Juventus Turyn po intensywnych atakach ledwie zremisował z drużyną Fiorentiny 1:1. Zespół ze stolicy Toskanii za taki wynik musi przede wszystkim dziękować swojemu bramkarzowi, Arturowi Borucowi, który tym samym udowodnił, iż władze klubu w żadnym wypadku nie popełniły błędu, przedłużając z nim kontrakt. Polski golkiper bezapelacyjnie zasłużył na miano najlepszego zawodnika meczu.
Spotkaniem dwóch zespołów, w których najbardziej widoczne są braki kadrowe spowodowane kontuzjami, czyli meczem Juventus – Fiorentina zakończyły się sobotnie występy w ramach 14. kolejki Serie A. Co również istotne, meczem z drużyną „Violi” drużyna ze stolicy Piemontu rozpoczęła polski sprawdzian przed meczem Ligi Europy z Lechem Poznań. Pierwszą polską przeszkodą na drodze „Bianconerich” był nasz golkiper, występujący na co dzień w ekipie z Stadio Artemio Franchi, Artur Boruc.

Obie jedenastki zagrały w swoich tradycyjnych trykotach i co istotniejsze, pierwsze minuty meczu od początku zwiastowały masę emocji. Gra od pierwszej chwili była płynna, natomiast akcje przeprowadzane były w szybkim tempie. Jednak na dobrą sprawę pierwsza akcja, po której de facto padł gol, wcale nie zapowiadała takiego przebiegu wydarzeń. Ledwie po 240 sekundach gry na prawym skrzydle boiska dośrodkowaniem zaimponował Peruwiańczyk, Juan Vargas. Zdecydował się na wstrzelenie piłki w pole karne, dograł ją tak, że interweniujący w tej sytuacji obrońca Juventusu, Marco Motta, skierował ją do własnej siatki, dając jednocześnie prowadzenie w meczu swoim adwersarzom.
Juventus zniesmaczony takim obrotem sprawy ruszył do ataku. Naturalnie głównym inicjatorem akcji ofensywnych, którego notabene chyba najbardziej muszą się obawiać defensorzy poznańskiego Lecha, był Serb Milos Krasić. Piłkarz występujący z numerem 27 na pasiastej koszulce „Starej Damy” dawał się we znaki zarówno Alessandro Gamberiniemu jak i Manuelowi Pasqualowi. Obaj odczuli oddech blondwłosego pomocnika Juventusu po raz pierwszy już w 8. minucie meczu, aczkolwiek z tym atakiem ostatecznie uporał się były bramkarz Legii Warszawa i Celticu Glasgow, czyli popularny „Holy Goalie”.
Kolejna warta odnotowania akcja, dzięki której swoje umiejętności ujawnił wychowanek Pogoni Siedlce, miała miejsce po 20 minutach meczu. Na strzał zdecydował się wtedy Claudio Marchisio, otrzymując płaskie poddanie od Marco Motty z tym, że na posterunku ponownie był świetnie ustawiony wspomniany polski bramkarz. Niespełna dziesięć minut później Juventus po raz kolejny pokazał się z wyśmienitej strony. Bardzo dobrze skonstruowany przez turyńczyków atak pozycyjny, gdzie Krasić zacentrował futbolówkę w „szesnastkę” Boruca, zakończył się jednak niecelnym strzałem z przewrotki Alberto Aquilaniego.












