Mecz z Australią miał szczególne znaczenie dla Jakuba Błaszczykowskiego. Prawy pomocnik Borussii Dortmund w klubie z Reymonta spędził kilka wspaniałych lat, zaskarbiając sobie sympatię kibiców „Białej Gwiazdy”. Po meczu żałował niewykorzystanych sytuacji, równocześnie podkreślając wyraźny postęp w grze reprezentacji.
Jak ocenisz występ reprezentacji w meczu z Australią? Znowu zabrakło konsekwencji.
Faktycznie, to jest jeden z naszych problemów. Pierwsza sytuacja, pierwsze wyjście gości na naszą połowę i od razu tracimy bramkę. To są momenty, w których trzeba naprawdę pokazać charakter, żeby się podnieść. Kiedy wydaje się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, nagle tracimy bramkę bez powodu i zamiast być na prowadzeniu, przegrywamy. Mieliśmy też swoje okazje do wyrównania na 2:2. Bardzo dobrze rozumiemy się z Łukaszem Piszczkiem. Przede wszystkim on chce grać piłką, a nie wybijać na oślep, co później daje efekty. Czas działa jeszcze na naszą korzyść, aczkolwiek nie jestem z tego powodu specjalnie szczęśliwy, bo tego czasu jest co raz mniej.
Co należy poprawić przed najbliższymi spotkaniami? Warto zauważyć, że stałe fragmenty gry w wykonaniu „Biało-czerwonych” nie powodowały żadnego zagrożenia dla bramki Federiciego.

Trzeba wziąć pod uwagę, że drużyna Australii, której większość zawodników gra w lidze angielskiej, jeśli chodzi o stałe fragmenty, ma dobrze opanowaną grę. My natomiast musimy poprawić ten element piłkarskiego rzemiosła, bo nieraz po dobrym wykonaniu stałych fragmentów wygrywa się mecze.
Jak Ci się podobała atmosfera na stadionie? Czy czułeś wsparcie fanów, którzy zgotowali Ci tak wspaniałe powitanie?
Czułem wsparcie kibiców, którym bardzo dziękuję. Cieszę się, że po takim czasie nie zapomnieli o tym, że coś zrobiłem dla Wisły i w pewnym sensie zostawiłem na Reymonta cząstkę siebie. To przemiłe uczucie, że dali mi taki wyraz szacunku.
Jaki wpływ mają na Was mecze bez zwycięstwa? Ostatni raz z tarczą z boiska schodziliście po marcowym spotkaniu z Bułgarią.
To jest właśnie to, o czym już wspominałem – każdy kibic czy też dziennikarz patrzy na nas przez pryzmat zwycięstw. My jednak staramy się to rozbić, jest jednak takie powiedzenie, że i w drewnianym kościele cegła na głowę spadnie. Niestety, pomimo że tworzymy tak dużo sytuacji, brakuje nam wciąż szczęścia. Przeciwnik stwarza dwie, trzy sytuacje i wygrywa mecz, my tworzymy ich około siedmiu i zdobywamy tylko jedną bramkę. Na pewno nie będziemy się załamywać, widać dużą poprawę jeśli chodzi o nasza grę ofensywną.











