Marcin Kaczmarek był wyróżniającym się zawodnikiem Widzewa w starciu z Lechią. Jego starania jednak na nic się zdały, bo łodzianie przegrali dziś 0:1. Zła passa trwa – w siedmiu ostatnich meczach podopieczni Radosława Mroczkowskiego zdobyli zaledwie trzy punkty.
Dzisiejsze spotkanie Widzewa z Lechią nie było zbyt wielkim widowiskiem.
Zgadza się, trudne warunki, w pełnym słońcu, murawa też nie pomagała w graniu. Straciliśmy bramkę w pierwszej połowie, później chcieliśmy odrobić, ale cofnęliśmy się, zamiast troszeczkę wyżej podejść do przeciwnika i agresywniej zagrać. Nie zrobiliśmy tego i przegrywamy mecz.
Piłka raz wylądowała w siatce Lechii – to był Twój gol czy Radek Matusiak dobijał głową?

Radek zdobył bramkę, ale nie wiem, czy był spalony czy nie. Nawet jeśli bramka byłaby zdobyta prawidłowo, to i tak się tego nie przywróci. Szkoda, bo liczna publiczność przyszła i chciała zobaczyć dobry futbol. Niestety, przegraliśmy mecz.
Wielu piłkarzy mówi, że 13:30 to nie jest ich ulubiona godzina rozgrywania spotkań.
Telewizja to ustala, takie prawa sobie wykupiła i musimy grać, dzisiaj padło na nas. W następnej kolejce wszystkie mecze są o 17:00, więc może będzie bardziej sprzyjająca pogoda. Takie same warunki były dla nas, jak i dla Lechii. Trzeba grać dalej, jeszcze zostały dwie kolejki i jest sześć punktów do zdobycia.
Czułeś, że Lechia jest bardzie zdeterminowana, by zdobyć dziś punkty, niż Wy?
Tak, wiadomo było, ile Lechia ma punktów i w jakiej jest sytuacji. My na to nie patrzyliśmy, chcieliśmy wygrać mecz, a to nam się nie udało. Lechia miała przewagę w posiadaniu piłki, strzeliła bramkę i później kontrolowała grę.
Jak Ci się grało przeciwko byłym kolegom?
To już nie pierwszy raz. Było bardzo dobrze, ale wynik jest nie taki, o jaki chodziło.











