Reprezentacja Kamerunu pokonała, po bardzo emocjonującym spotkaniu, reprezentację Zambii. Dzięki temu zwycięstwu „Nieposkromione Lwy” odzyskały komfort psychiczny – sprawa awansu do kolejnej fazy turnieju jest w ich rękach.
Przed meczem sytuacja Kamerunu nie wyglądała dobrze. Porażka w meczu z Gabonem dawała ostatnie miejsce w grupie. Zambia miała na koncie remis z Tunezją. W drugim dzisiejszym meczu w tej grupie padł bezbramkowy remis. „Nieposkromione Lwy” musiały wygrać swoje spotkanie, by mocno nie skomplikować sobie sytuacji.

Początek meczu pozwalał sądzić, że Kamerun nie będzie miał problemów z pokonaniem Zambii. Jednak z czasem wszystko zaczęło się wyrównywać, obie drużyny popełniały proste błędy w środkowej strefie boiska, co owocowało sporą liczbą szybkich kontr. Najważniejsza akcja pierwszej połowy była właśnie taką kontrą. Piłka stracona przez Kamerun szybko została przerzucona na lewe skrzydło, gdzie zawodnik Zambii popisał się ładnym rajdem, a następnie posłał niską piłkę w kierunku bramki strzeżonej przez Carlosa Kameniego. Napastnika „Miedzianych Pocisków” pędzącego środkiem uprzedził Rigobert Song, rekordzista pod względem występów w PNA. Jednak zamiast, jak przystało na doświadczonego piłkarza, grającego w najmocniejszych ligach europejskich, wybić futbolówkę na rzut rożny, uderzył ją głową w kierunku własnej bramki. Brak gola samobójczego można zawdzięczać tylko refleksowi bramkarza reprezentacji Kamerunu i Espanyolu Barcelona. Kameni piłkę odbił, ale dopadł do niej Mulenga i z metra wpakował do siatki.
Gol dla Zambii był z pewnością wielkim szokiem dla „Nieposkromionych Lwów”, ataki na bramkę rywala wciąż nie przynosiły efektów. Szwankowało przede wszystkim rozegranie. Samuel Eto’o, kapitan i największa gwiazda zespołu, był osamotniony w ataku i coraz bardziej sfrustrowany. Trzeba wspomnieć, że to reprezentanci dawnej Rodezji Północnej powinni byli zdobyć kolejnego gola, ale zarówno doskonały strzał z rzutu wolnego, jak i późniejsza dobitka zatrzymały się na rękach znakomitego dziś Carlosa Kameniego. W pierwszej połowie, oczywiście poza bramkarzem, należy pochwalić wspomnianego Rigoberta Songa, który trzymał w ryzach całą defensywę, a także jego siostrzeńca, Alexandre Songa, który wydawał się być jedynym graczem drugiej linii mającym jakiś pomysł na grę.
Po zmianie stron za grę wziął się Kamerun. Eto’o i spółka nieustannie nękali bramkę Zambii. Początkowo nie przynosiło to efektów. Przeciwnicy bronili się mądrze. Jak to bywa, gdy cała drużyna się stara, wystarczy błąd jednostki, by zaprzepaścić cały trud. Tym razem ta rola przypadła bramkarzowi Zambii – Mweene. Akcja, po której padła wyrównująca akcja, była kuriozalna. Znajdujący się na 40. metrze od bramki Geremi popędził za piłkę toczącą się w kierunku linii bocznej, dopadł do niej i mocnym kopnięciem posłał w pole karne rywala. Źle ustawiony bramkarz nie potrafił jej złapać, a futbolówka wylądowała w siatce. Kamerun poszedł za ciosem.











