Z okazji półmetka rozgrywek na Wyspach zdecydowaliśmy się najpierw wspólnie wybrać, a następnie zaprezentować Wam naszą autorską jedenastkę najlepszych na boiskach Premier League tej jesieni. Przy okazji zaznaczamy, że ustawienie, które postanowiliśmy dobrać do owej jedenastki, to 1-4-2-2-2.
David de Gea – Manchester United, klub w którym występuje Hiszpan, notuje właśnie serię 11 meczów bez porażki, wygrywając w tym okresie ośmiokrotnie. Porównując ten stan rzeczy z poprzednim sezonem, trzeba stwierdzić, że nastąpiła znaczna poprawa w zespole prowadzonym obecnie przez Louisa van Gaala. Jednym z kluczowych elementów tego zespołu jest hiszpański bramkarz. Gdyby nie de Gea, to nie mogłoby być mowy o wygranych na Emirates z Arsenalem (2:1) czy na Old Tafford z Liverpoolem (3:0). Z obu spotkań „Czerwone Diabły” wyszły zwycięsko, mimo że ich przeciwnicy w przeważającej części meczów byli lepsi. Ale nie umieli postawić kropki nad i, pokonując Hiszpana. Gdy przychodził na Wyspy, to raził słabym przygotowaniem fizycznym oraz nerwową i niepewną grą na przedpolu. Teraz imponuje swoim największym atutem, czyli refleksem, który rozwinął na największy światowy poziom, nabrał pewności w grze poza linią bramkową, ale przede wszystkim nieprawdopodobnie rozwinął się pod względem mentalnym, emanuje pewnością siebie i bezczelnością, z jaką broni kolejne, beznadziejne z pozoru sytuacje. Bezsprzecznie najbardziej efektownie grający bramkarz Premier League, bez którego znacznie surowiej przyszłoby nam oceniać linię defensywną United. Ale wciąż ma wiele do poprawy, chociażby wyprowadzenie piłki do gry.
https://www.youtube.com/watch?v=HMU0lmNxU7I
Nathaniel Clyne – Southampton zaczynało ten sezon pełne obaw. Osłabione utratą wielu kluczowych graczy z kadencji Mauricio Pochettino w pierwszej kolejce udało się na Anfield, by mierzyć się z wicemistrzem Anglii, po którym nikt wtedy nie spodziewał się, że będzie miał tyle problemów. Wtedy Southampton nieznacznie przegrało (2:1 dla Liverpoolu), a gola dla „Świętych” zdobył prawy obrońca. Wysoką formę, którą wówczas zaprezentował, utrzymał niemal przez całą rundę (ominął tylko jej końcówkę, w tym mecz z Chelsea na St. Marys). Clyne to świetny przykład efektywności działania szkółki Southampton i bardzo dobry przykład nowocześnie grającego bocznego obrońcy. Nie zawsze kończy na dośrodkowywaniu w pole karne z linii końcowej. Clyne często schodzi z bocznego sektora boiska do środka, notując asysty czy samemu zdobywając gole i mając duży wpływ na grę ofensywną drużyny Ronalda Koemana. Jeśli nie napotka poważnych problemów w swojej karierze, to powinien w niedalekiej przyszłości stać się filarem reprezentacji Anglii na pozycji prawego obrońcy.
https://vine.co/v/M35vQWm95pU
John Terry – jeśli Jose Mourinho mówi, że jego kapitan gra tak samo dobrze jak za pierwszej kadencji Portugalczyka na Stamford Bridge, to wiele znaczy. Terry w ostatnich spotkaniach wykazuje się nie tylko dużą skutecznością w zatrzymywaniu akcji (pomijamy tu mecz z Tottenhamem), ale i w ataku. W ostatnich trzech meczach za każdym razem wpisywał się na listę strzelców. Wydaje się, że Mourinho jest idealnym trenerem dla Anglika, za jego kadencji kapitan „The Blues” znajduje się w topowej dyspozycji. Nie ma problemów prywatnych jak za kadencji Carlo Ancelottiego (afera z żoną Wayne’a Bridge’a), nie gubi się taktycznie i językowo jak za kadencji Andre Villasa Boasa i nie trapią go kontuzje jak za panowania Roberto Di Matteo. Terry nie będzie grał wiecznie na tak wysokim poziomie jak obecnie, bo jego wyróżnienie jest też wyróżnieniem dla całej formacji defensywnej Chelsea, która jest jedną z najlepszych w lidze, ale z pewnością trudno wyobrazić sobie Premier League bez niego, a szczególnie drużynę ze Stamford Bridge.











