Nie udał się debiut nowemu trenerowi Juventusu, Alberto Zeccheroniemu. Jego zespół zaledwie zremisował 1:1 z broniącym się przed spadkiem Lazio.
Zeccheroni jest w Turynie od zaledwie kilku dni, dlatego trudno było spodziewać się rewolucji w grze Juventusu. Kibice wierzyli jednak, że ich piłkarze sprostają wyzwaniu, jakim była rywalizacja z zawodzącym swoich kibiców równie często co „Stara Dama”, Lazio.
Fani „Bianchonerich” musieli ponownie przełknąć gorzką pigułkę w postaci nudnego, siermiężnego, a co najgorsze – nieskutecznego futbolu prezentowanego przez swoich pupili. W pierwszej połowie nie oglądaliśmy właściwie żadnej ciekawej akcji z obu stron. Do gry palił się jedynie sprowadzony z Udinese Antonio Candreva, który przed przerwą mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie.
W drugiej połowie sytuacja nieznacznie się odmieniła – Juventus atakował częściej, ale na nic zdały się częste strzały i nierzadko ciekawe próby ataku pozycyjnego, gdyż dopiero po faulu na Del Piero w polu karnym i wykorzystaniu przez tego zawodnika „jedenastki” turyńczycy objęli prowadzenie.
Lazio odpowiedziało jednak bardzo szybko. Po niemałym zamieszaniu, jakie spowodował rzut wolny i dobitka Zarate, najlepiej w polu karnym odnalazł się Stefano Mauri i było 1:1. Taki wynik utrzymał się do końca i z pewnością satysfakcjonuje on bardziej drużynę ze stolicy, która od początku grała na remis. Juventus ponownie stracił komplet punktów na swoim boisku, ponownie kibice i piłkarze wychodzili ze stadionu z głowami spuszczonymi w dół. Różnica polega na tym, że we włoskiej prasie nie będzie zbyt wielu lamentów pod adresem Ciro Ferrary. Oberwie się Zeccheroniemu.










