Kilka dni po tym, jak Legia Warszawa pożegnała się z rozgrywkami Ligi Europy, do polskich mediów wyciekła informacja o możliwym odejściu trenera „Wojskowych” Henninga Berga, który miałby rzekomo poprowadzić Feyenoord Rotterdam. Sam zainteresowany zaprzecza tym sensacjom, ale ostatnimi czasy widać gołym okiem, że Norwegowi nie jest po drodze z właścicielami stołecznej ekipy.
Znany ze swej niechęci do uśmiechania się, były zawodnik Manchesteru United, a obecnie opiekun mistrzów Polski, nie ukrywał żalu wobec swoich przełożonych – Bogusława Leśnodorskiego, Macieja Wandzela oraz Dariusza Mioduskiego, którzy dosłownie chwilę przed pierwszym starciem Legii z Ajaksem Amsterdam w ramach 1/16 finału Ligi Europy, pozwolili odjechać do zespołu drugiej ligi chińskiej Hebei China Fortune Miroslavovi Radovicowi. Norweski szkoleniowiec nie potrafił (pewnie nadal próbuje rozwikłać tę zagadkę), dlaczego trzy najbardziej wpływowe postaci warszawskiego teamu tak łatwo postanowiły pozbyć się najlepszego gracza T-Mobile Ekstraklasy.
https://www.youtube.com/watch?v=BL-JLlRBSLo
Przecież Serb przez przez prawie dekadę stanowił o sile Legii, prowadził ją do kolejnych sukcesów i był ikoną zespołu z Łazienkowskiej. Sprowadzony w 2006 r. do stolicy „Miro” zaskarbił sobie sympatię chyba wszystkich fanatyków „Elki”, a przede wszystkim zżył się z naszym krajem, który mógł nawet reprezentować po tym, jak w 2013 r. prezydent Bronisław Komorowski przyznał mu polski paszport. Ostatecznie Radović nigdy dla naszej kadry narodowej nie zagrał, czemu sprzeciwiał się m.in. prezes PZPN Zbigniew Boniek, tłumacząc, iż należy skończyć z usilnym szukaniem wzmocnień wśród zawodników urodzonych poza granicami naszego kraju. Ale trzeba obiektywnie przyznać, że były już zawodnik Legii pozostanie na długie lata zapamiętany jako najlepszy obcokrajowiec występujący kiedykolwiek w polskiej lidze.
Po przyjściu Henninga Berga do warszawskiego klubu Miroslav wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności – to właśnie on stworzył świetny serbsko-słowacki duet z Ondrejem Dudą, który doprowadził Legię do pięciu grupowych zwycięstw w tegorocznej edycji ubogiej krewnej Ligi Mistrzów, jak niektórzy nazywają mniej prestiżowe europejskie rozgrywki. Dzięki wyczuciu i zaufaniu trenera mistrzów Polski, Radović zrozumiał, że z powodzeniem może występować jako środkowy napastnik, choć wcześniej znany był przede wszystkim z występów na boku pomocy.











