Po porażce w Poznaniu sytuacja Lechii Gdańsk mocno się skomplikowała. Marcin Kaczmarek nie krył rozgoryczenia faktem, że zawodnikom pomorskiego klubo zabrakło niewiele ponad pięć minut, aby wywieźć z Poznania cenny punkt.
Walczyliście, szarpaliście, ale nie udało się wywieźć punktu z Poznania. Czego zabrakło?
– Nie wiem, czego zabrakło, może troszeczkę szczęścia w pierwszej połowie przy sytuacjach bramkowych. Przyjechaliśmy do Poznania, żeby zdobyć jakieś punkty. Zabrakło pięciu minut, szkoda bo zostawiliśmy na boisku dużo zdrowia i nic z tego.
Za tydzień kolejny ciężki mecz, tym razem z Wisłą. Jak się na niego zapatrujecie?
– Mamy jeszcze dwa mecze. Nie składamy broni, bo nie jesteśmy jeszcze w fatalnej sytuacji. Jednak nie jest ona dobra. Mecz z Wisłą będzie bardzo ciężki, a w ostatniej kolejce jedziemy do Gliwic. Musimy zatem zdobyć trzy punkty u siebie. Będziemy starali się z Wisłą wygrać.
Jaki był nastrój w szatni zaraz po meczu?
– Powiem tak – byliśmy wkurzeni na siebie samych. Mogliśmy dowieźć do końca jeden punkt, a w Poznaniu to byłby duży sukces. Czeka nas teraz długa podróż i trzeba pomału myśleć o meczu z Wisłą.
Przeciwko komu grało się wam najtrudniej? Kto was w Lechu może zaskoczył?
– Nikt nas nie zaskoczył, wiadomo, jak gra Lech Poznań. Ma w drużynie duże indywidualności, bardzo szybkich zawodników i na pewno obawialiśmy się każdego z nich. Myślę, że pokazaliśmy charakter i nie mamy się czego wstydzić.
W Lechii jest kilku zawodników, których zna pan jeszcze z czasów gry w Koronie Kielce. Czy taka sytuacja ułatwia współpracę na boisku?
– Gramy ze sobą już pół roku. Jesteśmy w trójkę ja, Kuba [Zabłocki – przyp. red.] i Maciej [Kowalczyk – przyp. red.]. Skupiamy się na grze, nie myślimy, co było w Koronie, teraz walczymy o utrzymanie.










