Niedzielne popołudnie z 7. kolejką Serie A najlepiej zapamiętają kibice Juventusu Turyn. Ich pupile gładko rozprawili się z Lecce, któremu zaaplikowali cztery bramki. Niepocieszeni są natomiast fani Fiorentiny. Zespół Artura Boruca po porażce 1:2 z Sampdorią znalazł się na ostatnim miejscu w ligowej tabeli.
Juventus – Lecce 4:0
Kibice Juventusu oczekiwali wysokiego zwycięstwa nad beniaminkiem. Mimo że „Stara Dama” w tym sezonie imponuje skutecznością, to nie można było mieć pewności, czy Lecce pozwoli sobie na wbicie dużej liczby bramek. Jak dotąd beniaminek dał się poznać z dobrej strony. Dziś turyńscy tifosi dostali to, na co czekali. Juventus nie pozostawił złudzeń, która drużyna jest lepsza. Już w 13. minucie gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Alberto Aquilani. Dla pomocnika była to pierwsza bramka w nowych barwach. Pod koniec pierwszej połowy „Bianconeri” wbili gwóźdź do trumny Lecce. Najpierw w 34. minucie rzut karny na bramkę zamienił Felipe Melo, a na 60 sekund przed końcem pierwszej części gry dał o sobie znać Fabio Quagliarella. Do szatni piłkarze beniaminka schodzili z opuszczonymi głowami. W drugiej odsłonie obraz gry się nie zmienił. Turyńczycy co chwila gościli na polu karnym Lecce. Niestety, większość ich strzałów było nieskutecznych bądź klasą popisywał się Rosati. Wreszcie w 82. minucie niezawodny Alessandro Del Piero przełamał niemoc, która zapanowała w drugiej połowie. Po znakomitych zawodach Juventus zdetronizował Lecce 4:0. Jest to dobry prognostyk przed pucharową potyczką z Red Bullem Salzburg.
Sampdoria – Fiorentina 2:1

To miał być wyrównany i zacięty mecz. Dokładnie taki był. Sędzia Brighi miał ręce pełne roboty i często sięgał do kieszonki po kartoniki. Nie zabrakło również bramek oraz emocji do ostatniego gwizdka. Niespodziewanie na prowadzenie za sprawą Marchionniego szybko wyszła Fiorentina. Utrzymało się ono aż do 81. minuty. Wówczas bramkę wyrównującą strzelił Ziegler. „Viola” nieco się zdekoncentrowała i po 60 sekundach ukuł ją Cassano. Mimo rozpaczliwych ataków, gościom nie udało się wyrównać i to Sampdoria mogła cieszyć się z cennych trzech punktów.
Catania – Napoli 1:1
Dla Napoli to nie był łatwy mecz. Już sam wyjazd na Sycylię oznaczał, że na boisku będzie trzeba wykorzystać wszystkie pokłady sił. Pierwsza połowa dla neapolitańczyków układała się doskonale. W 39. minucie swoją szóstą bramkę w sezonie strzelił Edinson Cavani. Urugwajczyk pokazał, że łatwo nie podda się w walce o koronę króla strzelców. Napoli jednobramkowe prowadzenie zdołało utrzymać do 69. minuty. Wtedy gola dla Catanii zdobył Gomez. Sycylijczycy do samego końca nie oddali już pola Napoli. Na kilka sekund przed końcem nerwy puściły Paolo Cannavaro. Kapitan gości ujrzał czerwoną kartkę, a to oznacza, że nie zagra w hicie 8. kolejki, w którym Napoli podejmie Milan.












