Juventus zaledwie zremisował po słabej grze z będącym w środku tabeli Chievo. To oznacza, że przewaga Milanu wzrosła do trzech punktów. Jednak turyńczycy mają jeszcze do rozegrania jedno zaległe spotkanie.
W drugim rozgrywanym dzisiaj spotkaniu Juventus podejmował Chievo i aby nie stracić punktów do Milanu, musiał zwyciężyć. Stąd też od początku ruszył ostro do przodu. Już w pierwszej minucie sam na sam z bramkarzem gości znalazł się Vucinić, jednak strzelił zbyt lekko. Później to gracze z Werony niespodziewanie długo utrzymywali się przy piłce. Nie pozwalali Juventusowi wyjść z własnej połowy, ale sami także nie zagrażali zbytnio bramce Buffona. Wszystkie próby podań końcowych przecinane były szybko przez jego kolegów z obrony. Piłkarze formacji ofensywnych nie byli już tak bezbłędni. Z początki grali bardzo niechlujnie i niedokładnie. Uciekali się nawet do prób wymuszania rzutów karnych, ale sędzia był czujny na ich sztuczki. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez kwadrans. Następnie gospodarze odzyskali swój rytm. Sporo spokoju do ich gry wniósł opanowany jak zawsze Andrea Pirlo. To właśnie on w 18. minucie idealnie zacentrował z rzutu wolnego. Piłkę na słupek strącił co prawda Chiellini, ale dobitka De Ceglie była już celna. Trzeba jednak powiedzieć, że piłka zagrana przez byłego pomocnika Milanu była prawdziwym majstersztykiem i to jemu koledzy muszą zawdzięczać tego gola.

Chievo chciało się od razu zrewanżować. Cyril Thereau po obróceniu się na plecach Barzagliego wyszedł oko w oko z wielkim Buffonem. I jak to bywa w starciach z legendami, nie wytrzymał presji. Golkiper skrócił kąt i strzał spoczął na jego nogach, na dobitkę nie pozwolili już obrońcy. Widać było jednak, że to turyńczykom grało się przyjemniej po tej bramce. Nabrali większej pewności siebie. Dowodem tego była kolejna znakomita okazja, tym razem zmarnowana przez Mirko Vucinicia. Czarnogórzec raz po raz nękał obronę gości, udowadniając, że jest w formie. Brakowało mu tylko wykończenia akcji. Kolejne sytuacje były tylko kwestią czasu. Juventus zdominował bowiem środek pola. Przez większość meczu to on był przy piłce, a jeśli się nie ma futbolówki, to trudno o gole. Lecz Chievo schowane za podwójną gardą liczyło na kontry i szybkość swoich napastników.
Przed przerwą takiej szansy nie było. A jakby tego było mało, to gospodarze mieli znakomitą okazję. Z daleka strzelał Padoin, ale świetną interwencją popisał się Sorrentino i uratował swój zespół przed utratą gola. Dzięki bramkarzowi piłkarze z Werony schodzili na przerwę pełni nadziei. Żeby ich marzenie się ziściło, potrzebna była jednak odmiana oblicza gry w drugiej części spotkania. Ta oczywiście nie nastąpiła, ponieważ gospodarze to zbyt doświadczony zespół. Zamiast pozwalać rywalom na stwarzanie sobie dogodnych okazji, sami sobie je tworzyli. Znakomitą w 59. minucie miał ponownie Padoin, który po minięciu dwóch obrońców jednym zwodem miał przed sobą tylko bramkarza. Lecz jego strzał został obroniony. To właśnie atakujący Juventusu oraz jego kolega Giaccherini stanowili największe zagrożenie w polu karnym Chievo. Choć trzeba przyznać, że ich szanse były nieco rwane i chaotyczne. Widać było, że ci dwaj dopiero wchodzą do drużyny z Turynu i nie są jeszcze dostatecznie zgrani z ekipą. Podobnie jak wprowadzony w drużynie z Werony Moscardelli. Napastnik miał stanowić wzmocnienie na ostatnie prawie pół godziny, a tymczasem psuł większość akcji zespołu. Tych było co prawda coraz więcej, gdyż „Juve” postawiło na obronę.











