Serie A nie daje nam od siebie odpocząć. Po weekendowych zmaganiach przyszedł czas na kolejne, już 9. w tym sezonie. Na początku tej kolejki Juventus zmierzył się na własnym obiekcie z Fiorentiną. Zasłużone zwycięstwo odnieśli gospodarze.
Spotkanie typowane przez większość bukmacherów na remis nie mogło być nudne. Od zawsze potyczki tych drużyn były emocjonujące, więc nie inaczej było dziś. Juventus, okrzyknięty przez niektórych już nowym mistrzem, nie miał ostatnio dobrej serii. Fiorentina również, ponieważ przed tym meczem była dopiero na 10. miejscu w tabeli.

Juventus rozpoczął spotkanie jak każde, które rozpoczyna na własnym stadionie. Szybka, kombinacyjna gra sprawiała niemałe problemy zawodnikom Fiorentiny, którzy nie umieli odebrać piłki, nie mówiąc już o utrzymywaniu się przy niej. „Bianconeri” strzelali, ale nic nie wpadało do bramki. Próbował Marchisio, który atomowym strzałem sprawił bardzo dużo problemów Borucowi. Później strzelali też Pepe oraz Vucinić, ale nie pokonali Polaka. W 13. minucie „Juve” objęło prowadzenie. Z rzutu rożnego płasko w pole karne dośrodkował Pirlo, strzelał Vidal, jednak uderzenie obronił Boruc. Niefortunną obronę Polaka, który wbił piłkę przed siebie, wykorzystał Bonucci, pakując piłkę z bliska do siatki.
Po szybkich atakach, jakie oglądaliśmy w pierwszych 20 minutach gry, podopieczni Antonio Conte zaczęli oszczędzać swoje siły. Do głosu doszli goście, ale strzały Valona Behramiego oraz Stevana Joveticia nie zmusiły Marco Storariego do większego wysiłku. W kolejnych minutach gra wyrównała się, czego dowodem były podania wszerz, a nie wzdłuż boiska. Na pierwszy rzut oka mogło wydawać się, że „Viola” wcale nie chce strzelać na bramkę Storariego. Po ponad pół godzinie gry Juventus znów zaatakował, niemal przez trzy minuty utrzymując się przy piłce w obrębie pola karnego gości. Jednak z licznych dośrodkowań Andrei Pirlo i Pepe oraz strzałów Vucinicia i Matriego efektu w postaci bramki nie było.
Ciągle jednak dłużej przy piłce utrzymywał się Juventus, który starał się strzelić co najmniej jedną bramkę przed przerwą. W ostatnich minutach o mały włos, a „Stara Dama” dopięłaby swego. Mirko Vucinić, który był mocno krytykowany za ostatni występ z Genoą, znowu się nie popisał. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przez Pirlo Vucinić miał świetną okazję do zdobycia bramki, ale spudłował jak junior. Niedługo później sędzia zakończył pierwszą część spotkania i zaprosił piłkarzy na przerwę do szatni.
Druga połowa udowodniła nam, że Serie A wcale nie jest taka nudna. Ataki rozpoczęła Fiorentina, która jednak nie potrafiła przedrzeć się przez gęste zasieki obronne Juventusu. Podczas pierwszych pięciu minut żaden z zespołów nie potrafił utrzymać się dłużej przy piłce niż kilkanaście sekund, co zaowocowało sporym chaosem na boisku. Pierwszą dogodną sytuację strzelecką w drugiej części gry miał Alberto Gilardino, który pojawił się na murawie za Alessio Cericiego. Strzelał on głową po dośrodkowaniu z lewej flanki, ale piłka przeszła obok bramki strzeżonej przez Marco Storariego. Co jednak nie udało się Gilardino, zrobił Jovetić. W 58. minucie spotkania gracz Fiorentiny popisał się fenomenalnym instynktem snajperskim i na tablicy wyników znów mieliśmy remis.











