Kaniecki: Stresik był


Bartosz Kaniecki był cichym bohaterem wczorajszego spotkania Lechii Gdańsk z Lechem Poznań. Golkiper nie miał wiele pracy, ale kiedy już musiał interweniować, robił to pewnie i bez zbędnych ceregieli. Młody bramkarz znalazł po meczu chwilę, aby odpowiedzieć na parę pytań.


Udostępnij na Udostępnij na

Ostatnio grałeś na wypożyczeniu. Jak wyglądała Twoja motywacja do gry?

Motywacja musi być zawsze. Może ostatnim razem było nieco gorzej, ale skoro jestem już pełnoprawnym zawodnikiem drużyny, to motywacja jest ogromna – na taki mecz, na taki stadion. Dla takich kibiców warto grać i wygrywać.

Nie miałeś dzisiaj spektakularnych interwencji, bo strzały Lecha nie były groźne.

Dokładnie. Większość roboty wykonywali obrońcy, którzy poprawiali wszystkie błędy. Jarek Bieniuk i cała linia obronna spisała się na medal i dlatego zwyciężyliśmy.

Jak Ci się gra z byłymi kolegami z Widzewa?

Rzeczywiście z tyłu się zrobił taki mały trójkąt widzewski w składzie: ja, Jarek, Maderka. Na pewno znamy się nie od dziś i fajnie się nam razem gra. Dziś się udało, więc się cieszę.

Jak wyglądała Twoja rywalizacja z drugim bramkarzem w momencie, kiedy się dowiedziałeś, że zagrasz?

Dowiedziałem się w środku tygodnia, dzisiaj trener to potwierdził, no i cóż, cieszę się, oby tak dalej.

Myślisz, że zagrasz w Białymstoku choćby w jednym meczu?

Myślę, że tak, nic nie stoi na przeszkodzie, aby tam pojechać, przejść do kolejnej rundy pucharu, a potem zdobyć trzy punkty w lidze.

Jak sobie tłumaczysz Twój los w Gdańsku? Podobno byłeś już bliski rozwiązania kontraktu z Lechią.

Mój tata zawsze powiadał, że trzeba się poddać fali, więc poddałem się fali. Wcześniej fala Bałtyku zniosła mnie z planowanego kursu, ale dzisiaj powróciłem na dobrą drogę.

Czy swoją grę w Młodej Ekstraklasie traktowałeś jako zsyłkę czy była to dodatkowa możliwość wykazania się?

Nie traktowałem tego jak zsyłki. Dawno nie prezentowałem dobrego futbolu, a tam miałem okazję znowu rozegrać parę dobrych spotkań i dzisiejszy mecz jest zwieńczeniem tego wszystkiego.

Odczuwałeś stres przed meczem?

Nogi mi nie drżały, ale stresik był, żołądek się skurczył. Jednak gdy wyszedłem na rozgrzewkę, byłem niesiony dopingiem kibiców, emocje opadły i wszystko było fajnie.

PGE Arena często przytłaczała Twoich kolegów. Czy to zwycięstwo raz na zawsze skończy złą passę meczów u siebie?

Jestem trochę przesądny, ale skoro już jestem w bramce, to liczę, że będzie coraz lepiej.

Jakie są perspektywy na najbliższą przyszłość? Zostaniesz w pierwszym składzie?

Chciałbym, żeby tak było. Jedziemy teraz na dwa mecze do Białegostoku i liczę, że z obu wyjdziemy zwycięsko.

Więcej zdjęć na Bialoczerwoni.com.pl

Najnowsze