Od zwycięstwa drugą część rozgrywek rozpoczęli gracze Rubinu Kazań. Brązowi medaliści poprzedniego sezonu po kiepskim meczu pokonali Tereka Grozny 1:0. Trzy oczka piłkarze z Tatarstanu zawdzięczają przytomności umysłu i zimnej krwi Ałana Kasajewa.
Z początku lepsze wrażenie sprawiał Rubin. Kazańczycy mecz rozpoczęli od nieudanego wymuszenia rzutu wolnego przez Gokdeniza Karadeniza. Chwilę później Terek odpowiedział akcją Lewaniego Gwazawy, po której niecelnie strzelał Hektor Bracamonte’a. W 5. minucie premierową interwencję zaliczył Jarosław Godzjur, broniąc strzału Christiana Noboi z 30 metrów. Moment po nieudanym ataku Błagoja Gieorgijewa Karadeniz próbował swoich sił sam na sam z bramkarzem Władimira Diadiuna, lecz szybszy okazał się golkiper Tereka. Po drugiej stronie Siergiej Ryżykow też miał okazję do interwencji, kiedy wybronił mocną główkę Szamila Ansildarowa. Po upływie kwadransa od rozpoczęcia meczu na boisku doszło do spięcia spowodowanego akcją. Ci kontynuowali grę zakończoną niecelnym uderzeniem, mimo że jeden z przeciwników leżał. Sędzia w tej sytuacji ukarał kartkami Karadeniza i Ferreirę.

Po pierwszych 15 minutach przewagę osiągnęli goście. Jednak razili oni niedokładnością. Dośrodkowanie Bracamonte’a nie znalazło adresata, a to w wykonaniu Omeljańczuka wpadło wprost w ręce Ryżykowa. Również podanie Zengue’a nie dotarło do żadnego z partnerów i zostało wybite przez obrońców Rubinu. W 22. minucie szczęścia próbował Aleksandr Pawlienko, lecz jego uderzenie poszybowało nad bramką. W odpowiedzi kazańczycy wywalczyli korner, który zakończył się wyjaśnieniem sytuacji przez Bracamonte’a. Kilka chwil później golkiper gości odważnym wyjściem wypiąstkował zagranie Gwazawy.
W 31. minucie, po zagraniu ręką Kwerkwlii, szansę na umieszczenie piłki w siatce miał Omeljańczuk, ale z wolnego trafił w mur. Chwilę później bramkarz gości musiał wysilić się, by obronić główkę Bracamonte’a. Niewiele dokładności zabrało Mauricio, po strzale którego piłka minimalnie minęła słupek. Kazańczycy byli w stanie odpowiedzieć tylko niezbyt udanym atakiem zakończonym pozycją spaloną. Zaraz po udanym piąstkowaniu Ryżykowa spory błąd popełnił Godzjur. Wyszedłszy daleko przed bramkę podał obrońcy, który wyłożył piłkę napastnikowi rywali. Na szczęście dla Czeczenów, ten nie umieścił jej w siatce. Do przerwy utrzymał się wynik bezbramkowy.
Początek drugiej połowy wielkich emocji nie zwiastował. Obie drużyny nie grzeszyły dokładnością w grze. Dopiero po 240 sekundach od gwizdka przeprowadzona została pierwsza akcja ofensywna, w której na spalonym dał się złapać Diadiun. Po dośrodkowaniu wybitnym przez kazańskich obrońców w pole karne poszło kolejne. Jednak Bracamonte, do którego adresowana była piłka, nie sięgnął jej. W rewanżu, około godziny od rozpoczęcia meczu, niecelnym strzałem popisał się Diadiun.










