Bartosz Kaniecki po raz pierwszy w tym sezonie zagrał w barwach Lechii Gdańsk. Po meczu nie należał do najszczęśliwszych.
– Bramkarz nie może być zadowolony po meczu, w którym wpuszcza trzy bramki. Wydaje mi się, że nie popełniłem błędów, ale muszę to jeszcze przeanalizować. Dużo ćwiczyliśmy obronę przy stałych fragmentach gry, ale widać, że musimy ćwiczyć jeszcze więcej.
Bramkarza gdańskiego klubu widocznie bolał fakt straconego gola w końcówce meczu, zwłaszcza, że to już nie pierwszy raz z tym rywalem.
– Nie tak sobie wyobrażałem to spotkanie, mieliśmy zgarnąć trzy punkty i cieszyć się dalszą grą. Mieliśmy strzelić Pogoni gola w 90. minucie, bo to ona dwa razy tak nas karała w poprzednich meczach. Wierzyłem w to, niestety… Pogoń trzeci raz nas kara.
Kaniecki nie chciał na chłodno oceniać ostatniej straconej bramki, ale jest przekonany, że takie gole nie padają często.
– Trzeci gol był niecodzienny, na stadionie zapadła cisza i nagle piłkarz Pogoni znalazł się w naszym polu karnym. Wcześniej udało mi się obronić strzał Bąka, to był instynkt.