Marcin Kaczmarek należał do najlepszych zawodników sobotniego spotkania między Widzewem a Koroną. Po meczu łódzki pomocnik wypowiedział się na temat gry najskuteczniejszego snajpera „Czerwono-biało-czerwonych”, Eduardsa Visnakovsa, oraz zdradził, w jaki sposób piłkarze Widzewa zamierzają zmusić Thomasa Phibela do pozostania w zespole z Łodzi.
To było niesamowite spotkanie – czerwona kartka dla bramkarza gości w pierwszych minutach meczu, szybkie prowadzenie Widzewa, a później gol do szatni ze strony Korony mimo gry w osłabieniu. W przerwie w szatni można było odczuć u Was małe podenerwowanie?

Faktycznie, mecz dobrze się dla nas ułożył. Jako pierwsi zdobyliśmy bramkę i prowadziliśmy grę. W końcówce pierwszej połowy nastąpił ten niefortunny stały fragment gry dla Korony. To był zdecydowanie nasz błąd, powinniśmy wybić piłkę jak najdalej od naszego pola karnego, by do tej sytuacji nie doszło. Ale cóż, straciliśmy bramkę. Myślę, że w drugiej połowie Korona zagroziła nam jedynie wbijaniem długich piłek w nasze pole karne i jakimiś stałymi fragmentami gry. Nic wielkiego nie pokazała. My chcieliśmy grać, utrzymywać się przy piłce. I przede wszystkim strzelić zwycięską bramkę. To się udało i dowieźliśmy zwycięstwo do końca.
Rośnie w Widzewie nowa gwiazda, kibice głośno skandowali nazwisko Visnakovsa. Dobrze mieć w drużynie takiego snajpera?
Już tydzień temu wypowiadałem się pozytywnie o Eduardsie. Na pewno odejścia Mariusza Stępińskiego i teraz Bartłomieja Pawłowskiego to dla nas duże osłabienia, które sprawiły, że potrzebowaliśmy wzmocnień w linii ataku. Na szczęście udało się znaleźć napastnika, który przede wszystkim strzela bramki, a przecież głównie ze strzelonych goli rozlicza się zawodników grających w ataku. Na razie „Wiśni” wszystko wychodzi znakomicie – dwa mecze i cztery bramki. Wielki szacunek dla niego.
Kto był przed meczem wyznaczony do strzelania „jedenastki”?
Ja i „Wiśnia” byliśmy wytypowani do wykonywania rzutu karnego, a decyzja o tym, kto będzie strzelał, miała zapaść bezpośrednio między nami. Jestem trochę przesądny, wcześniej zostałem sfaulowany w polu karnym, dlatego pozwoliłem wykonać „jedenastkę” Eduardsowi.
Zobaczyliśmy sporo żółtych kartek. Faktycznie było to takie brutalne spotkanie czy może sędzia odrobinę przesadził z tymi napomnieniami?
Myślę, że arbiter dobrze prowadził zawody, chociaż niektóre faule dla Korony odgwizdane w pobliżu naszego pola karnego były lekko naciągane. Sędzia też jest jednak człowiekiem i ma prawo się pomylić. Była dzisiaj bardzo ostra walka, wszyscy doskonale wiemy, jak gra Korona, i z tego też powodu musieliśmy się jej skutecznie przeciwstawić.











