Konferencja po meczu Śląska z Podbeskidziem miała pozytywny wydźwięk. Z jednej strony trener gości, który przyznał, że pomimo porażki cieszył się ze stylu, jaki pokazała jego drużyna, a z drugiej szkoleniowiec gospodarzy, który cieszył się z dwukrotnego ogrania rywala w jednym tygodniu.

Robert Kasperczyk żałował zmarnowanych okazji, a także wyniku, który według niego nie był do końca sprawiedliwy. – Po raz kolejny po dobrej grze zespół ekstraklasy pokazuje nam, że niekiedy jeden moment dekoncentracji po stałym fragmencie, bądź w jego następstwie, i łatwo o stratę gola. Paradoks polega na tym, że gdy już przegrywaliśmy, zaczęliśmy grać lepiej, uspokoiliśmy nieco grę w środku pola. Szkoda sytuacji Cohena tuż po stracie, a także okazji w końcówce Cieślińskiego i Sikory. Porażka boli szczególnie ze względu na jej wymiar, a postawę zawodników oceniam na dobrą – podsumował opiekun Podbeskidzia.

Trener „Górali” pytany o nieco lepszy styl, jaki prezentuje Podbeskidzie w porównaniu do początku sezonu, przyznał, że teraz jego zespół nie gra już tak ofensywnie. – Nasza drużyna złożona jest z zawodników, którzy zostali odrzuceni w ekstraklasie bądź z graczy, którzy nigdy w niej nie grali. Wyjątkiem jest Sokołowski i Sikora, którzy mają w sumie 300 występów w najwyższej klasie. Gdy przeszliśmy na nieco bardziej zachowawczy system gry, nasze wyniki, nasz styl wygląda coraz lepiej – cieszył się Kasperczyk.
Z kolei Orest Lenczyk był zadowolony z dwukrotnego pokonania Podbeskidzia 1:0 – najpierw w Pucharze Polski, a w sobotę w ramach 11. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. – Dwumecz z zespołem, który walczył z nami w pucharze, a także dziś o punkty, udało nam się zwyciężyć. Utrata bramki w Bielsku łączyłaby się z pożegnaniem z pucharem, co na szczęście nie nastąpiło. Dziś z kolei Śląsk miał być solidnie przeegzaminowany przez drużynę Podbeskidzia. Dziękuję piłkarzom, że powalczyli i dowieźli wynik do końca, a rywalowi za postawę. Chcemy iść za ciosem, na rozkładzie mamy trudnych rywali i na pewno nie będzie łatwo. Myślę, że piłkarze w godny sposób pożegnali się ze starym stadionem, grając spokojnie po zdobyciu gola. Niewykorzystane sytuacje do końca dawały Podbeskidziu nadzieję na korzystny rezultat – wyjaśnił charyzmatyczny szkoleniowiec.











