Za krakowskim Hutnikiem niezwykle burzliwy okres. Intensywne, zimowe okienko transferowe, zbiegło się z informacjami o trudnej sytuacji w klubowym budżecie. Na domiar złego, drugoligowiec po pierwszych kolejkach rundy wiosennej wylądował w strefie spadkowej i szykuje się do trudnej walki o utrzymanie. O okienku transferowym i działaniach klubu na polu skautingowym rozmawiamy z jego dyrektorem, Kamilem Tyborem.
W ostatnich miesiącach dużo mówiło się o problemach finansowych w Hutniku. Jak wygląda sytuacja w klubie?
Niektóre informacje, zwłaszcza te pojawiające się jeszcze w tamtym roku były kompletnie wyssane z palca lub bardzo mocno „koloryzowane”. Wiadomo, że sensacja się klika. O tym, że będą czekały nas cięcia finansowe, zarząd klubu mówił otwarcie już przed rozpoczęciem sezonu. Nikt nie ukrywa tego, że jest biedniej niż w poprzednich latach. Nie jest to żadną tajemnicą.
Te cięcia finansowe, o których mówisz wpływają na codzienne funkcjonowanie klubu?
Na pewno nie w drastycznym stopniu. Sytuacja jest stabilna, ale musimy funkcjonować w ściśle określonych ramach i nie przekraczać ich.
Możesz to rozwinąć?
Widać to choćby w naszej polityce transferowej, która uległa zmianie. Ogranicza nas dużo mniejszy budżet, dlatego też nie mogliśmy sobie pozwolić na jakieś spektakularne ruchy kadrowe.
Patrząc na ruchy, jakich dokonaliście zimą to one wydają się być dobre. Jak oceniasz ostatnie transfery?
Oceniam je pozytywnie. Udało się „wyciągnąć” maksimum i pozyskać bardzo dobrych zawodników, którzy dają sztabowi większe pole manewru, zwłaszcza w ofensywie. Uważam, że podczas tego okienka na Suchych Stawach wykonany został kawał ciężkiej pracy i za to wszystkim należą się brawa.
Mówisz o skautingu?
Też, jednak u nas za transfery odpowiada wielu ludzi. Sztab, trenerzy, zarząd czy dyrektor sportowy i o tym właśnie mówię. Zimowe okna transferowe mają do siebie to, że nie należą do łatwych, w naszej sytuacji tym bardziej, a została wykonana tytaniczna wręcz praca i trzeba to docenić.
Poruszasz kwestię, o którą chciałem zapytać, więc zrobię to od razu. Jak wygląda w Hutniku proces od obserwacji do podpisania kontraktu? Możesz o tym mówić?
Nie mamy nic do ukrycia (śmiech). W dużym skrócie to za wszystko odpowiada zarząd, skauting i trenerzy. Obserwujemy i analizujemy grę zawodników pod różnym kątem, weryfikujemy też oferty wpływające do klubu z różnych źródeł i to tworzy nam jakiś zarys. Bardzo aktywny w tym wszystkim jest sztab, wszyscy szkoleniowcy. Chcemy minimalizować ryzyko. W ostatnim etapie do akcji wkracza już zarząd i dyrektor sportowy Leszek Janiczak.
Wracając jeszcze do finansów to sytuacja z nimi związana odbija się to w jakiś sposób na pracy działu skautingu?
Na to pytaniu odpowiedziałem już w jednym z wcześniejszych. Nie możemy sobie pozwolić na wszystko, musimy działać ściśle wedle naszych obecnych możliwości.
Zapytam inaczej: jakie są Wasze możliwości?
Ograniczone, w stosunku do tych, jakimi dysponowaliśmy we wcześniejszych latach.
Czy ograniczony budżet sprawia, że Hutnik musi jeszcze bardziej szukać „okazji transferowych”?
Musimy wykazywać się kreatywnością i zarazem popełniać jak najmniej pomyłek.
Przeglądałem transfery do klubu w ciągu kilku ostatnich lat i odsetek tych nietrafionych transferów jest rzeczywiście mały.
Tak. Analizując całokształt to nawet, gdy jeszcze nie pracowałem w klubie to tych nieudanych transferów nie było stosunkowo dużo. Myślę, że bierze się to stąd, że zarząd od początku odbudowy podchodzi do wszystkiego bardzo racjonalnie.
W sytuacji w jakiej się obecnie znajdujecie kładziecie większy nacisk na młodych zawodników i rozwój zamiast gotowych piłkarzy?
Odpowiem tak: w Nowej Hucie ten nacisk na młodych zawodników to nieodłączny element. Tożsamość Hutnika, od samego początku, i jedna z największych wartości.
Czyli model funkcjonowania ma opierać się na wychowankach?
Nie ma się opierać. On się opiera. To powód do dumy, że Hutnik potrafi szkolić i umie wypuszczać odpowiednio przygotowanych zawodników w świat. W tych ostatnich latach dobrze to widać, młodzi gracze ogrywają się u nas na poziomie centralnym, a praktycznie co okienko ci najbardziej wyróżniający się trafiają do klubów z wyższych lig. Tak jak teraz Ksawery (Semik, przypuszcza redakcja).
Młodzi gracze trafiają i mają trafiać docelowo do pierwszej drużyny z akademii?
Tak. Akademia Piłkarska to bardzo duży atut naszego klubu, szkoli na co dzień ponad 500 zawodników i efekty tego procesu szkoleniowego są widoczne. Przywrócona została też druga drużyna, której zadaniem jest jeszcze mocniej przygotowywać piłkarsko i dawać doświadczenie na poziomie seniorskim.

Hutnik II gra w IV lidze. W drużynie występują wyłącznie wychowankowie?
Dokładnie. Hutnik II to w większości młodzi zawodnicy wychowani przy Ptaszyckiego. Najmłodsza ekipa IV ligi. Akademia i szkolenie w Hutniku to bardzo rozległy temat. Jeżeli mogę skorzystać z okazji to polecam ci przy okazji porozmawiać z prezesem Trębaczem, dyrektorem Antkiewiczem czy trenerem „dwójki”, Mariuszem Bieniasem. Oni z pewnością mogą przedstawić wiele ciekawych i konkretnych faktów związanych z tym tematem, o którym właśnie rozmawiamy.
Wasza drużyna walczy obecnie o stabilizację i jest w dole tabeli 2. Ligi. Bardzo dobry początek, później spory kryzys. Teraz dwie porażki i wysokie zwycięstwo z KKS. Czy kadra ma potencjał, by w przyszłości walczyć o coś więcej?
Mamy młodą kadrę, a to wiąże się poniekąd z wahaniami formy – tak po prostu jest z tymi zawodnikami, potrzeba im czasu i trzeba być cierpliwym. Początek mieliśmy rzeczywiście świetny, ale przyszło wiele spotkań, wysoka intensywność i pojawił się kryzys. Chociaż uważam też, że kilka razy zabrakło nam szczęścia, bo drużyna potrafiła grać bardzo dobre mecze. Mamy ambitny zespół, bardzo oddany pracy sztab, który ma pomysł i ja wierzę w to, że wyniki ulegną poprawie.
Jakie są cele Hutnika na ten sezon?
Teraz potrzebujemy po prostu spokoju, tak, żeby dobrze punktować.
Interesuje mnie jeszcze skauting. Jesteście klubem, który umie „wyciągać” piłkarzy z niższych lig. 3, 4 liga – tam głównie spoglądacie?
Patrzymy wszędzie, jednak te niższe rozgrywki to także świetne środowisko, w którym można znaleźć bardzo utalentowanych zawodników. 3. Liga to „wylęgarnia”, zauważa to coraz więcej klubów i też na nią spogląda.
Co w niej takiego specjalnego?
3 Liga to doskonałe pole do rywalizacji dla tych młodych graczy. Mogą się w niej rozwijać, sprawdzić i wypłynąć na „głęboką wodę”. Ogólny poziom też jest dość wysoki. Myślę, że teraz, gdy wiele klubów na tym poziomie ulega większej profesjonalizacji to idealne zaplecze.
A niższe ligi?
Tam też jest wielu ciekawych zawodników. Warto je śledzić i dawać szansę najlepszym.
Gracze z niższych lig są gotowi na poziom centralny?
Zdarzają się takie przypadki, jednak w większości potrzebują trochę czasu czy oszlifowania, przyzwyczajenia się do tempa, które w 2. Lidze jest już zdecydowanie wyższe.
Mógłbyś podać przykłady takich zawodników wybijających się powiedzmy w IV lidze, mogących wskoczyć na wyższy poziom?
A napiszesz to? (śmiech).
Tak. Interesujący temat.
Nie chcę tego robić, ponieważ śledzimy takich graczy, a konkurencja nie śpi.
Rozumiem. Zmieniam więc temat. Chcę zapytać w jakich regionach działają skauci z Nowej Huty?
Ogólnie w całej Polsce. Nie ograniczamy się do konkretnych regionów. Staramy się być obecni wszędzie, jeżeli mamy taką sposobność.
Mówiłeś wcześniej, że w procesie skautingowym aktywny jest sztab. Jak wygląda współpraca z trenerami?
Współpraca z trenerami wygląda bardzo dobrze. Mamy w sztabie ludzi bardzo mocno związanych z Hutnikiem, a dodatkowo są otwarci, kontaktowi i pomocni, nawet pomimo tego, że mają dużo swoich obowiązków. Oni też poświęcają wiele czasu na analizę zawodników.
Dział skautingu dostaje od trenerów konkretne informacje na temat pożądanych piłkarzy?
Tak. Mamy profile piłkarzy z określonymi przez trenerów cechami i staramy się to dopasowywać.
A czy zbieracie jakieś inne informacje o zawodnikach?
Oczywiście. Zbieramy różne opinie, staramy się rozszyfrować charakter piłkarza, dotrzeć do jak największej ilości materiału, który pozwoli stwierdzić na przykład to jakim jest człowiekiem. Według mnie to ważne.
Skauting to taki piłkarski wywiad?
Poniekąd właśnie tak jest. Dobry skauting to przewaga nad konkurencją.

Jak oceniasz rozwój skautingu w naszym kraju? Ta konkurencja jest coraz większa?
Niewątpliwie skauting w Polsce bardzo mocno się rozwinął i konkurencja jest coraz większa, chociaż nie ma jeszcze zbyt wielu klubów, które można postawić w ścisłym europejskim TOP-ie. Wydaje mi się, że nie jest też odpowiednio doinwestowany, ponieważ ograniczają go choćby budżety. Na pewno idzie w dobrym kierunku.
Dobrze prowadzony skauting to korzyści dla klubu – takie zdanie często pojawia się na różnych portalach, w mediach. Jest modne. Powiedz jakie to korzyści?
W krótkoterminowej perspektywie to na pewno dopasowanie zawodnika do stylu drużyny i zmniejszenie ryzyka. Jednak ja uważam, że dobrze funkcjonujący skauting przynosi więcej korzyści w szerszym kontekście, długoterminowym. Poszerza horyzonty, daje lepszą znajomość rynku, pomaga w identyfikacji talentu i w ocenie dalszego potencjału – daje klubowi przewagę sportową.
Ilu Hutnik ma skautów?
Jedenastu. Są to ludzie nie tylko z Polski. Jest też na przykład skaut z USA.
USA? To ciekawe. Jest szansa, że zobaczymy Amerykanina w zespole?
Szansa jakaś zawsze jest, ale pamiętaj, że od obserwacji czy rekomendacji do transferu daleka droga. To nie jest takie proste, a wpływ na ostateczne rozwiązania ma wiele czynników.
Kogo tam obserwujecie?
Alejandro (nasz skaut) skupia się głownie na obserwacji piłkarzy z polskimi korzeniami. Zbieramy wiedzę, która może przydać się w przyszłości.
Wiele klubów współpracuje też z byłymi piłkarzami i wykorzystuje ich w skautingu. W Nowej Hucie macie kogoś takiego?
Jednym z naszych skautów jest Bartek Cieśla. Wychowanek klubu, który na Suchych Stawach spędził sporo czasu jako zawodnik.
Długo już rozmawiamy, więc żeby spójnie zamknąć ten wywiad zapytam o to, jakie perspektywy widzisz przed Hutnikiem?
Hutnik to klub ludzi, którzy są w stanie wiele dla niego zrobić. Tutaj mam na myśli wszystkich, od zarządu po kibiców. Na Suchych Stawach panuje bardzo serdeczna atmosfera, każdy chce zrobić coś dobrego. To fundament, na którym można budować, więc o przyszłość byłbym spokojny – nawet mimo tego, że chwilowo nie możemy się rozpędzić.
Brakuje stadionu, a choć co jakiś czas pojawiają się obietnice ze strony polityków to nic z tego nie wynika. Nowoczesny obiekt jest potrzebny całej dzielnicy. I gdyby taki powstał to jestem przekonany, że „HKS” mógłby wejść na inny „level”