Są w Polsce miasta, gdzie futbol odgrywa drugoplanową rolę, mając obok siebie inną dyscyplinę sportu, w której sukces to chleb powszedni. Jedną z takich miejscowości wydają się Tychy. Tam piłka nożna znajduje się tylko w cieniu hokeja, w którym miejscowy GKS od dłuższego czasu zdobywa co sezon medal mistrzostw Polski. Za to piłkarski GKS bije się od kilku lat o awans do I ligi. Klub jest na najlepszej drodze do zmiany klasy rozgrywkowej, będąc po rundzie jesiennej na czele grupy zachodniej II ligi.
Historia w pigułce
Początki GKS-u sięgają 20 kwietnia 1971 roku. Na mocy uchwały Komitetu Powiatowego PZPR w sprawie rozwoju turystyki i sportu w Tychach powołano wielosekcyjny klub sportowy, łącząc kilka drużyn. Sukcesy piłkarskie przyszły bardzo szybko. Już w 1974 roku GKS awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Zaledwie dwa lata później tyszanie znaleźli się na podium ligi, zdobywając wicemistrzostwo kraju. Zaowocowało to powołaniem Romana Ogazy do reprezentacji Polski na IO w Montrealu i awansem do Pucharu UEFA. W I rundzie tych rozgrywek przyszło im się zmierzyć z FC Koeln. GKS przegrał na wyjeździe 0:2, a u siebie zremisował 1:1, dość szybko żegnając się z europejskimi pucharami.

Niestety historyczny rok 1976 był początkiem równi pochyłej. Wkrótce z klubu wykupiono najlepszych piłkarzy, GKS spadł do II ligi, a następnie jeszcze niżej. I liga zawitała ponownie do Tychów dopiero pod koniec lat 90. Ojcem sukcesu był Piotr Buller, przez którego niedługo potem drużynę rozwiązano z powodu długów. W jej miejsce utworzono GKS Tychy ’71. W 2008 roku po awansie drużyny do II ligi powrócono do pierwotnej nazwy klubu oraz historycznego herbu.
Tu i teraz
Obecnie priorytetem GKS-u jest awans do I ligi. Zadanie takie postawiono w czerwcu ubiegłego roku przed Piotrem Mandryszem, który na razie wywiązuje się ze swoich zobowiazań. Jego podopieczni zdobyli jesienią najwięcej punktów w grupie zachodniej II ligi. Tyszanie zgromadzili na swoim koncie 39 oczek w 20 kolejkach, wypracowując trzypunktową przewagę nad Chrobrym Głogów, Chojniczanką Chojnice i Miedzią Legnica. O dziwo, klub lepiej spisuje się, grając na obcych terenach. GKS jest jedyną drużyną w lidze, która na wyjazdach nie zaznała jeszcze goryczy porażki, notując sześć zwycięstw i cztery remisy. Nieco gorzej przedstawia się bilans spotkań u siebie, gdzie piłkarze odnieśli pięć wygranych, dwa remisy i trzy porażki.
– Zdobyliśmy tyle punktów, że pozwoliło nam to na zajęcie pierwszego miejsca. Wiem jednak, że w naszej grze jest jeszcze wiele mankamentów, których wyeliminowanie spowodowałoby, że tych punktów mogłoby być jeszcze więcej. Pierwsza część tej rundy była w naszym wykonaniu taką grą wynikowo w kratkę. Zanotowaliśmy wówczas w siedmiu spotkaniach trzy porażki, tym bardziej bolesne, że wszystkie w roli gospodarza. Wydaje mi się, że przełomowy mecz miał miejsce w Gdyni, gdzie graliśmy z Bałtykiem. Przemeblowałem trochę skład, który się sprawdził. Można powiedzieć, że to był taki moment zwrotny – ocenił minioną jesień Mandrysz.













