Termalica Bruk-Bet Nieciecza to największa sensacja na futbolowej mapie Polski. Zespół z liczącej sobie ok. 700 mieszkańców miejscowości dzięki bogatemu sponsorowi systematycznie piął się ku szczytowi naszej piłki i awansował do I ligi. Rundę jesienną debiutanckiego sezonu podsumowuje Karol Piątek – były pomocnik Lechii Gdańsk, który opowiada o szczegółach swojego transferu do klubu spod Tarnowa.
Co zadecydowało o Pana przejściu do Termaliki? Czemu zamienił Pan ekstraklasową Lechię na beniaminka I ligi?
W Lechii potraktowano mnie bardzo brzydko, ponieważ nie mogłem nawet przyjść na pierwszy trening z pierwszą drużyną. Stworzono pewną grupkę niechcianych piłkarzy, nie wysłano mnie ani do rezerw, ani do ME. Trenowaliśmy na sztucznej nawierzchni w trzydziestostopniowym upale czerwoną piłką przeznaczoną do gry na śniegu. Tym bardziej było to dla mnie dziwne, że Lechia w styczniu chciała ze mną podpisać kontrakt, na który się nie zgodziłem. W czerwcu powiedziano mi, że przegrałem rywalizację. Jeżeli klub chce ze mną podpisać kontrakt, a przez miesiąc nie dostałem nawet szansy pokazania się w pierwszym zespole, by walczyć o pierwszą jedenastkę, jest to dla mnie dziwne. Przez miesiąc nie zapomniałem chyba, jak się gra w piłkę. Przedłużono moje odejście do czerwca, powiedziałem, jakie są moje warunki w związku z tym, myślę, że zachowałem się fair w stosunku do Lechii. Tymczasem klub dalej mi utrudniał – podkreślę – oni mnie nie chcieli, a nie ja chciałem odejść.
Nie miał Pan zatem propozycji z klubów Ekstraklasy?

Były zapytania z Ekstraklasy, jednak bez żadnych konkretów. Zadzwonili do mnie za to działacze Niecieczy z propozycją transferową, z opcją kontraktu i byłem w szoku. Nie jestem człowiekiem, który ma na koncie miliony. Jeżeli bym był w takiej sytuacji, podpisałbym kontrakt w klubie Ekstraklasy i grał za dużo mniejsze pieniądze. Tymczasem klub z Niecieczy przedstawił mi bardzo dobre warunki finansowe, co zaważyło na tym, że podpisałem kontrakt.
Co Pan sądził o klubie, zanim pojawił się Pan w nim po raz pierwszy? Co Pan sądzi o tych, którzy uważają, że najwyższe klasy rozgrywkowe powinny należeć do klubów z większych miast?
Pierwszej opinii zasięgnąłem od Łukasza Szczoczarza, z którym grałem razem w Cracovii i dalej utrzymywałem kontrakt. Spędziłem z nim też wakacje, podczas których rozmawialiśmy na temat Termaliki. Wypowiadał się o nim w samych superlatywach. Odnośnie do komentarzy głoszących m.in., że takie kluby nie mają prawa istnieć, warto spojrzeć na przykład Groclinu. Fakt, że nie ma go już na mapie Ekstraklasy, jednak osiągnął pewne sukcesy, zagrał na arenie międzynarodowej i w dużej mierze pokazał, że taki klub może istnieć. Nieciecza może pójść tym samym wzorem. Jestem o tym święcie przekonany. Są tutaj ludzie charakterni, którzy bardzo chcą osiągnąć sukces. Moim zdaniem, gra w I lidze jest bardzo dużym sukcesem, jednak są tutaj tacy, którym to jeszcze mało. Jeśli będą szli tropem mądrego myślenia i poukładają sobie to zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, to jestem pewien, że ten klub może zagrać w Ekstraklasie. Nie zapominajmy jednak, że Termalica jest na razie beniaminkiem w I lidze i na tę chwilę powinna nauczyć się funkcjonowania w niej, utrzymać, okrzepnąć i myślę, że wszystko przed nami.













