Czy oglądaliście kiedyś serwisy informacyjne albo wiadomości sportowe na parę dni przed ważnym sprawdzianem naszej kadry narodowej? Jeśli tak, to pewnie znacie te kilkuminutowe materiały dziennikarzy z rodzaju: czego to kadra nie robiła – wycieczki na ścianę wspinaczkową, spływ kajakowy czy wspólny grill. A to nie wszystko! Coraz więcej kibiców reprezentacji Polski zadaje sobie proste pytanie – czy to prawdziwa integracja, czy gra aktorska na poprawę wizerunku?
Czasem gdy patrzę na naszą kadrę jako całość, to mam nieodparte wrażenie, że tę grupę facetów niewiele łączy poza tym, że razem reprezentują 40-milionowy europejski naród. Nie skupiają się w grupę, nie ma między nimi chemii, brakuje zdrowej atmosfery. Nie mówię, że brak im miłości do orzełka, ale wydaje się, że kwestią kluczową, gdy rozmawiamy o problemach reprezentacji, jest brak ducha w zespole. Do tego dochodzą: różne pogłoski, plotki, półprawdy albo informacje, o których nie wiemy, czy bliżej im do kłamstwa, czy do prawdy. Od dawna mówi się o podziałach w drużynie – o frakcji Lewandowskiego i o grupie tych, którym bliżej do Błaszczykowskiego. Plotki rodem z serwisów zajmujących się polityką…
Nawałka swego czasu sam grał w piłkę. Ba! Występował też w kadrze narodowej. O ile niektórzy będą zarzucać Nawałce niedostatki w wiedzy trenerskiej, o tyle o nieznajomość piłkarskiej szatni, jej klimatu i tajemnic nie można selekcjonera oskarżać. Bądź co bądź 34 mecze w reprezentacji nie naliczają się tak szybko i łatwo jak kolejne złotówki na liczniku Balcerowicza. Wydaje się, że to też było ważne dla Zbigniewa Bońka, gdy ten wybierał byłego kolegę z boiska na stanowiska pierwszego trenera w kraju. Co więcej, były piłkarz Wisły Kraków (niemal 200 występów dla krakowskiego klubu) doświadczył już kadry ze stanowiska trenera, konkretnie będąc asystentem słynnego Leo Beenhakkera, gdy ten przyjechał do Polski zmienić poziom naszych futbolistów na „international level”. Szczególnie tamten okres mógł być dla Nawałki cenny pod względem zebranych doświadczeń, bo kadra Holendra przeżywała wzloty i upadki. Nawałka zaliczył więc typowy rollercoaster – widział więc, co się dzieje, gdy jest się na szczycie, tak samo jak jest, gdy trafiał się dołek.
Co z tego? Ano to, że Nawałka, posiadając takie doświadczenie, widzi, czego brakuje jego zespołowi do tego, aby mógł osiągać tak upragnione przez fanów wyniki. Były trener zabrzan jest człowiekiem ambitnym i inteligentnym i na pewno zauważył brak charakteru drużyny, tym bardziej że zawsze kładł na to nacisk jako coach klubowy. Widząc, jak mało ma czasu na zgrupowaniach, uznał, że same treningi nie wystarczą do polepszenia się atmosfery i sformułowania prawdziwej drużyny. Dlatego też doszedł do wniosku, że warto poświęcić trochę czasu na samą integrację, bez udziału piłki, bo przyniesie ona wymierne korzyści w postaci umacniania się więzi między piłkarzami. Nie mówimy tu o przyjaźniach na lata rzecz jasna, raczej o tym, żeby piłkarze mieli okazję się lepiej poznać i porozmawiać z dala od boiska i tematów z nim związanych.
Bo patrząc trzeźwym okiem, od jakiegoś czasu można dojść do wniosku, że grupy takich piłkarzy to nie mieliśmy od wielu lat. „Nasi” regularnie grają w takich klubach jak: Sevilla, BVB, Bayern, Arsenal czy kapitanują w Torino. Za Beenhakkera osiągaliśmy świetne wyniki w porównaniu z naszym ówczesnym potencjałem, a to dlatego, że wówczas większość naszych kadrowiczów, jeśli w ogóle znajdowała się w kadrach dużych zachodnich klubów, to raczej siedziała na ławce rezerwowych bądź podziwiała mecze z wysokości trybun. Kontynuując ten tok rozumowania, wydaje się, że jeśli stworzy się z tej grupy piłkarzy zespół (nie tylko na papierze), to mogą nadejść w końcu jasne dni dla polskiej piłki.











