Juventus pokonał w wyjazdowym meczu Cesenę 1:0 w ramach zaległej 33. kolejki Serie A. Po długich męczarniach piłkarzy Antonio Conte zwycięskiego gola zdobył na dziesięć minut przed końcem Marco Borriello.
Spotkanie Ceseny z Juventusem pierwotnie miało odbyć się 15 kwietnia, lecz z powodu śmierci Piermario Morosiniego całą kolejkę przełożono. Dziś nadszedł czas, by nadrobić zaległości, a więc rozegrać mecz pomiędzy najsłabszą a najlepszą obecnie drużyną w Serie A – Cesena w przyszłym sezonie zagra w Serie B, a Juventus w Lidze Mistrzów. Faworyt był jeden. Jednak nie można było zapominać, że takie spotkania dla potentatów wcale nie należą do najłatwiejszych.

Ku zdziwieniu wszystkich kibiców zgromadzonych na trybunach, to Cesena stworzyła sobie pierwszą okazję do zdobycia bramki. Po faulu Vidala na De Nero Santana uderzył z rzutu wolnego, jednak daleko od celu. Później grę prowadził już Juventus. Strzelał zarówno Matri, jak i Vidal, ale oba uderzenia zostały zablokowane. Wreszcie w 8. minucie sędzia podyktował rzut karny dla „Starej Damy”. W polu karnym ręką piłki dotknął Vangelis Moras. Do futbolówki ustawionej na jedenastym metrze podszedł doświadczony Andrea Pirlo i… trafił w słupek. „Juve” szybko chciało wymazać z pamięci niewykorzystany rzut karny i ciągle atakowało. W 25. minucie o ładną indywidualną akcję pokusił się Claudio Marchisio, który po minięciu kilku obrońców gospodarzy oddał strzał. Nie trafił jednak w bramkę. Chwilę później strzelał Chiellini, piłka odbiła się rykoszetem i przeleciała obok bramki. Sekundy później próbował Mirko Vucinić, ale futbolówka również nie trafiła do siatki, choć główka Czarnogórca była przedniej jakości.
Na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy błąd w środku pola popełnił Pirlo, przez co w konsekwencji strzał oddać mógł Mario Santana. Na szczęście dla Andrei – niecelny. W końcówce pierwszej połowy dobrym wolejem popisał się raz jeszcze aktywny dziś Vucinić, ale po raz kolejny piłka nie zatrzepotała w siatce Antoniolego. Szansę miała też Cesena, bo ładnie przymierzył Rennella, później poprawił Del Nero, ale bezskutecznie. Pierwsza połowa przebiegła pod dyktando „Bianconerich”, którzy mogą pluć sobie w brodę z powodu niewykorzystanego rzutu karnego. Posiadanie piłki było zdecydowanie po stronie Juventusu, który był przy niej przez 70 procent czasu. Zwiastowało to duże emocje w drugiej części gry.
Zmagania w drugiej połowie zawodów znów rozpoczęły się od strzału z daleka Ceseny. W późniejszym czasie kontrolę nad meczem przejął niepokonany w tym sezonie Juventus. Pięć minut po wznowieniu gry mierzoną piłkę w pole karne posłał Andrea Pirlo. W „szesnastce” był dobrze ustawiony Alessandro Matri, który strzelił właściwie nie do obrony. Właściwie, bo z linii bramkowej piłkę wybił obrońca Ceseny. Kolejne pięć minut później sfaulowany przed polem karnym przez Guillermo Rodrigeza został Pirlo, który sam strzelił na bramkę Antoniolego. Reprezentant Włoch nie potrafił pokonać dobrze spisującego się dzisiejszego wieczora bramkarza Ceseny. Po godzinie gry przypomniał o sobie Alessandro Matri, który mocno główkował po idealnym dośrodkowaniu Pirlo. Piłka minimalnie minęła światło bramki. „Juve” nie rezygnowało, czego dowodem były coraz częstsze strzały z daleka Marchisio i Vidala. Strzały te jednak były blokowane przez graczy Ceseny lub mijały bramkę miejscowych.










