Japończycy, Koreańczycy i inni Azjaci na niemieckich boiskach


Była moda na Brazylijczyków czy Argentyńczyków, teraz w Niemczech coraz więcej piłkarzy z Dalekiego Wschodu

6 grudnia 2018 Japończycy, Koreańczycy i inni Azjaci na niemieckich boiskach

Hidetoshi Nakata, Shunsuke Nakamura, Park Ji-sung i wielu innych otwierało jeszcze kilkanaście lat temu piłkarzom z Azji drogę prowadzącą do Europy. Najpierw podbijali Włochy czy Holandię, jednak coraz chętniej od dłuższego czasu zawodników z tamtych rejonów zatrudniają niemieckie kluby.


Udostępnij na Udostępnij na

Bundesliga się otwiera

Zanim moda na azjatyckich piłkarzy ruszyła w Europie na dobre, oczywiście zdarzały się rodzynki, które występowały w różnych ligach. Nie inaczej było w Niemczech. Jednym z pierwszych zawodników z Azji grających za naszą zachodnią granicą był Japończyk Yasuhiko Okudera, który reprezentował barwy 1. FC Koeln przez dziewięć lat. Trafił on do ekipy „Kozłów” w 1977 roku. Rozegrał w Bundeslidze grubo ponad 200 spotkań, gdy dołączymy do tego również występy w barwach Werderu Brema.

Pod koniec lat 70. swój epizod z niemieckim futbolem miał również Koreańczyk. Cha Bum-kun grał tam aż dekadę, rozpoczynając swoją piękną przygodę z SV Darmstadt 98, następnie reprezentując barwy Eintrachtu Frankfurt, by zakończyć swoje wojaże w Bayerze Leverkusen. Tam zresztą grał najdłużej, bo aż pięć lat.

Bardziej znanym zawodnikiem ze Wschodu okazał się Ali Daei. Reprezentant Iranu bronił barw aż trzech niemieckich klubów. Do Niemiec przybył w 1997 roku, by występować w koszulce Arminii Bielefeld. Następnie trafił do Bayernu Monachium, by niedługo potem spróbować swoich sił w stolicy, a dokładnie w Hercie. Nie rozegrał tylu spotkań co wspomniany Japończyk czy Koreańczyk, jednak bardziej od nich zapadł w pamięci fanów.

W obecnych czasach obcokrajowiec w Bundeslidze nie jest niczym niezwykłym. Piłkarze są tu sprowadzani z różnych stron świata i coraz częściej i chętniej niemieckie kluby po takich zawodników sięgają. Dobrą reklamę swoim rodakom zrobił w ostatnich latach Shinji Kagawa, który stał się prawdziwą gwiazdą niemieckich stadionów. Kibice pokochali go za niesamowite występy oraz za wkład włożony w sukcesy osiągane przez Borussię Dortmund.

Nieźle prezentował się przed kilku laty również Shinji Okazaki, który bronił barw najpierw VfB Stuttgart, a potem 1. FSV Mainz. Podobnie jak jego imiennik postanowił jednak wyruszyć na podbój ligi angielskiej, lecz nie do Manchesteru United, a do Leicester City.

Żadnych granic

Obecne czasy pokazują, że do europejskiej piłki trafiają zawodnicy z najróżniejszych stron świata. Niemcy nie są wyjątkiem, dlatego też na tamtejszych boiskach można oglądać kilku piłkarzy pochodzenia japońskiego czy koreańskiego. Po takich niemieckie kluby sięgają coraz chętniej. Są tani, pracowici i utalentowani, a jak pokazuje historia chociażby na przykładzie Kagawy czy Okazakiego, warto w takich graczy inwestować. Przybliżmy zatem profile tych, którzy grają w obecnie trwającym sezonie w 1. Bundeslidze.

Shinji Kagawa (Borussia Dortmund)

Ten zawodnik został przedstawiony kilka linijek wyżej. Jednak można mu poświęcić jeszcze kilka zdań, ponieważ jest to postać, która może na ten moment nie jest najważniejszym piłkarzem w układance trenera Luciena Favre, ale jest biegającą historią w barwach BVB. W tym sezonie rozegrał w barwach żółto-czarnych jedynie trzy spotkania, licząc mecz w ramach Pucharu Niemiec. Na swoim koncie ma jednak blisko 150 gier, w tym 41 strzelonych goli.

Makoto Hasebe (Eintracht Frankfurt)

Od wielu lat związany z niemieckimi klubami. 35-letni obrońca zaczynał w 2008 roku w Wolfsburgu, następnie trafił do Norymbergi, a dziś jest jednym z ważniejszych ogniw czołowej ekipy 1. Bundesligi. Spokojnie można napisać, że przeżywa drugą młodość. Dodatkowo w tym roku ze swoją reprezentacją wyjechał na mundial do Rosji i nawet udało mu się z Japonią wyjść z grupy, w której jednym z rywali była Polska. Teraz razem z „Orłami” zachwyca całe Niemcy nie tylko na niemieckich stadionach, ale jego grę mogą również podziwiać kibice oglądający Ligę Europy. Liczba 270 spotkań w lidze jest wielkim osiągnięciem, które tylko pokazuje, jak dobrym zawodnikiem jest Hasebe.

Yuya Osako (Werder Brema)

Napastnik, uczestnik MŚ 2018 w Rosji, podczas których zdobył ważnego gola w meczu z Kolumbią. W lidze idzie mu jednak jeszcze lepiej. 28-latek odkąd latem postanowił zamienić Kolonię na Bremę, jesienią w dotychczasowych spotkaniach pokonywał bramkarzy trzykrotnie. Za blisko miesiąc wybije mu pięciolecie, odkąd raduje kibiców golami za naszą zachodnią granicą. Zaczynał swoją przygodę w TSV 1860 Monachium, by potem trafić właśnie do 1. FC Koeln, dla którego wystąpił w 108 spotkaniach i zdobył 15 goli oraz tyle samo asyst. Kto wie, może w Werderze pobije swój rekord, a ma na to duże szanse, biorąc pod uwagę, że w Kolonii na taki wynik pracował cztery lata.

Dong-won Ji i Ja-cheol Koo (FC Augsburg)

Odważniej na zawodników z Dalekiego Wschodu postawili w Augsburgu. Pierwsi w naszym zestawieniu Koreańczycy są pomocnikami. Co ciekawe, w porównaniu do wyżej wymienionych Japończyków są młodsi. Dong-won Ji jeszcze w tym sezonie może dobić do stu gier dla FCA, o ile zacznie na niego odważniej stawiać szkoleniowiec Manuel Baum. W obecnym sezonie rozegrał trzy mecze i zdobył jednego gola.

Drugi z nich, dwa lata starszy Ja-cheol Koo jest natomiast podstawowym zawodnikiem zespołu. W Bundeslidze pojawił się przed pięcioma laty. Występował w Wolfsburgu, a następnie w Moguncji. Najwięcej jednak czasu spędził w Augsburgu. To tu na tę chwilę ma 89 gier i 13 goli. W tym sezonie trafił jednak tylko raz do bramki rywala.

Yuya Kubo (1. FC Nürnberg)

Kolejny Japończyk z drugiej linii. Broni barw Norymbergi, dla której jest najnowszym nabytkiem. 25-latek do tej pory rozegrał dziesięć spotkań, na razie jednak bez gola. Yuya Kubo na mundial z kolei nie pojechał. Jeżeli będzie dobrze grał dla Norymbergi, to kto wie, może za cztery lata tam się pokaże.

Takuma Asano i Genki Haraguchi (Hannover 96)

Japonia ma w Bundeslidze dużą kolonię, a największą pod tym względem można ujrzeć w broniącym się przed spadkiem Hannoverze. Asano trafił do Niemiec prosto z Arsenalu i zaczynał w Stuttgarcie. Po dwóch latach występów sięgnął po niego klub z północy Niemiec. Pomocnik jak do tej pory zdobył łącznie w Niemczech pięć goli. W ekipie H96 gra dopiero od tego sezonu, lecz nie wywalczył sobie jeszcze miejsca w pierwszej jedenastce.

Co innego można natomiast napisać o Haraguchim. Ten piłkarz zdążył pokazać się z dobrej strony w Hercie BSC Berlin. Tam rozegrał 91 spotkań. Na krótko trafił na początku roku do Düsseldorfu, ale na dłużej postanowił przybyć do obecnego klubu. Tu ma okazję grać niemalże w każdym meczu.

Takashi Usami (Fortuna Düsseldorf)

Przed laty trafił z Japonii prosto do Bayernu Monachium. Japończyk nie zdążył tam jednak zaistnieć, więc o jego pierwszej przygodzie na niemieckich boiskach należy pisać od momentu, gdy pojawił się w Augsburgu. Tam rozegrał 11 spotkań. Więcej pokazał dotychczas w Fortunie, w której występuje od dwóch lat. Aż 11 goli jest całkiem niezłym wynikiem w trakcie tego okresu. Raz nawet pokonał bramkarza Herthy w tym sezonie.

Dlaczego kierunek Azja?

Wydaje się, że zespoły z Bundesligi coraz chętniej będą sięgać po zawodników z omawianych rejonów. Po pierwsze grają tam piłkarze, którzy nie kosztują krocie, a zatrudnienie i tak nieźle wyszkolonych graczy sprawi, że liga niemiecka zyska wielu kibiców właśnie w Azji, która bardzo inwestuje w futbol.

Japończycy czy Koreańczycy zrobili już i tak niezłą reklamę swoim rodakom, dlatego w przyszłości można spodziewać się kolejnych Azjatów na niemieckich stadionach. Być może podobną drogę niebawem wybiorą Chińczycy czy zawodnicy innych narodowości. Futbol wszak istnieje także poza Europą. Już teraz można zauważyć, jak inwestują w niego Chińczycy czy Saudyjczycy. Ci ostatni jednak na ten moment wybrali kierunek hiszpański.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze