień jak dziś. Zatem przeprowadzanie transferów czy też wymian pomiędzy rywalizującymi klubami nie było wydarzeniem wywołującym tak skrajne emocje, jak mogłoby się to dziać dziś. Wówczas piłkarze decydujący się na taki ruch nie byli poddawani ostracyzmowi przez żadną ze stron.
W tamtym czasie na czele znajdowała się Wisła i gra w tym zespole pozwalała na szybszy rozwój i walkę o najwyższe cele. Nic więc dziwnego, że kolegom już przywdziewającym czerwono-biało-niebieskie barwy udało się namówić na przenosiny talent z drugiej strony Błoń. Krzysztof Obrzanowski przekonał sztab szkoleniowy do ściągnięcia nowego rekruta na Reymonta i w ten sposób pomógł otworzyć nowy, bardzo ważny rozdział w karierze Kazimierza Kmiecika. Był rok 1968. Nowy nabytek Wisły nie ukończył jeszcze siedemnastu lat.
W tym samym sezonie zaczęto go włączać do treningów z pierwszą drużyną i otrzymał swoją szansę w ostatnim meczu rozgrywek 1968/1969. Wprowadzenie wówczas na boisko tak młodego zawodnika przez inną legendę, Mieczysława Gracza, może wydać się posunięciem ryzykownym. Na murawie decydował się byt „Białej Gwiazdy” w ekstraklasie. Debiutantowi co prawda nie udało się zaliczyć trafienia, lecz jego zespół wygrał mecz na trudnym terenie 2:0 i w związku z korzystnymi rozwiązaniami na innych stadionach pozostał w elicie.
Dopiero w kolejnym sezonie Kmiecik otrzymał więcej szans na grę. Jak podawało przed tamtym sezonem „Echo Krakowa”, jego obiecujące występy w spotkaniach sparingowych zaowocowały włączeniem na stałe do pierwszej drużyny. Podobne wyróżnienie spotkało też między innymi Krzysztofa Obrzanowskiego. Wisła po nieudanym poprzednim sezonie została przemodelowana, postanowiono skupić się na rozwijaniu utalentowanych wychowanków i w oparciu o nich budować przyszłość zespołu. Mocny fundament już istniał. Nie tylko Kmiecik, ale też Obrzanowski i Szymanowski byli regularnie zapraszani na zgrupowania kadr juniorskich.











