To był wyjątkowo spokojny tydzień na angielskim rynku transferowym. Szokująco stonowany, bez kłujących w oczy inwestycji oraz elektryzujących nazwisk. Na Wyspach Brytyjskich idzie nowe? Tak, akurat. Do rozpoczęcia rozgrywek coraz bliżej, jeszcze cały sierpień przed nami. Kluby najwyraźniej chcą jeszcze poczekać, dokonać kliku przegrupowań. Nie zapominajmy też o ich corocznym szaleństwie podczas Deadline Day. Nie ma więc podstaw bić na alarm.
Niemniej jak co tydzień kaczki należy zrobić. Na wstępie podkreślmy, że było to szczególnie trudne zadanie. Musieliśmy wyjątkowo głęboko poszperać i wybrać najciekawszy ruchy ostatnich dni. Zasady pozostają bez zmian: skupiamy się na operacjach z gatunku „deal done”, bez tonięcia w nadmiarze coraz to bardziej absurdalnych sensacji bulwarówek. Z jednym wyjątkiem.
Transfery potwierdzone:
Kto: Izzy Brown
Skąd: Chelsea
Dokąd: Brighton (wypożyczenie)
Ustalmy jedno, Brown raczej nie miałby szans na regularne występy w drużynie ze Stamford Bridge. Trudno też powiedzieć, czy Antonio Conte przez ostatni rok oglądał wieczorami jego spotkania, zawodnik miniony sezon spędził w zespole Huddersfield. Rozegrał tam ponad tysiąc minut, w kluczowych meczach fazy play-off grał ponad 90 minut. Uczciwie mówiąc, coś musi w sobie mieć. Dodatkowo mistrz Anglii nie chciał się z nim rozstać, czego dowodem jest nowy kontrakt, który zresztą sam zainteresowany podpisał. Historia pokazuje, że na takich gości warto mieć baczną uwagę i to bynajmniej nie z powodu rzucającej się w oczy fryzury. W każdej chwili mogą odpalić, zwłaszcza na tle skromniejszej drużyny.
Kto: Phil Bardsley
Skąd: Stoke City
Dokąd: Burnley
To nie był, nie jest i nie będzie transfer, o którym wszyscy kibice będą dyskutować w środkach komunikacji. W ostatnim sezonie 32-letni zawodnik należał do piłkarzy szerokiego zaplecza w drużynie z Britania Stadium. Przez znaczną część rozgrywek nie mieścił się nawet na ławce rezerwowych, w jednym przypadku z powodu kontuzji, w innym na postawie decyzji szkoleniowca. I trudno się temu specjalnie dziwić. Bardsley nie prezentuje wybitnych walorów w ofensywie, to raczej typowy prawy obrońca skrojony pod „futbol XIX wieku”. Przez wiele lat rzucany z Manchesteru United na wypożyczenia w końcu zakotwiczył w Sunderlandzie, gdzie zdołał zaliczyć dwieście spotkań. Do Burnley przeszedł za „symboliczne” 2 miliony funtów. Mamy wrażenie, że dość szybko wpasuje się w filozofię drużyny.










